*Perspektywa Alice*
-Nie, żeby coś, ale chyba musimy coś z tym zrobić.-wtrąciłam, gdy każdy się napiął i nie wiedział co zrobić, bo Cher z Zaynem się strasznie wzruszyli wyznaniami uczuć.
-Jasne.-Lou pochylił się nad gazetami patrząc na Paula.-Jaki mamy plan?
-Przyjechałem powiedzieć wam o tym i...-ręką przejechał po głowie.
-I?-Nialler dołączył do rozmowy.
-I mamy spotkanie z prawnikami Perrie.
-Co?-Zayn usiadł do stołu, a Cher na jego kolanach.
-Ale dlaczego?-dodała brunetka.
-Bo mieliście podpisaną umowę.-dokończył menager spoglądając na Zayna.
-Uszykujcie się i psychicznie i fizycznie bo wyglądacie okropnie. U mnie w biurze widzimy się o 16. Bądźcie na czas. Uzbrójcie się w zapas sił i wody, bo czekają nas długie negocjacje. A wy moje drogie.-Paul wskazał na mnie i przyjaciółkę.-Wy również jesteście zaproszone.-Wszyscy grzecznie pokiwali głowami i Paul opuścił dom.
Każdy z nas wypuścił powietrze z ust.
-Nie wiem jak wy, ale ja się go boję.-powiedziałam, żeby jakoś złagodzić sytuację. Wystarczyłaby jedna zadraska albo prąd i wszystko poszłoby z dymem od napięcia panującego w jadalni. Udało się, każdy lekko się zaśmiał.
-No to ja i Lou robimy śniadanie a wy się szykujcie.!-wstałam od stołu i pociągnęłam bruneta za rękę.
-Czemu jaa?
-A chcesz nagrodę?-spojrzałam na niego i przygryzłam wargę.
-Już idę.-momentalnie poszedł do kuchni a wszyscy zaczęli się śmiać rozchodząc się do pokoi. Przynajmniej na chwilę mogli się zabawić. W kuchni zobaczyłam na zegarek ścienny. Byłą dwunasta piętnaście. Na szybkiego zrobiliśmy naleśniki z nutellą. Lou postawił wszystko na stole i zaczął zajadać. Ja szybko wrzuciłam do organizmu dwa takie arcydzieła i poszłam się ogarnąć. Jakby nie patrzeć z nim nie można normalnie przebywać w kuchni, a szczególnie gotując.
W pokoju doszłam do garderoby. Wygrzebałam ubrania i skierowałam się do łazienki. Do wanny napuściłam gorącej wody i powoli ściągałam ubrania. W wielkim lustrze nad umywalką dokładnie obserwowałam moje ciało.
Wystające żebra, chude oda i mocno widoczne kości biodrowe to moje znaki szczególne. Niby nie głodowałam tak jak Cher, ale miałam za sobą mocne przeżycia. Gdy miałam czternaście lat moja siostra wymykała się do klubów i balowała. Ja też tak chciałam, ale nie byłam aż tak szczupła jak ona. Taylor nigdy nie miała problemu z ubiorem, makijażem, sylwetką, chłopakami, pieniędzmi albo przyjaciółmi. Zawsze miała wszystko, a ja strasznie cierpiałam. Nienawidziłam jej, ale jeszcze bardziej swojego ciała i mojej osoby. No i zaczęłam wymiotować, oddawałam każdy posiłek. Najpierw najadłam się do syta, a potem brałam leki i oddawałam wszystko co zjadłam. Po kilku miesiącach tortur w szkolnej ubikacji znalazł mnie nikt inny jak moja ukochana siostrzyczka. Nic nie powiedziała rodzicom, ale zabrała mnie na terapię, poszła razem ze mną. Potem w szkole przebywałyśmy już tylko razem. Od tamtego czasu byłyśmy nierozłączne. Potem ona wydoroślała, a ja zaczęłam imprezować na każdym kroku. Niedługo potem w szkole tańca, gdzie zapisałam się, aby wyrażać moje emocje, poznałam Cher i od tamtego czasu jest dla mnie jak siostra. Taylor wyprowadziła się i nie utrzymywałam z nią kontaktu tak jak kiedyś. Zostawałam sama w domu, ale kiedy poznałam brunetkę doczekałam osiemnastych urodzin. Wyprowadziłam się od rodziców. Oni, żeby nie mieć za dużo pieniędzy wpłacają mi pieniądze na konto, a po uzyskaniu dwudziestu jeden lat dostanę fundusz powierniczy tak jak moja siostrunia.
