Drugs Change The World.

Dwie najbliższe sobie przyjaciółki wiodą spokojne życie. Alice spokojna, miła, zakochana w swoim chłopaku, który wraz ze swoimi przyjaciółmi podbija listy przebojów na świecie. Cher miła dla ludzi, których zna, harda, pewna siebie, jednak zatracona w samotności. Ma dwie przyjaciółki. Tą dobrą i tą złą. Handluje narkotykami, aż poznaje przyjaciół swojego kuzyna. W jednym z nich się zakochuje... Zaczyna pisać piosenki i wschodzi na wyżyny kariery. Czy skończy z dobrze płatną pracą? Czy odważy się zakochać? Czy miłość Alice przetrwa próbę związku? Jak potoczy się ich życie, które z dnia na dzień zmienia się w pełne fotoreporterów, fanów i telewizji ??

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Thirty Six

*Perspektywa Cher*
Muzyka, soki, Zayn, fałszywe drinki, muzyka, taniec...
Wir w okół mojej głowy nie miał końca. Impreza, świętowanie, śmiech, taniec, muzyka, picie.
-Idę odpocząć.-powiedziałam do Zayna i wyszłam z tłumu.
Weszłam do damskich łazienek. Kilka dziewczyn poprawiało makijaż.
-Super impreza.-powiedziały do mnie.
-Dzięki.
-Umiesz organizować party.-zaśmiała się brunetka i wyszły na salę.
Z kopertówki wyciągnęłam szminkę i poprawiłam usta. Nagle moich uszu dobiegł szloch. Obejrzałam się za siebie i nikogo nie zauważyłam. Popatrzyłam na dół kabin i w jednej zauważyłam buty Alice.
-Alice..-zaczęłam delikatnie i niepewnie, czy to ona.-Alice.. Co się stało?-zapukałam w drzwi.
Cisza.
-Nie ma nikogo w łazience?
-Nie. Tylko ja.
-Zamknij drzwi.-powiedziała.
Podeszłam do niebieskich drzwi i postawiłam przed nimi kosz, który przytargałam z drugiego końca łazienki.
-Już.
Drzwi kabiny lekko się uchyliły i wyszła z nich cała zapłakana. Makijaż spłynął.
-ALICE! ALICE!-krzyki z sali dobiegły do łazienki.
-Co jest?-popatrzyła na mnie ocierając czarne plamy spod oczu.
-Tort i prezent dla ciebie.-powiedziałam.
-Cher, strasznie ci dziękuję za to, że jesteś, za to, że to zrobiłaś. Ale nie chcę świętować dzisiejszego dnia.
-Ale co się stało?
-Widziałam... ja...jak. Bo.. Lou...Louis po...poszedł..i..i..ja..ja...chcia...chciałam...-nabrała powietrza w płuca. Powstrzymała płacz.
-Louis całował się z kimś.
-Widziałaś ją?
-Nie. Wiesz coś o niej? Mówił, że ma kogoś?
-Nie, jakbym wiedziała, powiedziałabym tobie.-podeszłam i przytuliłam ją mocno. Stanęła przede mną, otarłam jej poliki z resztek makijażu. Popatrzyłam w jej oczy. Odgarnęłam włosy z ramion.
-Pokaż mu co stracił.-uśmiechnęłam się do niej.
-Pierś do przodu, głowa wysoko.-powiedziałam, gdy otworzyłam przed nią drzwi na salę. Stanęłyśmy na schodach na parkiet, a światło skierowali prosto na nas.
Zaczęły lecieć pierwsze nuty piosenki, którą chłopacy postanowili zaśpiewać dla nas.
Louis zszedł ze sceny, podszedł do Alice. Melodia ucichła. Przez głośniki było słychać jego oddech.
-Alice, wybacz mi.-popatrzył na nią.-Kocham cię.-powiedział, a ona z całej siły sprzedała mu liścia.
Z tłumu dało się usłyszeć zdziwienie i ciche 'uuu...'. Chłopacy stanęli koło mnie równie zdezorientowani jak ja. Louis popatrzył na nas, przyłożył dłoń do polika. Wziął szampana od kelnera, który stał koło wózka z tortem.
-Nie mów, że mnie kochasz, a po kątach całujesz się ze zdzirami.-powiedziała Alice i poszła z Bradem na kanapy. Louis poszedł usiąść przy barze.
Zayn wszedł na scenę i postanowił, że impreza ma trwać dalej. DJ puścił muzykę i sala zaczęłam tańczyć. Ja i mulat poszliśmy do Alice, a chłopacy do Louisa.
-Dobrze się czujesz?-usiadła koło blondynki i przytuliłam ją.
-Tak...-wciągnęła powietrze.
-Proszę cię, zapomnij o nim i po prostu baw się. To jest twoja noc, twoje święto. Masz przyjaciół, którzy chcą się z tobą pożegnać.-spuściłam głowę. Muszę jej o tym powiedzieć.
-Alice ja... ja wyjeżdżam.
-Co? Jak to, gdzie?
-Simon załatwił mi supportowanie chłopaków. To jest dla mnie ogromna szansa.
-Na prawdę?-popatrzyła na nas, a my pokiwaliśmy głowami.
-Ale jeżeli chcesz, żebym z tobą została, to zostanę.
-Nie.. Nie musisz. Mam Brada, rodziców i Taylor. Poradzę sobie.-uśmiechnęła się do mnie.
-Taylor też jedzie. Wiesz, jest ich stylistką.
-Ah no tak. Zapomniałam.-przytuliła mnie.
-Gratuluję, a my idziemy się bawić.-wyszła na parkiet z Bradem, a my zostaliśmy we dwójkę. Przytulił mnie do swojej piersi. Wargami delikatnie musnął moje usta.
-Mógłbym już tak zostać z tobą na zawsze.-uśmiechnął się.
-Mhm...-przytaknęłam.
'Ale za osiem miesięcy będziemy we trójkę.'-dokończyłam w myślach. Boże, będę musiała mu to powiedzieć w trasie.
To będzie masakra. Jeżeli zerwiemy to trudno, ale zawsze pozostanie nadzieja.
-Idę po drinka, chcesz?-spojrzał na mnie.
-Nie, dzięki. Wzięłam dopiero tabletkę.-skłamałam.
-Ok. Zaraz wrócę.-zniknął w tłumie, a obok mnie usiadł Niall.
-Gadałem z Lou. Mówi, że się najebał i serio nie pamięta co robił, ale mówi też, że był cały czas z Harrym.
-Ja też nie widziałam, żeby wychodził. Chodź.-pociągnęłam go za rękę na tyły klubu.
-Co tu robimy?-popatrzył na mnie.
-Palę.-zapaliłam papierosa, chociaż nie powinnam.
-Dziwie się, że tak za tym przepadacie z Zaynem.
-Zaraz będę musiała się oduczyć.-powiedziałam cicho.
-Czemu?
'Kurrr.. usłyszał.'
-Nie powiesz tego Zaynowi?-popatrzyłam na blondyna z zaufaniem jakim go obdarzałam. Pokiwał głową.
-Jestem w ciąży.-powiedziałam szybko.
-O mój Boże....-otworzył szerzej oczy i momentalnie mnie przytulił, a ja poczułam łzy na policzkach. Wtuliłam się w niego.
-Cher...-Zayn wychylił się, a jego wzrok stanął na nas.

______

Nie jestem jakoś specjalnie szczęśliwa z rozdziałów.
Nie mam weny, więc będą się pojawiać później.
Chyba, że mi pokażecie jak bardzo zależy wam na historii dziewczyn.

3 kom.=NN w weekend
4 kom.=NN  jeszcze w tym tyg.

Natalie Malik.<3

sobota, 6 kwietnia 2013

Thirty Five.

*Perspektywa Alice*
- Hej, wejdź. Muszę tylko się przebrać i możemy jechać.- otworzyłam szerzej drzwi i wpuściłam do środka bruneta ubranego w ciemne spodnie, białą koszulę z napisami i granatową marynarkę.
- Jasne.
- Tam jest kuchnia, jak chcesz napij się czegoś. Albo jak chcesz rozejrzyj się po mieszkaniu.
- Ok. Idź się szykować, bo zaraz będzie taksówka.- posłał mi uśmiech i wszedł do salonu. Pobiegłam do mojej sypialni, z szafy wyciągnęłam komplet, który dziś kupiłam.
Zamknęłam się w łazience. Ściągnęłam ubranie i założyłam wybrany zestaw. Rzęsy ponownie podkręciłam tuszem, założyłam na rękę bransoletki. Włosy rozpuściłam na ramiona. Przejrzałam się w lustrze. Wyszłam z łazienki. Poszłam na korytarz, a tam spotkałam Brada, który wychodził właśnie z kuchni.
- Łał.! Wyglądasz...- otworzył usta i popatrzył na mnie.- Lepiej niż nieziemsko.
- Dzięki.- uśmiechnęłam się do niego.- Możemy iść na dół.
- Ok.- podszedł do drzwi frontowych.
Podeszłam do wieszaka i założyłam na ramiona czarną skórę, a w rękę wzięłam kopertówkę.
- To chodźmy.- popędziłam go i wyszliśmy z mieszkania. Zamknęłam drzwi, po czym zeszliśmy na dół. Przed blokiem czekała już taksówka. Wsiedliśmy do środka. Wysiedliśmy przed domem mojej ekipy. Weszliśmy na piętro i podeszliśmy do drzwi i zapukałam. Dziwne, ale poczułam się nieswojo. Jeszcze tydzień temu, czułam że to mój dom, a teraz czekam, aż ktoś otworzy mi drzwi i pozwoli wejść do środka. Harold otworzył nam.
- Siemka. Wejdźcie.- weszliśmy i skierowaliśmy się do kuchni, w której było światło.
- Mówię ci, ze to debilny pomysł!- Cher.
Stanęłam w progu pomieszczenia.
- O, Alice już jesteś.- przyjaciółka podeszła do mnie, wymijając Louisa, na którego krzyczała. Ubrana była podobnie do mnie. Długa spódnica na gumie z dłuższym tyłem, a krótszym przodem. Ona wybrała do tego bokserkę z ćwiekami a ja koszulę z ozdobionym kołnierzykiem przy szyi. Przytuliła mnie i spojrzała na Brada.
- Cher, to jest Brad, Brad to Cher moja przyjaciółka.
- Hej miło mi cię poznać.- podał jej rękę a ona ją uścisnęła.
Długo nie musieliśmy czekać, a po chwili w kuchni zebrała się reszta moich przyjaciół. Po koli przywitałam się z każdym.
- Brad poznaj moich przyjaciół.- stali w rządku więc zaczęłam od lewej strony.- Niall, Louis, Harry, Liam, Zayn a Cher już znasz. Uśmiechnęli się i przywitali z brunetem. Tomlinson po prostu podszedł do niego, powiedział "siemka" i poszedł do toalety.
- Gotowi na podbój klubu ?- mulat uśmiechnął się i po chwili już wszyscy wyszliśmy pod blok do taksówek.
\
Podjechaliśmy pod jeden z najlepszych klubów w Londynie. "Heaven" Żarzący szyld wyświetlał się na jasne kolory. Przed drzwiami nie było nikogo.
- Na pewno jest dzisiaj otwarty ?- popatrzyłam na blondyna wchodząc do szatni.
- Tak.- uśmiechnął się.
Pozostawiłam skórę i weszłam z przyjaciółmi do środka. Na parkiecie i sofach nikogo nie było. Leciała cicha muzyka, a barmanki wycierały szklanki.
- Chyba raczej jest po imprezie.
- Nie.- Brad stanął przy mnie a przyjaciele naprzeciw.
- TERAZ !- Zayn krzyknął.
- Happy Birthday to you, ...- wszyscy zaczęli śpiewać.
Zza filarów i innych zakamarków zaczęli wychodzić moi znajomi, rodzice, siostra oraz wiele innych osób. Wszyscy otoczyli mnie razem śpiewając ostatnie słowa znanej piosenki urodzinowej. Po policzkach poczułam łzy, które pojawiły się znikąd.
Cher podeszła do mnie, przytuliła.
- Wszystkiego Najlepszego Mała.- uścisnęła mnie.
Każdy podszedł do mnie i złożył życzenia oprócz Louisa. Zaczęłam tańczyć i pić. Chłopacy chyba polubili Brada. Fajnie. Zauważyłam, że Lou wychodzi tylnym wyjściem. Pójdę z nim pogadać. Po co ? Sama nie wiem, ale brakuje mi jego. Brakuje mi tej osoby równie bliskiej jak Cher. Tego przyjaciela, którego w nim miałam.
Podążyłam za nim. Na dworzu wyszła mi gęsia skórka. Jedną ręką przytrzymałam klamką drzwi, aby się nie zamknęły. W ciemnym świetle bocznej uliczki dostrzegłam Louisa i ....