Woda osiągnęła wystarczającą wysokość i szybko do niej wskoczyłam. Po kąpieli owinęłam ciało ręcznikiem i wybalsamowałam je. Założyłam czarną koronkową bieliznę i wybrany strój. Nie robiłam wielkiego makijażu, tylko oczy podkreśliłam kreską. Włosy zostawiłam lekko kręcone i wilgotne po kąpieli. Gdy zeszłam na dół każdy już był najedzony, a Zayn z Liamem chowali naczynia do zmywarki. Każdy z nich był na prawdę fajnie ubrany. Lou założył ciemne rurki, białą koszulkę z wieżą Eiffla a na to bluzę bordo. Harry jak zawsze elegancki wybrał ciemne jeansy i białą koszulę, którą rozpiął pod szyją. Liam postanowił na ten sam styl co lokowaty i założył czarne spodnie, tego samego koloru koszulkę i szarą marynarkę. Nialler po prostu założył jeansy, białą koszulkę i okulary. Zayn chyba wybrał kolory do swojego humoru. Cały na czarno. Ciemne jeansy, czarną obcisłą koszulkę i tego samego koloru pilotki. Zza koszulki wisiały tylko dwie białe słuchawki.
Cher siedziała na kanapie w salonie więc podeszłam, żeby ją pocieszyć. Na sobie miała ten zestaw.
-Hey, nie przejmuj się, wszystko się ułoży.-poklepałam ją po plecach i przytuliłam do siebie.
-Oby, bo na prawdę nie mam ochoty, żeby znów przechodzić przez terapię.
-Skarbie, nawet tak nie myśl. Nic takiego nie będzie, zobaczysz. Dogadamy się jakoś dzisiaj, ułożymy plan i w końcu będziecie mogli być szczęśliwi.-przytuliłam do siebie mocno brunetkę. Mimo, że była ode mnie rok starsza to zawsze ja byłam mózgiem naszej rodzinki. Ona pakowała się w kłopoty, a ja jej pomagałam.-Z resztą niedługo jadą w trasę, to sobie odpoczniemy.-pocieszyłam Cher. Niestety nie w tym momencie co trzeba do salonu wszedł Tomlinson.
-Hola, hola. Chcesz ode mnie odpocząć?-Lou posłał mi śmieszny uśmiech i mruknął okiem.
-tak.
-Aha...-odał obrazę.-ALe i tak czekam na zapłatę za pomoc w robieniu śniadania.-zabawnie poruszył brwiami.
-Debil.-przewróciłam oczyma i wszyscy wyszliśmy do aut. Nie wypożyczaliśmy vana, więc musieliśmy podróżować dwoma autami. Jednym kierowałam ja a drugim Harry. Ze mną wsiedli Lou oraz Nialler. Dwa głupki, no fajnie się zapowiada. W drugim Liam siedział z przodu, a Cher cały czas siedziała przytulona do mulata. Widać na kilometr jak bardzo się kochają. Dobrze, że w końcu ona wróciła. Każdemu brakowało jej w domu.
Wielkie okna na wysokość ściany, długi drewniany stół z wieloma krzesłami, tak to chyba główne cechy pokoju w którym teraz siedzimy wszyscy. Prawnik blondynki, obok ona. Po prawej prawnik zespołu, mulat obok niego Cher, następnie Paul, Liam, Niall, Harry ja i Louis.
-Myślisz, że dojdą do zgody?-szepnęłam brunetowi do ucha.
-Jakoś muszą, bo inaczej wszystko się wyda i każdy poniesie straty.-uśmiechnął się do mnie wtulając w swój tors.
Zaciągnęłam się zapachem jego koszulki. Te perfumy i jego osobisty zapach zawsze doprowadzają mnie do szaleństwa.
-Jednym słowem wasz klient po prostu złamał zasady umowy. Zerwanie tych dwoje miało nastąpić za trzy dni a nie wczoraj wieczorem przy takich okolicznościach.-Prawnik Pez spojrzał na Cher z odrazą. Zayn wstał i spojrzał na Pete, którego zatrudniła blondynka.
-Po pierwsze nie patrz tak na nią, a po drugie razem z Perrie uzgodniliśmy, że po prostu się rozstaniemy i tyle. Zero afer. Koniec.
-Perrie?-młody blondyn spojrzał na nią.
-Ja? Ja nic o tym nie wiem.-prawnik odwrócił się a ona szyderczo uśmiechnęła się do mojej przyjaciółki.
Wstałam od stołu, każdy spojrzał się na mnie, a ja podeszłam do Cher i mocno ją przytuliłam.
-Czyżbym ją skrzywdziła?-Perrie zachichotała.
-Przymknij się Pez. Myślisz, że zmienisz cokolwiek takim zachowaniem. Cały nasz zespół słyszał jak rozmawiacie o tym z Zaynem. Pamiętaj, że ona ma alibii. A ty? Chyba nie, bo nie masz przyjaciół.
-Plus pamiętaj jedno. Nie kupisz wszystkiego, a na pewno nie miłości.
-Chłopcyy....-Paul wstał, żeby uspokoić Harrego i Nialla, którzy stanęli w obronie mulata. Lou podszedł do mnie i pomógł mi wyprowadzić Cher z pokoju.