_______________________________
Bardzo przepraszam ale nie miałam weny oraz czasu.
Kończę gimnazjum i muszę podciągnąć oceny więc nie wiem jak często będę dodawać rozdziały.
Wszystko zależy od was !
3 kom = NN w poniedziałek.
4 kom = NN w środę/czwartek.

Natalie Malik. <3

sobota, 30 marca 2013

Hehh..

No więc, ten teges...
Hyyym.

Znalazłam chwilkę czasu i chciałbym wam, moim wspaniałym czytelnikom
Seeeeerdecznie podziękować, za to, że jestem z wami już prawie rok.

To tylko i wyłącznie dzięki wam nadal chcę i mogę pisać swoje wymysły.
Jesteście wspaniałe i specjalnie dla was Moooc Całusów...




Happy Christmas-Ester Bitches!!
<3




A teraz proszę o komentarze pod rozdziałem 34.:)

Do zobaczenia.
Raczej do przeczytania. heh.

Natalie Malik.<3

piątek, 29 marca 2013

Thirty Four

*Perspektywa Cher*
-Ale, że ona poszła do Taylor?-wytrzeszczyłam oczy na blondyna, Harrego i Louisa, którzy właśnie wrócili od siostry Alice.
-No ile razy mam ci to powtarzać?-Nialler wstał i wyszedł do kuchni, po czym wrócił z butelką wody.
-Zaprosiliście ją?
-Tak. Powiedziała, że o ósmej przyjdzie.
-Mówił też, że ma zostać na noc.-dodał lokowaty.
-Co tak myślisz?-usiadłam obok Tomlinsona. Od powrotu tutaj w ogóle się nie odezwał.
-Myślisz, że mi wybaczy?
-Czas pokaże. Lepiej idź z nią się umów na lunch. Pogadacie sobie w spokoju.
-Dzięki.-wstał i wyszedł.
-A wy won do klubu!
-A ty?
-Ja muszę jej znaleźć prezent.
-Aaaa.
-No. A teraz sio!-wygoniłam ich z mieszkania. Poszłam szybko do sypialni, przebrałam się w to.
-Gdzie się wybierasz?-zobaczyłam mojego chłopaka opierającego się o ścianę w odbiciu lustra.
-Muszę Alice kupić prezent.
-Mogę z tobą?-objął mnie od tyłu i pocałował w szyję delikatnie drażniąc zarostem.
-No nie wiem...
-Proszę.. Bardzo proszę.-otarł brodą o zagłębienie w mojej szyi, później je pocałował.
-Mmm... kusząca propozycja.-zaśmiałam się.
-To ja czekam przy drzwiach.
-Dobrze.-założyłam koszulkę i spakowałam potrzebne mi rzeczy do torebki.
Wyszłam na korytarz i opuściliśmy mieszkanie. Na dole wsiedlismy do mustanga i ruszyliśmy na sklepy. Moje dłonie trzymałam na kolanach, nagle jego dłoń znalazła się na mojej. Kciukiem lekko pocierał moją skórę.
-Nie denerwuj się. Wyjaśnią sobie wszystko.-lekko się uśmiechnął.
-Wiem.
-To o czym tak myślisz?
-O tym, że mam niesamowite szczęście.
-Ja większe.-ponownie pokazał swoje zęby w zniewalającym uśmiechu.