-Myślisz, że odczepi się od nas?-ocierała łzy, choć i tak wyglądała na totalnie załamaną.
-Jasne, że tak. Nie ma wyboru. Ja i chłopacy wszystko dokładnie słyszeliśmy.
-Może nie powinnam wracać...
-Głupia jesteś i tyle. Nie zauważyłaś jak bardzo wczoraj Zayn cieszył się z tego, że znów jesteś z nami?
-Przestań tak mówić. On cię bardzo kocha i nie zmieni swoich uczuć przez jakąś lafiryndę.
Akurat w tym momencie z pokoju musiała wyjść ona. Wyglądała na wkurzoną. I to bardzo.
-Możecie wrócić?-Paul wystawił głowę zza wielkich drzwi.
-OK.-Lou potwierdził cichym głosem i wszedł do środka. Chwilę po nim do środka weszłyśmy my.
-Widzę, że doszliśmy do porozumienia i historia nie wyjdzie na jaw. Panno Cher tutaj jest umowa.
-O co chodzi?-spytała Paula i Zayna.
-Musisz podpisać, że nigdy nie wydasz tej sprawy na jaw bo inaczej będziesz musiała ponieść koszty, które straci Perrie lub Little Mix.-Brunetka sięgnęła po długopis i szybko złożyła podpis pod umową tak jak reszta zespołu i ja.
-Dzięki. Skontaktujemy się później.
-Jasne, pa Danny.-Paul pożegnał się z prawnikiem.-Usiądźcie.-wskazał na krzesła.-No więc jakoś doszliśmy do zgody jedynie przez to, że was jest pięciu a ona jedna więc i tak by nie wygrała. Cher, Zayn. Wersja jest taka, że byliście przyjaciółmi i korespondowaliście ze sobą. Kiedy Zayn i Perrie rozstali się postanowiliście spróbować sił jako para i dlatego przyjechałaś.
-A powód zerwania?
-Zayn zerwaliście z Perrie bo stwierdziliście, że nic do siebie nie czujecie i bez sensu ciągnąć taki związek. Wszystko jasne? No to dobrze. Idźcie się zabawić, najeść. Cokolwiek, żebyście poprawili humory. Pozwalam wam.
-Wiecie co załoga?-Liam wstał jako pierwszy od stołu i spojrzał na każdego z osobna. Po chwili milczenia dodał.-Idziemy do klubu na PARTY HARD!-krzyknął.-Co wy na to?
Każdy podniósł rękę i zaczęliśmy się cieszyć jak dzieci. Louis przyciągnął mnie do siebie. Lekko przygryzł zębami płatek mojego ucha.
-Mam niespodziankę.-wyszeptał swoim niskim a zarazem męskim tonem głosu.
____
Hehhh...
Jest 19.<3
Wiecie co, mi ta historia podoba się bardziej niż poprzednia, ale jest mniej wejść na stronę, co mnie przytłacza i jakoś nie mam motywacji do pisania kolejnych rozdziałów.
Jeżeli udowodnicie mi w komentarzach pod tym rozdziałem, że chcecie czytać moje wypociny to czekam. Inaczej ZAWIESZAM bloga NA ZAWSZE.
Natalie Malik.<3
Strony
Drugs Change The World.
Dwie najbliższe sobie przyjaciółki wiodą spokojne życie. Alice spokojna, miła, zakochana w swoim chłopaku, który wraz ze swoimi przyjaciółmi podbija listy przebojów na świecie. Cher miła dla ludzi, których zna, harda, pewna siebie, jednak zatracona w samotności. Ma dwie przyjaciółki. Tą dobrą i tą złą. Handluje narkotykami, aż poznaje przyjaciół swojego kuzyna. W jednym z nich się zakochuje... Zaczyna pisać piosenki i wschodzi na wyżyny kariery. Czy skończy z dobrze płatną pracą? Czy odważy się zakochać? Czy miłość Alice przetrwa próbę związku? Jak potoczy się ich życie, które z dnia na dzień zmienia się w pełne fotoreporterów, fanów i telewizji ??
wtorek, 19 lutego 2013
piątek, 15 lutego 2013
Eighteen.
*Perspektywa Cher*
-Zayn bardzo za tobą tęskni, zresztą jak my wszyscy.
-Mhm.-mruknęłam, jakoś nie miałam ochoty na pogaduszki z przyjaciółką na skypie o tęsknocie.-Sorki Al ale muszę lecieć. Zgadamy się później, papa. Kocham cię.-pokiwałam do kamerki, puściłam buziaka i szybko zamknęłam notebooka. Jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju w którym mieszkam od pięciu miesięcy. Nic ciekawego, ale ważne, że jakoś to przetrwałam, choć nie było łatwo. Dlaczego? Po pierwsze Beck. Mieszkałam z moją 'rodziną' z którą się przespałam. Nieciekawie. Po drugie Ciągłe chęci zadzwonienia do moich przyjaciół?! Udręka. Ale trzecie jest najgorsze, że moje postanowienie nie poskutkowało. Nadal go kocham. Chyba teraz rozumiem co znaczy na zawsze...
-Cher taksówka już czeka!-ciocia zawołała mnie z dołu.
-Idę.-Wzięłam laptopa pod rękę, torbę przewiesiłam sobie na ramieniu i wyszłam z pokoju. Prędko zbiegłam po czarnych metalowych i kręconych schodach. Beck właśnie wynosił moje walizki do taksówki, a ciocia przyglądała mi się.
-Obiecaj, że jeszcze nas odwiedzisz.
-Jasne. Dziękuję za pomoc.-przytuliłam się do Elizabeth.
-No. Komu w drogę temu czas.-wyszłyśmy przed dom. Jeszcze raz ją uściskałam, potem pożegnałam się z ciemnowłosym przystojniakiem i wsiadłam do charakterystycznej dla Nowego Yorku taksówki o kolorze żółtym.
-Możemy ruszać?-kierowca spojrzał na mnie w lusterku.
-Tak.
#lotnisko Londyn#
-Dziękujemy za skorzystanie z naszych linii i miłego pobytu.-kobieta na lotnisku oddała mi paszport, wrzuciłam go szybko do torebki i ruszyłam z wózkiem bagażowym do wyjścia. Na bokserkę włożyłam czarną bluzę.
-Podwieźć panią?-taksówkarz około czterdziestki wyrzucił na papierosa. Zdziwiona nie wiedziałam o co chodzi.-Potrzebuje pani transportu? Jestem taksówkarzem.-uśmiechnął się.
-Tak, tak. Przepraszam, po prostu nadal śpię.
-Też tak mam. Włożę walizki do bagażnika a panienka może usiąść.
-Dziękuję.-wsiadłam do londyńskiej taksówki. W środku poprawiłam sobie czapkę a torebkę przewiesiłam przez ramię.
-Tutaj ma pan adres-podałam mu karteczkę z ich dawnym adresem. Alice mieszka z nimi, bo nie chce być sama w naszym mieszkaniu.
Wyciągnęłam i'Phona i zobaczyłam moją tapet. On. Pamiętam to zdjęcie jak dziś. Na niebie zauważyłam gwiazdę, która mignęła. I od razu to wspomnienie powróciło.
-Chcesz?-brunet wyciągnął do dziewczyny paczkę papierosów. Chętnie wyciągnęła jednego. Mulat odpalił jej jak i swój. -Zayn, co jest pomiędzy nami?
-Nami?-podrapał się po brodzi z lekkim zarostem.-Nie wiem, ale wiem to.-nachylił się i skradł jej pocałunek. Dziewczyna nie chciała go kończyć. Gdy jednak odsunęli się od siebie wymienili się spojrzeniami przeszywającymi ich dusze.
-Chcesz, żeby coś było?-brunet spojrzał się na dziewczynę, która gasiła papierosa o stary wagon pociągu.
-A ty?
-Cher, wiesz, że tak. Myślisz, że dlaczego się tak za tobą uganiam?-zaciągnął się dymem.-Kocham cię Cherr. Nie odpuszczę sobie ciebie nawet jeżeli mnie odtrącisz.
-Panienko..!-kierowca szturchnął mnie w ramię, nawet nie spostrzegłam, kiedy zatraciłam się we wspomnieniu.-Już jesteśmy.
-Pomoże mi pan z bagażem?
-Oczywiście.
Wysiadłam, kierowca wyciągnął walizki i postawił mi je na chodnik.
-Proszę.-wręczyłam mu wyznaczoną kwotę.
-Dziękuję panienko. Miłej nocy.-wsiadł do auta i odjechał. Przeszłam przez bramkę i stanęłam przed drzwiami. Wciągnęłam powietrze i nacisnęłam dzwonek. Usłyszałam zbliżające się kroki.
-Cher?-blondynka stanęła jak wryta. Mulat, który odliczał gotówkę, na dźwięk mojego imienia podniósł głowę i jego twarz spoważniała.
-Wróciłam.-uśmiechnęłam się lekko. Po policzku spłynęło mi kilka łez. Przyjaciółka podeszła do mnie i uściskała.
-Tęskniłam...
-Ja też mała.-udsunęłyśmy się od siebie. Spojrzałam na mulata. Za nim mogłam rozpoznać sylwetki reszty 1D.
-Przepraszam... Wiem, że to było dla ciebie trudne. Zayn,...-pociągnęłam nosem, otarła kilka kropel płaczu.- ja nie zapomniałam.