*Perspektywa Louisa*
-Poproszę na razie tylko wodę.
-Dobrze, zaraz przyniosę.-położyłem na stoliku kartę Menu. Ponownie podniosłem telefon i spojrzałem na zegar. Nie umiałem odczytać godziny, bo zbyt mocno trzęsła się moja dłoń.
'Uspokój się!'
Dzwoneczek otwieranych drzwi restauracji. Odwróciłem głowę i zobaczyłem ją ponownie. Serce jesczez m,ocniej zaczęło bić. Podeszła do mnie.
-Hey.-przeszła uśmiechając się i usiadła na krześle.
-Hey. Ślicznie wyglądasz.
-Dzięki. Zamawiałeś już coś?
-Nie.-zawołałem kelnerkę.-Co chcesz?
-Poproszę sałatkę z tuńczykiem oraz IceTea.
-A pan?
-Ja poproszę Danie Horana.-zaśmiałem się delikatnie na wspomnienie o jego pobytach tutaj.
-To wszytsko?
-Tak.-kelnerka odeszła.
-O czym chciałeś porozmawiać?-popatrzyła na mnie.
-O nas. Alice zawsze kiedy cię widzę, moje życie staje się lepsze, wtedy emanuję szczęściem. Nawet nie wyobrażasz sobie jak źle się czuję z tym co ci powiedziałem. Byłem pijany. Wiem, że to głupia wymówka, ale lepszych się nie nauczyłem. Wiem, że może jstem błaznem i nieraz mówię coś czego wcale nie chcę. ale na pewno cię Kocham i będę Kochał. Jeżeli powiesz mi, że mnie nie Kochasz dam ci spokój, ale dopóki będę wiedział, że mam u ciebie szansę będę o nią walczył.-z każdym zdaniem było jej coraz ciężej.
-Lubiłam jak bawiłeś się moimi włosami, jak mnie przytulałeś, jak dawałeś mi na noc swoje bluzki, jak łapałeś mnie za rękę, po prostu lubię w tobie wszystko. Nie szukałam ideału,a znalazłam szczęście, którego szukałam całe życie. W twoich ramionach czułam się bezpiecznie, a najlepsze w tym, to to, że wiedziałam i wiem, że mnie kochasz.
-Proszę cię wróć do mnie. Błagam. Bez ciebie nie wiem jak dalej funkcjonować. Tlen mnie zabija a pustka w sercu rozsadza od środka. Brakuje mi, gdy się do mnie przytulałaś, tak bez powodu.-po jej policzku spłynęła łza. Przyłożyłem dłoń do jej twarzy, ona zamknęła oczy i oparła ją. Kciukiem otarłem kolejną łzę spływającą po policzku.
-Daj mi szansę, a obiecuję, że jej nie zmarnuję.-otworzyła oczy i popatrzyła na mnie błękitnymi oczyma.
-Nie mogę. To jeszcze za bardzo boli.-pociągnęła delikatnie nosem.-Przepraszam.
-Nie przepraszaj, to ja zawiniłem.-wstała od stołu.
-Do zobaczenia wieczorem.
-Będę czekał.
-Mogę wziąć ze sobą kogoś?-popatrzyła na mnie z nadzieją.
'Nie, Nie, Nie!'
-Jasne.-posłałem jej uśmiech.
Wyszła przed restaurację z telefonem. Przyłożyła urządzenie do ucha, zaśmiała się, schowałą go i poszła przed siebie.

_______
Macie bonusa!

To ostatni rozdział do następnego tygodnia, już do kwietnia.;)