-Cher.-oznajmił tym samym łagodnym głosem co zawsze. Obdarzył mnie tym swoim czrodziejskim uśmiechem. Przytulił mnie. Ponownie poczułam, że jestem bezpieczna. Moja twarz ulokowała się w zagłębieniu jego szyi. Poczułam jego usta na mojej szyi, a po chwili odnalazły moje usta. Złączyliśmy się w pocałunku. Dłońmi oplotłam jego twarz trzymając przy sobie najdłużej jak się da. Swoje czoło oparł o moje. Stykaliśmy się czubkami nosów. Kciukiem otarł moje łzy. Bezgłośnie wypowiedział: "Kocham cię Cher.". "Ja ciebie też." odpowiedziała jemu. Gdy tylko się od siebie odsunęliśmy mulat wniósł moje walizki, a reszta zespołu szybko podeszła i zrobiliśmy wielki Horan Hug.
Cała nasza siódemka tak jak wcześniej usiadła w salonie. Nic się nie odzywałam, lecz tylko spoglądałam na nich jak się 'kłócą', śmieją. Dopiero teraz do mnie doszło jak bardzo ich kocham. Około trzeciej w nocy, gdy każdy zjadł wyznaczoną porcję pizzy rozeszliśmy się do pokoi. Tak jak podejrzewałam moje bagaże znalazły się w pokoju mulata. Wzięłam szybki prysznic i ułożyłam się z laptopem pod kołdrą. Malik dołączył do mnie niecałe pół godziny później, ja odłożyłam notebooka. Pomiędzy nami nastała cisza.
-Tęskniłeś?-spytałam, gdy już nie mogłam znieść tego spokoju.
-Cher, nie zadawaj pytań na które znasz odpowiedź. Pogadajmy lepiej o tym jak się czujesz? Udało ci się zrobić to co chciałaś?
-Jeżeli chodzi o narkotyki to tak. Jeżeli chodzi o uczucia... to nie mam ich uporządkowanych, ale na tysiąc procent jestem pewna jednego.
-Hm?-spojrzał na mnie tymi czekoladowymi oczyma i lekko przygryzł wargę.
-Tym, że bez względu na przeszkody i przeciwności chcę i muszę być z tobą, bo inaczej nie umiem żyć.-nic nie odpowiedział tylko mnie przytulił, aż oboje usnęliśmy.
-Zayn, Cher na dół natychmiast!-Paul wleciał do pokoju Malika i wyszedł. Chwilę później usłyszeliśmy jak wchodzi do pokojów innych. Wstałam i do koszulki, w której spałam szybko założyłam krótkie spodenki. Przejrzałam się w wielkim lustrze, włosy jakoś ogarnęłam. Stwierdziłam, że mogę tak się pokazać ich menagerowi. Ja na bosko, a Zayn w dresie pięć minut później już byliśmy w jadalni, gdzie siedziała reszta razem z Paulem.
-Po pierwsze nie wiem co wam kurwa odpierdala, ale musimy coś wykombinować. Media były wczoraj całą noc pod domem. Wiecie co mają?-Paul rzucił na stół osiem gazet, w każdej na pierwszej stronie znajdowało się nasze zdjęcie i obok zdjęcie Malika z Edwards. Chwyciłam jedną z nich i zaczęłam czytać.
'Jak wiadomo od pięciu miesięcy Zayn Malik i Perrie Edwards tworzą nierozłączną i szczęśliwą parę. Jednak gwiazdorowi z One Direction chyba znudziła się rutyna i postanowił zdradzić młodziutką piosenkarkę Little Mix. Wczoraj w nocy około drugiej do willi gwiazdorów przyjechała śliczna brunetka, która chwilę później obściskiwała się z Malikiem na werandzie. Co na to Perrie? Czyżby zerwali ze sobą?'
-Oni są wszędzie.!-Zayn wstał i walnął z pięści w ścianę. Wyszedł do kuchni, ale chwilę potem wrócił.-Wiem. To jest dobry pomysł, żeby w końcu zerwać z nią i skończyć tą szopkę. Paul.-zwrócił się do łysego menagera.-Jestem z Cher, a z Perrie zerwałem w zeszłym tygodniu. Nie podawaj powodu.
-Jak chcesz, ale to i tak raczej niewiele zmieni. Cher, tak?-pokiwałam głową.-Jestem Paul. Dobra, musisz zablokować swojego twittera dla nieznajomych. Zaczynają się hejty na ciebie i na zespół.
-Co?-wstałam i poprawiłam koszulkę. Boże, co ja na robiłam.
-Spada liczba fanów?-Louis wtrącił do 'rozmowy'. Paul tylko pokręcił głową.
Może wrócę do NY. Może powinnam zrezygnować z miłości? Psuję wszystko czego się tknę.
-Wiem, powiecie, że to ja mu się narzucam. Sama wrócę do Nowego Yorku. Tak będzie najlepiej dla wszystkich.
-Co?
-Nie, dopiero wróciłaś.
-Cher, to nic nie pomoże.-Paul odwrócił się do mnie.
-Paul pomoże. Ludzie po prostu o mnie zapomną. Wszystko wróci do normy.
-Jak może wrócić do normy?-Zayn wściekły wydzierał się tak, że żyły na jego szyi widać było nawet z odległości kilkunastu metrów.-Cher, przez te pięć miesięcy jakoś przetrwałem bez ciebie, bo czekałem aż wrócisz. Dałem ci czas. Dałem ci pięć miesięcy. Przez ten czas zachowywałem się nienormalnie. Moje ciało i umysł nie były takie same. Jesteś moim tlenem. Nie pozwolę ci znów odejść.-podszedł do mnie, a przy ostatnim zdaniu z oka wypłynęła jemu łza. Delikatnie musnęłam jego wargi.
____
Nie wiem dlaczego, ale chyba przez ten nastrój walentynkowy napisałam taki rozdział.
Dużo jest o uczuciach...
No i chyba nasz Hazza czuwa nad nami.
Wczoraj, czyli 14.02 (walentynki) mój blog był wyświetlony 69 razy.
Co za zbieg okoliczności. :D
Tak, czy siak NN w poniedziałek.
Liczę, że pod tym będą minimalnie 3 komentarze.
+Chcecie abym prowadziła tego bloga dłuuugo, długoo czy może zaczęła inną historię na dużo rozdziałów. Oczywiście nie kończę jeszcze tego bloga i nie wiem czy mam do tego zmierzać.
Natalie Malik.<3
-Zayn bardzo za tobą tęskni, zresztą jak my wszyscy.
-Mhm.-mruknęłam, jakoś nie miałam ochoty na pogaduszki z przyjaciółką na skypie o tęsknocie.-Sorki Al ale muszę lecieć. Zgadamy się później, papa. Kocham cię.-pokiwałam do kamerki, puściłam buziaka i szybko zamknęłam notebooka. Jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju w którym mieszkam od pięciu miesięcy. Nic ciekawego, ale ważne, że jakoś to przetrwałam, choć nie było łatwo. Dlaczego? Po pierwsze Beck. Mieszkałam z moją 'rodziną' z którą się przespałam. Nieciekawie. Po drugie Ciągłe chęci zadzwonienia do moich przyjaciół?! Udręka. Ale trzecie jest najgorsze, że moje postanowienie nie poskutkowało. Nadal go kocham. Chyba teraz rozumiem co znaczy na zawsze...
-Cher taksówka już czeka!-ciocia zawołała mnie z dołu.
-Idę.-Wzięłam laptopa pod rękę, torbę przewiesiłam sobie na ramieniu i wyszłam z pokoju. Prędko zbiegłam po czarnych metalowych i kręconych schodach. Beck właśnie wynosił moje walizki do taksówki, a ciocia przyglądała mi się.
-Obiecaj, że jeszcze nas odwiedzisz.
-Jasne. Dziękuję za pomoc.-przytuliłam się do Elizabeth.
-No. Komu w drogę temu czas.-wyszłyśmy przed dom. Jeszcze raz ją uściskałam, potem pożegnałam się z ciemnowłosym przystojniakiem i wsiadłam do charakterystycznej dla Nowego Yorku taksówki o kolorze żółtym.
-Możemy ruszać?-kierowca spojrzał na mnie w lusterku.
-Tak.
#lotnisko Londyn#
-Dziękujemy za skorzystanie z naszych linii i miłego pobytu.-kobieta na lotnisku oddała mi paszport, wrzuciłam go szybko do torebki i ruszyłam z wózkiem bagażowym do wyjścia. Na bokserkę włożyłam czarną bluzę.
-Podwieźć panią?-taksówkarz około czterdziestki wyrzucił na papierosa. Zdziwiona nie wiedziałam o co chodzi.-Potrzebuje pani transportu? Jestem taksówkarzem.-uśmiechnął się.
-Tak, tak. Przepraszam, po prostu nadal śpię.
-Też tak mam. Włożę walizki do bagażnika a panienka może usiąść.
-Dziękuję.-wsiadłam do londyńskiej taksówki. W środku poprawiłam sobie czapkę a torebkę przewiesiłam przez ramię.
-Tutaj ma pan adres-podałam mu karteczkę z ich dawnym adresem. Alice mieszka z nimi, bo nie chce być sama w naszym mieszkaniu.
Wyciągnęłam i'Phona i zobaczyłam moją tapet. On. Pamiętam to zdjęcie jak dziś. Na niebie zauważyłam gwiazdę, która mignęła. I od razu to wspomnienie powróciło.
-Chcesz?-brunet wyciągnął do dziewczyny paczkę papierosów. Chętnie wyciągnęła jednego. Mulat odpalił jej jak i swój. -Zayn, co jest pomiędzy nami?