3 kom.=NN w środę lub czwartek
4 kom.=NN w wtorek

Natalie Malik.<3

czwartek, 28 marca 2013

Thirty Three

*Perspektywa Alice*
Lekko otworzyłam oczy z nadzieją, że cała kłótnia z Louisem i przeprowadzka to zły sen. Spojrzałam na pościel łóźka i ściany pokoju. Westchnęłam. Znowu tutaj. Znowu sama. Ale tym razem całkiem sama. Co ja będę bez nich robić? Moje życie wiązało się z ich, a w końcu mam własne sprawy. Usiadłam na końcu łóżka. Stopy stabilnie postawiłąm na moim miękkim dywanie. Mam dwa cele: znaleźć pracę i poszukać moich rodziców. Tak, tym się teraz zajmę. Mogę przecież żyć bez niego. Skoro sama jakoś przetrwałam te osiemnaście lat, to teraz nie będzie trudniej. Wstałam i pościeliłam łóżko. Wybrałam ubrania i poszłam do łazienki. Obmyłam twarz, odbyłam poranną toaletę i założyłam na siebie to. Włosy pozostawiłam rozpusczone, ale przed tym delikatnie je polokowałam. Wyszłam z łazienki i usdałam się do kuchni. Wsypałam płatki do miski i zalałam je mlekiem. Zaczęłam jeść. Po posiłku do torebki spakowałam papiery ze szkoły, referencje z praktyk oraz podstawowe rzeczy, czyli telefon, portfel, błyszczyk, gumy i husteczki. Założyłam buty i postanowiłąm wyjść bez kurtki. Z małego wieszaczka wzięłam klucze od naszego audi. Zeszłam klatką na dół i wsiadłam do wozu. WYbrałam numer mojej mamy i dałam na głośnik. Wyjechałam z parkingu.
-Cześć curuś. Jak się trzymasz?
-Jakoś. Słuchaj, mogę liczyć na twoją pomoc w sprawie odnalezienia rodziców?-chwila ciszy.
-Jasne, że tak.
-To proszę poszukaj danych, które dostałaś przy adopcji.
-Oczywiście. Wyślę ci je meilem.
-Ok. Pogadamy później, okey, bo teraz prowadzę. Pa.-szybko zakończyłam połączenie.
Kelejne ulice pjechałam w ciszy trawiąc w myślach wczorajsze słowa Louisa. Po chwili wybiłam je sobie z głowy, gdyż zauważyłam, że trzy razy przejechałam kółko na rondzie. Skręciłam we właściwą uliczkę i stanęłam na podjeździe małego domu z altanką. Wysiadłam z samochodu i wzięłam telefon oraz torbę. Podeszłam do drzwi wejściowych i zapukałam. Po chwili otrzyła mi drzwi.
-Cześć Alice.
-Wiesz coś na temat moich biologicznych rodziców?-popatrzyła na mnie.
-Wejdziesz?-otworzyła szerzej.
-Jasne.-weszłam do środka. Słyszałam jakieś szepty. Weszłam do salonu, a tam siedział na fotelu Louis, na kanpie Niall i Harry.
-Cześć Alice.-blondyn i lokowaty przywitali się ze mną, a z brunetem wymieniłam spojrzenia.
'Bądź opanowana"-komenda dla samej siebie.
-Co wy tu robicie?-spojrzałam na nich po kolei.
-Wiesz, wpadliśmy powiadomić naszą garedrobianą, że jutro wyjeżdżamy w trasę i ma się szykować.
-Już?-popatrzyłam na nich.
-Tak, troche ją przyspieszyliśmy. Liam już jest w domu, Zayn też. A im szybciej wyjedziemy, tym szybciej skończymy.
-Co prawda, to prawda. Więc, to chyba nasze pożegnanie.
-O nie.... Jutro mamy samolot o 17, więc dzisiaj można jesczez iść do klubu, a ty idziesz z nami.-Harold złapał mnie za rękę i popatrzył z uśmiechem na twarzy.
-Sorki, ale mam dużo roboty.
-Mhm.. Bo ci uwierzymy.-Niall poparł lokowatego.
-No dobram ale bez szaleństw.-pokazałam im paluszek i lekko nim pokręciłam.
-Obiecujemy, że będziemy grzeczni.
-Chcesz coś do picia Alice?-siostra popatrzyła na mnie.
-Nie, dzięki.
-Na nas już pora.-Louis wstał z fotela i popatrzył na chłopaków, a potem na mnie.
Boże, jak ja bym chciała teraz do niego podejść, przytulić i pocałować, a poetm powiedzieć to głupie Kocham Cię.
Może źle wybrałam, może powinnam być z Harrym? Nie. NIe nie nie nie nie.!!! Jeszcze raz nie!
Jego kocham... Zauważyłam jego zmęczenie na twarzy i próby ukrycia tego. Staliśmy tak chwilę badając nasze twarze na nowo, jakbyśmy dopiero się poznali.
-Ah, no tak. To do zobaczenia?-Harry popatrzył na mnie.
-O ósmej bądź u nas, ale bez auta. Ostatnia nocka w naszej kamienicy. OK?-blondyn dopowiedział, prawie się przewracając o fotel.
-Yyy... No dobra, będę.-powiedziałam, choć już czułam, że to zły pomysł.
Taylor poszła odprowadzić chłopaków. Ja rozsiadłam się na fotelu. 'Na podjeździe nie było żadnego auta, więc przyszli na piechotę. Trzy kilometry na piechotę?'
Popatrzyłam na korytarz. Chwilę potem o ścianę oparła się moja 'siostra'.
-Wiesz coś?
-Ja? Ja wiem tyle co ty. Adoptowali cię z domu dziecka. Tyle. Moje informacje na tym się kończą.
-Żartujesz?
-Alice, czemu miałabym cię oszukiwać. Rozumiem cię, bo też bym chciała ich odszukać.
-Wiesz przynajmniej z którego domu dziecka mnie adoptowali?
-Chyba tak, na strychu są ich papiery, więc może tam to będzie.-zaproponowała.
-To idziemy.-podążyłam za siostrą schodami na górne piętro.
Nad drzwiami jej sypialni jest klapa, którą teraz opuściła a my weszłyśmy po niej na strasznie mały i niski strych. Przeważnie rodzice i siostra chwowają tu papiery. Stare, niby niepotrzebne, a teraz mogą okazać się tak ważną informacją.
-Jaki rocznik jesteś?-spytała buszując w kartonach z dokumentami.
-dziewięćdziesiąty pierwszy.
-Mam.-zeszłam ze strychu, a za mną blondynka.
Zeszłyśmy na dół. W salonie otworzyłyśmy pudło. Szukałam pomiędzy rachunkami banklowymi, projektem domu, rachunkami za jego remont, nagle trafiłam na wniosek adopcyjny.
-Zobacz.-pokazałam jej kartkę.
-Tatatatatata.. Rodzice biologiczni: Michelle i Roberth Collins.-popatrzyła na mnie, gdy to przeczytała.
-Miejsce urodzenia dziecka: Holmes Chapel.
-Przecież to...-zaczęła.
-Tam urodziła się Cher.
-Powiesz jej?
-Nie, na razie nie.
-Chcesz jechać sama?
-Tak, pojadę tam, gdy tylko oni wyjadą w trasę. Cher zajmie się płytą i będę miała wolny czas. Ty też nic niekomu nie mów. Nawet mamie.-podniosłam mały palec.-Obiecaj.
Zacisnęłyśmy nasze małe palce. Wzięłam potrzebne pisma i pożegnałam się z siostrą. Nie ważne kim są moi rodzice, ale i tak Taylor jest moją siostrą. Na zawsze.
Pojechałam do centrum. Zakupy, zawsze jakoś pomagają. Kupiłam kosmetyki, ciuchy, nową parę litów i botków na koturnie. Zmęczona z torbami weszłam do Starbucksa. Zamówiłam karmelowe machiatto i usiadłam w kącie restauracji.
Wyciągnęłam mój wibrujący telefon z torebki.
-Hej, gdzie jesteś?-zapytał.
-Ja? Ja jestem teraz w centrum w Starbucksie.
-Co powiesz na lunch ze mną w Nandos? Chciałbym z tobą porozmawiać.-poprosił.
-No dobra. Za pół godziny?
-Ok. Będę czekał.
Położyłam telefon i popatrzyłam na zakochną parę na kanapie, która się śmiała, przytulała, całowała. Może powinnam się postarać o nasz związek?
Ponownie wibracja telefonu. Nieznany numer.
-Słucham?
-Witaj Alice. Cher mówiła mi o tobie i Louisie. Przykro mi.
-Dziękuję. Coś się stało?
-Nie, po prostu dzwonię się dowiedzieć jak się czujesz. Jak sobie z tym radzisz?
-Ujdzie.
-Pamiętaj, że w związku najważniejsze jest zaufanie i pójście na kompromis. Bez tego nigdy się z nikim nie dogadasz.
-Dobrze. Ann...
-Tak?
-Znasz w Holmes Chapel Michell i Robertha Collins?
-Tak. Ale oni już tutaj nie mieszkają.
-A wiesz gdzie?
-Wesz co, wyślę ci ich namiary smsem. Ok?
-Jasne. Dziękuję.
-Nie ma sprawy.
Ponownie położyłam i'Phona na sotliku. Kelner podał mi kawę.
Brad
-Szukasz pracy?-popatrzył na mnie.
-Yyy...-zaskoczona pytanie zapomniałam języka w gębie. Podniosłam głowę, by mu się lepiej przyjrzeć.-Tak.
-Wiesz co mój kumpel otwiera klub i potrzebuje barmanek. Chętna?-popatrzył na mnie.
-Jasne, że tak. Tak w ogóle Alice jestem.-podałam mu rękę, ten ucałował moją dłoń i usiadł na chwilę na przeciwko mnie.
-Ja jestem Brad.
-Miło poznać.-uśmiechnęłam się.
-Tu masz mój numer. Jak będziesz chciała popytać o pracę to dzwoń. Numer mam ważny do dzisiaj do północy. Ale przed pracą randka ze mną. Co powiesz na taki układ?-zaśmiał się pokazując swoje śnieżnobiałe zęby. W brzuchu zaczęło mi wirować. Mogłabym pokochać kogoś innego niż Louisa?
-Podoba mi się.
-To do zobaczenia.-wstał, uśmiechnął się i odszedł.