-Nami?-podrapał się po brodzi z lekkim zarostem.-Nie wiem, ale wiem to.-nachylił się i skradł jej pocałunek. Dziewczyna nie chciała go kończyć. Gdy jednak odsunęli się od siebie wymienili się spojrzeniami przeszywającymi ich dusze.
-Chcesz, żeby coś było?-brunet spojrzał się na dziewczynę, która gasiła papierosa o stary wagon pociągu.
-A ty?
-Cher, wiesz, że tak. Myślisz, że dlaczego się tak za tobą uganiam?-zaciągnął się dymem.-Kocham cię Cherr. Nie odpuszczę sobie ciebie nawet jeżeli mnie odtrącisz.
-Panienko..!-kierowca szturchnął mnie w ramię, nawet nie spostrzegłam, kiedy zatraciłam się we wspomnieniu.-Już jesteśmy.
-Pomoże mi pan z bagażem?
-Oczywiście.
Wysiadłam, kierowca wyciągnął walizki i postawił mi je na chodnik.
-Proszę.-wręczyłam mu wyznaczoną kwotę.
-Dziękuję panienko. Miłej nocy.-wsiadł do auta i odjechał. Przeszłam przez bramkę i stanęłam przed drzwiami. Wciągnęłam powietrze i nacisnęłam dzwonek. Usłyszałam zbliżające się kroki.
-Cher?-blondynka stanęła jak wryta. Mulat, który odliczał gotówkę, na dźwięk mojego imienia podniósł głowę i jego twarz spoważniała.
-Wróciłam.-uśmiechnęłam się lekko. Po policzku spłynęło mi kilka łez. Przyjaciółka podeszła do mnie i uściskała.
-Tęskniłam...
-Ja też mała.-udsunęłyśmy się od siebie. Spojrzałam na mulata. Za nim mogłam rozpoznać sylwetki reszty 1D.
-Przepraszam... Wiem, że to było dla ciebie trudne. Zayn,...-pociągnęłam nosem, otarła kilka kropel płaczu.- ja nie zapomniałam.
-Cher.-oznajmił tym samym łagodnym głosem co zawsze. Obdarzył mnie tym swoim czrodziejskim uśmiechem. Przytulił mnie. Ponownie poczułam, że jestem bezpieczna. Moja twarz ulokowała się w zagłębieniu jego szyi. Poczułam jego usta na mojej szyi, a po chwili odnalazły moje usta. Złączyliśmy się w pocałunku. Dłońmi oplotłam jego twarz trzymając przy sobie najdłużej jak się da. Swoje czoło oparł o moje. Stykaliśmy się czubkami nosów. Kciukiem otarł moje łzy. Bezgłośnie wypowiedział: "Kocham cię Cher.". "Ja ciebie też." odpowiedziała jemu. Gdy tylko się od siebie odsunęliśmy mulat wniósł moje walizki, a reszta zespołu szybko podeszła i zrobiliśmy wielki Horan Hug.
Cała nasza siódemka tak jak wcześniej usiadła w salonie. Nic się nie odzywałam, lecz tylko spoglądałam na nich jak się 'kłócą', śmieją. Dopiero teraz do mnie doszło jak bardzo ich kocham. Około trzeciej w nocy, gdy każdy zjadł wyznaczoną porcję pizzy rozeszliśmy się do pokoi. Tak jak podejrzewałam moje bagaże znalazły się w pokoju mulata. Wzięłam szybki prysznic i ułożyłam się z laptopem pod kołdrą. Malik dołączył do mnie niecałe pół godziny później, ja odłożyłam notebooka. Pomiędzy nami nastała cisza.
-Tęskniłeś?-spytałam, gdy już nie mogłam znieść tego spokoju.
-Cher, nie zadawaj pytań na które znasz odpowiedź. Pogadajmy lepiej o tym jak się czujesz? Udało ci się zrobić to co chciałaś?
-Jeżeli chodzi o narkotyki to tak. Jeżeli chodzi o uczucia... to nie mam ich uporządkowanych, ale na tysiąc procent jestem pewna jednego.
-Hm?-spojrzał na mnie tymi czekoladowymi oczyma i lekko przygryzł wargę.
-Tym, że bez względu na przeszkody i przeciwności chcę i muszę być z tobą, bo inaczej nie umiem żyć.-nic nie odpowiedział tylko mnie przytulił, aż oboje usnęliśmy.
-Zayn, Cher na dół natychmiast!-Paul wleciał do pokoju Malika i wyszedł. Chwilę później usłyszeliśmy jak wchodzi do pokojów innych. Wstałam i do koszulki, w której spałam szybko założyłam krótkie spodenki. Przejrzałam się w wielkim lustrze, włosy jakoś ogarnęłam. Stwierdziłam, że mogę tak się pokazać ich menagerowi. Ja na bosko, a Zayn w dresie pięć minut później już byliśmy w jadalni, gdzie siedziała reszta razem z Paulem.