_______
33 za sobą.
Uff....
Nie wyszedł taki jak chciałam, ale sytuacja się rozkręca.

3 komentarze=NN w środę/czwartek.
4 komentarze=NN w wtorek.

+Przepraszam, ale wczoraj nie mogłam dodać, gdyż brak czasu. Przez święta nie będę miała okazji usiąść i napisać coś, ponieważ mam chrzciny. Sorki GIRLS.:D

Powodzenia.
Natalie Malik.<3

poniedziałek, 25 marca 2013

Thirty Two.

*Perspektywa Cher*
-Cześć ciociu.-zaczęłam, gdy odebrała połączenie.
-Jak droga?
-Dobrze. Już wjeżdżamy do centrum.
-Oo, to szybko wam poszło.
-Wiem. Zadzwonię jutro, dobrze?
-Jasne słońce. Zadzwoń jak będziesz miała czas.-scvhowałam i'Phona do torebki.
Jechaliśmy przez londyńskie ulice, minęliśmy kilka świateł, aż w końcu podjechaliśmy pod kamienicę. Wysiedliśmy z auta i nagle zza rogu wybiegli paparazzi. Zayn szybko złapał nasz bagaż, a ja ze szczeniakiem i torbami podręcznymi biegłam do drzwi. Dosłownie sekundę przed fotoreporterami wbiegliśmy na klatkę schodową, a tam zatrzymał ich portier.
Przy schodach postawiłam psa i położyłam torby.
-Zmęczona?
-Jeszcze się pytasz. Myślisz, że w takich obcasach fajnie się biega?-wskazałam mu na buty.
-Nie wiem, nie próbowałem. Ale wyglądasz cudownie.-puścił mi oczko.
Miałam na sobie to. Poprawiłam koszulkę, która lekko zjechała mi z ramienia. Ponownie założyłam torbę na ramie i wzięłam psa. DOsłownie pożałowałam tego, że zamiast conversów założyłam lity.
-Wróciliśmy!-mulat krzyknął na wejściu, a ja po chwili weszłam do środka. Zamknęłam drzwi i puściłam szczeniaka. Zayn poczłapał szybko do toalet, a waizkę postawił na wejściu.
-Debilu, zabić się można.-usłysząłam znajomy głos. Alice.
Po chwili stanęła w progu holu i popatrzyła na mnie niby wesołym uśmiechem, choć pewnie cierpi bez Louisa. Na siebie założyła ten zestaw.
-Hej skarbie...-podeszłam i szybko ją przytuliłam.-Jak się czujesz.
-Można czuć się gorzej nic pojebanie i do dupy?
-Chyba nie.
-No to masakrycznie i fatalnie.
-Czeka nas rozmowa...-popchnęłam ją do mojej i jego sypialni. Weszłyśmy do środka i od razu zaczęłyśmy gadać i płakać.

-Czyli ustalone?-popatrzyłam na nią, a ta lekko pokiwała głową. Podniosłam jedną brew i popatrzyłam z ukosa.
-Nie patrz tak na mnie. Pogadam z nim jak tylko wróci.
-Na pewno?
-Tak. Musimy sobie wszystko wyjaśnić.
-No. I dobrze.-znów pukanie.
-Dziewczyny proszę.... Mogę wejść?
-Dajesz.-powiedziałam, a białe drzwi się otworzyły. Blondyn popatrzył na mnie i Alice.
-Cher możemy pogadać?-popatrzył na mnie błagalnie.
-Teraz ty wchodź, a ty wypad.-kopnęłam delikatnie blondynę gdy wstawała z łóżka.
-Za co to?
-Za głupoty.-zaśmiałam się, a ona wyszła.
-Nadawaj.
-No bo... Wiesz ja mam przejebane.
-Tak.
-I, no wiesz... po prostu chciałbym jakoś przeprosić ich wszystkich.
-I?
-I nie wiem jak. Myślałem, żeby ugotować kolację. Może być?
-Jak zwykle jedzenie?-Niall pokiwał głową.
-No dobra. To ty pogadaj z Alice na ten temat, pomoże ci bo nie ma co robić, a ja muszę ogarnąć Louisa.
-Myślisz, że nadal chce to zrobić?
-Że tą imprezę?
-No.
-Nie wiem, muszę z nim właśnie o tym porozmawiać.
-Ok.. No bo wiesz, głupio byłoby tego nie robić. W końcu jesteśmy niby przyjaciółmi i w ogóle.
-Niby...
Nialler wstał. Podeszłam do komody i złapałam zdjęcie moje i Zayna. Zrobił je nam Niall, gdy oboje ogłosiliśmy, że jesteśmy razem.
-Cher...
-Słucham?-popatrzyłam na blondyna, który opierał się o drzwi.
-Ciesze się, że jesteście szczęśliwi.-popatrzył na mnie z tym błyskiem w oku.
W mojej głowie pojawiła się jedna myśl: "Mogłbym go pokochać." STOP! Masz chłopaka! Kochacie się, koniec kropka.! wzięłam ciuchy z garderoby i poszłam do łazienki. Ściągnęłam po kolei ubrania, po czym założyłam wybrany zestaw. Gdy wróciłam do pokoju wzięłam papierosa i telefon. Wyszłam na balkon. Odpaliłam fajkę. Gdy już ją kończyłam wybrałam jego numer.
-Witam, czy mogę rozmawiać z doktorem Matinem?
-Tak, już go łączę.
-Slucham.
-Witam, z tej strony Cher Lloyd, miałam niedawno badaną krew, czy są już wyniki?
-Panna Lloyd, ach taaak. Serdecznie pani gratuluję.
-Na parwdę?
-Tak. Jest pani w trzecim tygodniu ciąży.-zamarłam. Czemu wszystko się pierdoli?
W najlepszym okresie mojego życia wszytsko się pieprzy.
Czym sobie na to zasłużyłam? Rozłączyłam połączenie, telefon położyłam na baierce, popatrzyłam na papierosa. Wyrzuciłam go przed siebie. Poczekam. Poczekam z tym i później mu powiem. Powiem mu na urodzinach młodej. Na imprezie.
-Skarbie...
-Tu jestem.-złpałam telefon i weszłam do pokoju.
-Louis właśnie wrócił. Zalany w trzy dupy. Kłóci się z Alice. Wyzywa ją.
-Kurwa..-rzuciłam telefon w mniej oznaczonym kierunku i pobiegłam do salonu.
-Co sobie myślałaś. Pewnie nawet to nie było moje dziecdko, tylko się puszczałaś z każdym tak jak z Taylorem.
-Zamknij się.
-A co? Nie powiedziałaś przyjaciółce jak z nim sypiałaś? Wstydzisz się?-Alice ocierała łzy.-Myślałem, że jesteś więcej warta niż jakieś dziwki, ale się przeliczyłem.
-Louis, PRZESTAŃ!-wydarłam się stając przed nim.-KURWA PRZESTAŃ! Jak możesz wygadywać jej takie rzeczy! Przecież wiesz, że ona cię kocha a ty ją. Po prostu pogubiliście się.
-Tak, faktycznie. Pogubiłem się z wyborem dziewczyny.
-Jak możesz? Kocham cię i zawsze będę, nie rozumiesz tego?
-To czemu ze mną zerwałaś?
-Bo chciałam ucieknąć od wszytskiego. Wszytsko się sypie, nie rozumiesz tego!
-Ja? Ja nic nie rozumiem, no patrzcie!
-Tak, ty! Rodzice się rozwodzą, komplikacje po aborcji, a mało tego szukam biologicznej matki! To jest dla mnie za dużo. Za dużo wszystkiego! Mam dosyć i chcę zostać sama.!-wykrzyczała i wybiegła z mieszkania.
Wybiegłam za nią, ale nie dogoniłam jej. Wrociłam do środka. Na kanapie w salonie siedział Louis, obok niego Niall. Brunet kalkulował chyba słowa Alice w myślach, bo bujał się i patrzył w przestrzeń. Zayn z Harrym wyszli z kuchni. Lokowaty dał Tomlinsonowi kawę.
-Żałujesz?-nic nie odpowiedział. Po chwili wstał i popatrzył na mnie.
-Zawieź mnie do niej.
-Nie. Ona chce teraz być sama, a ty powinieneś wytrzeźwieć. Jutro oboje do niej pojedziemy, dobrze?
-Obiecujesz?
-Tak.
-Muszę ją przeprosić.
-I?
-I nie mogę jej stracić.-popatrzył na mnie, potem na chłopaków.
-Przepraszam was. Bedę o nią walczył do końca.

_______
32.
Piękna liczba... 69 lepsza.
Może, dzięki waszym komentarzom dojdziemy do takiego rozdziału.

Nie jestem zbyt usatysfakcjonowana tym rozdziałem, podoba się wam?

To czekamy.
3 kom.=NN w piątek/sobotę
4 kom.=NN w środę.

Powodzenia.

Natalie Malik.<3

piątek, 22 marca 2013

Thirty-One.

*Perspektywa Alice
-Lou, pojebało cię.!-wykrzyczałam w jego stronę mocno wściekła. Mimo, że powinnam leżeć w łóżku szpitalnym i odpoczywać, na własną odpowiedzialność wypisałam się ze szpitala, gdy tylko się obudziłam. Z opowiadań Niallera byłam nieprzytomna prawie całą dobę. Fajnie zaczyna się ostatni tydzień chłopaków przed trasą.
-Mnie pojebało? Mnie?
-Tak ciebie, we własnej osobie.
Staliśmy na przeciw siebie w naszej sypialni krzyczą i się wyzywając.
-Po co dzwoniłeś do Cher? Jaki to miało cel?
-Taki, żeby w końcu przestała ci dyktować co masz robić. Nie rozumiesz co zrobiłaś? Usunęłaś NASZE dziecko!-podkreślił słowo nasze.
-Tak, zrobiłam to samodzielnie, bez niczyjej wiedzy.
-Dlaczego?
-Pytasz się dlaczego? Lou! Ja mam przyszłość i nie chcę teraz siedzieć w pieluchach i spędzać mojej młodości na wychowywaniu dziecka.
-Przecież pomógłbym tobie, wzięlibyśmy ślub, wszystko jakoś by się ułożyło.
-A więc tak to sobie wykąbinowałeś.
-A jak mogłem inaczej. Dziecko po prostu dopełniłoby nasz związek.
-Ale ja nie chcę! Ani teraz, ani za dwa miesiące, zrozum!
-Nie zrozumie!
-Więc może w ogóle nie powinieneś próbować?
-Co masz na myśli?-popatrzył na mnie lekko się uspokajając.
-To, że ty marzysz o ustatkowaniu się, ożenienia się.
-I co w tym złego?-przysiadł na rogu łóżka.
-Nic, ale ja po prostu na razie tego nie chcę.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi o ciąży?
-Bo wolałam, żebyśmy byli zwykłą parą, a nie parą z wpadką bez dziecka. Chcę żyć normalnie, cieszyć się młodością. Nie chcę szybko stać się dorosłą.
-CO w tym złego? CO jest złego w byciu dorosłym?
-Nic Louis! To nie jest moja bajka.
-Nie możemy jakoś się pogodzić? Nie chcę cię stracić.-wstał i popatrzył w moje oczy. Podszedł bliżej. Nasze czoła stykały się.
-Przykro mi, ale nie.-nabrałam oddechu.-Jedyne co mogę ci zaoferować to przyjaźń. Chyba do siebie nie pasujemy jako para.
-Co ty...-odwrócił się ode mnie i uderzył z pięści w ścianę. Momentalnie do pokoju wbiegł Harry z Niallerem.
-Co się stało?-spytali razem.
-Nic.-odpowiedziałam.
-Koniec z nami.-powiedział i wyszedł z pokoju, a po chwili usłyszeliśmy trzask drzwi frontowych. Chłopacy patrzyli na mnie.
-Pomożecie mi z przeprowadzką?
-Ale gdzie ty chcesz się wyprowadzić?
-DO mojego mieszkania.
-Alice, pogodzicie się..-blondyn złapał nasze zdjęcie w ramce na komodzie.
-Nie Niall. TO mój wybór. Na razie powinniśmy się rozstać.-zapadła głucha cisza. Każdy z nas analizował to na swój sposób. Chłopacy bez żadnych słów pomagali mi się pakować.
Pakując koszulki popatrzyłam na tatuaż na nadgarstku. Jego imię. CO jeżeli już się nie zejdziemy? Żaden z chłopaków nie pytał, co mi się stało, co z deczka zdziwiło. Pewnie słyszeli przed drzwi, w końcu pewnie podsłuchiwali.
A więc w skrócie, zaszłam w ciąże dwa tygodnie przed zakończeniem roku. No i jednyna moja odpowiedź, to po prostu aborcja. Poddałam się temu zabiegowi bez niczyjej wiedzy. Ani Cher, ani, jak już wiecie Louis nie wiedział nic. Niestety zaszła jakaś tam reakcja, która osłabiła mój organizm i zemdlałam.

Gdy skończyłam rozpakowywać moje ciuchy do szafy usiadłam na łóżku. Otworzyłam sałatkę, którą kupiłam po drodze i włączyłam laptopa. Po kolei włączyłam skeypa, twittera i facebooka. Długo nie czekając zadzwoniła Cher.
-Mała, co ty wyprawiasz, o co chodzi z tą ciążą?
-Oj, o nic. Jak wrócisz wszystko ci powiem.
-Musisz.
-A jak tam rozmowa z Ann? Co chciała?
-Nie zgadniesz... Powiedziała mi o tym, że rodzice mnie adoptowali.
-Serio?
-Mhm. Całkiem serio. W dodatku dała mi pamiątki po rodzicach, takie bardziej prywatne, związane z adopcją a w środku znalazłam od nich list. Głównie od mamy, ale podpisali się jako oboje.
-Będziesz ich szukać?
-Kogo?
-No rodziców.
-Nie, moimi rodzicami zawsze była Mary i Greg i nimi pozostaną.
-Ja swoich poszukam.-powiedziała cicho do siebie wytyczając sobie nowy plan.
-Co mówiłaś?
-Nic, nie. Po prostu dziwię się, że dopiero ci o tym mówi.
-No cóż.
-Dobrze, że ci w ogóle powiedziała.
-Wolałabym nie wiedzieć.
-Ja na twoim miejscu postąpiłabym inaczej.
-Nie jesteś mną.-popatrzyła na ekran komputera.
-Alice, coś się dzieje?
-Nie... Po prostu jestem rozkojarzona.
-Kotku... Alice, siemka.-Zayn mi pokiwał.
-Hej. Jak wytrzymujesz z nią?
-Jakoś.
-Dzięki. Dzisiaj śpisz na kanapie.-zaśmiała się.
-A ty ze mną.
-Możesz pomarzyć.
-Alice, powiesz mi czemu Niall i Harry wydzwaniają do mnie, czy rozmawiałem z Louisem?-mulat popatrzył w kamerkę. Mina mi zrzędła.
-Mała...
-NO bo... Trochę się pokłóciliśmy.
-Trochę?-spytała brunetka.
-No dobra, mocno.
-O co?
-O tą całą sprawę z aborcją i naszymi oczekiwaniami.
-I?
-I z nim zerwałam.
-Co?-oboje krzyknęli i wytrzeszczyli oczy.
-NO to samo. Jesteśmy wolnymi ludźmi. On marzy o czymś innym, ja o czymś innym.
-Ale to nie jest powód do zerwania.
-Przecież pasujecie do siebie.
-No chyba nie za bardzo.
-Słuchaj, pogadajcie jak oboje ochłoniecie.
-Zaproponowałam mu przyjaźń.
-Alice, porąbało cię? Dla chłopaka to gorsze niż zerwanie.-Zayn zmrużył oczy.
-Wycieczka do Bradford przełożona, musimy tam wracać.-dopowiedział.
-Nic nie musicie. Chłopacy sobie poradzą.
-A ty?-Cher popatrzyła na ekran.
-A ja znów jestem u nas w mieszkaniu.
-To ty tak na serio z nim zerwałaś?
-Cher.. To chyba koniec mnie i jego.

____________
31 za szybkie komentarze..

NN może będzie w poniedziałek, jak prze weekend uzieracie 4 komentarze, jak trzy to w środę.

Powodzenia.
Natalie Malik.<3