-Po pierwsze nie wiem co wam kurwa odpierdala, ale musimy coś wykombinować. Media były wczoraj całą noc pod domem. Wiecie co mają?-Paul rzucił na stół osiem gazet, w każdej na pierwszej stronie znajdowało się nasze zdjęcie i obok zdjęcie Malika z Edwards. Chwyciłam jedną z nich i zaczęłam czytać.
'Jak wiadomo od pięciu miesięcy Zayn Malik i Perrie Edwards tworzą nierozłączną i szczęśliwą parę. Jednak gwiazdorowi z One Direction chyba znudziła się rutyna i postanowił zdradzić młodziutką piosenkarkę Little Mix. Wczoraj w nocy około drugiej do willi gwiazdorów przyjechała śliczna brunetka, która chwilę później obściskiwała się z Malikiem na werandzie. Co na to Perrie? Czyżby zerwali ze sobą?'
-Oni są wszędzie.!-Zayn wstał i walnął z pięści w ścianę. Wyszedł do kuchni, ale chwilę potem wrócił.-Wiem. To jest dobry pomysł, żeby w końcu zerwać z nią i skończyć tą szopkę. Paul.-zwrócił się do łysego menagera.-Jestem z Cher, a z Perrie zerwałem w zeszłym tygodniu. Nie podawaj powodu.
-Jak chcesz, ale to i tak raczej niewiele zmieni. Cher, tak?-pokiwałam głową.-Jestem Paul. Dobra, musisz zablokować swojego twittera dla nieznajomych. Zaczynają się hejty na ciebie i na zespół.
-Co?-wstałam i poprawiłam koszulkę. Boże, co ja na robiłam.
-Spada liczba fanów?-Louis wtrącił do 'rozmowy'. Paul tylko pokręcił głową.
Może wrócę do NY. Może powinnam zrezygnować z miłości? Psuję wszystko czego się tknę.
-Wiem, powiecie, że to ja mu się narzucam. Sama wrócę do Nowego Yorku. Tak będzie najlepiej dla wszystkich.
-Co?
-Nie, dopiero wróciłaś.
-Cher, to nic nie pomoże.-Paul odwrócił się do mnie.
-Paul pomoże. Ludzie po prostu o mnie zapomną. Wszystko wróci do normy.
-Jak może wrócić do normy?-Zayn wściekły wydzierał się tak, że żyły na jego szyi widać było nawet z odległości kilkunastu metrów.-Cher, przez te pięć miesięcy jakoś przetrwałem bez ciebie, bo czekałem aż wrócisz. Dałem ci czas. Dałem ci pięć miesięcy. Przez ten czas zachowywałem się nienormalnie. Moje ciało i umysł nie były takie same. Jesteś moim tlenem. Nie pozwolę ci znów odejść.-podszedł do mnie, a przy ostatnim zdaniu z oka wypłynęła jemu łza. Delikatnie musnęłam jego wargi.
____
Nie wiem dlaczego, ale chyba przez ten nastrój walentynkowy napisałam taki rozdział.
Dużo jest o uczuciach...
No i chyba nasz Hazza czuwa nad nami.
Wczoraj, czyli 14.02 (walentynki) mój blog był wyświetlony 69 razy.
Co za zbieg okoliczności. :D
Tak, czy siak NN w poniedziałek.
Liczę, że pod tym będą minimalnie 3 komentarze.
+Chcecie abym prowadziła tego bloga dłuuugo, długoo czy może zaczęła inną historię na dużo rozdziałów. Oczywiście nie kończę jeszcze tego bloga i nie wiem czy mam do tego zmierzać.
Natalie Malik.<3
środa, 13 lutego 2013
Seventeen.
*Perspektywa Alice*
!Rozdział erotik!
-Byłaś boskaa.!-Niall, Haryy i Zayn przytulili mnie i gratulowali.
-Dzięki.
-Wiecie gdzie jest...
-Lou?-mulat spojrzał za siebie na stolik, gdzie siedział brunet. Podeszłam do niego i usiadłam przy stoliku.
-Co pijesz?
-Gadałem za niejakim Taylorem.
-Louis, możemy o tym porozmawiać w domu? Proszę.-spojrzałam w jego niebieskie tęczówki. Dzisiaj nie wyrażały nic, zero emocji.
-Chłopacy, jedziemy.!-Louis wstał, po nim ja. Szliśmy do auta a za nami chłopacy.
Zero rozmowy, nawet chłopacy z tyłu wiedzieli, że coś jest nie tak, bo nie odzywali się słowem. Co dziwne Niall nawet nie jadł.
-Wyrzucisz nas przed klubem?
-Stały pobyt?-lekko się uśmiechnął, a mulat potwierdził mu kiwnięciem głowy.
Lou wysadził chłopaków przed klubem, a my jechaliśmy dalej. Nie wiem jak długo jechaliśmy, ale zajechaliśmy na podjazd domu. Za nami zamykała się już automatyczna brama. Brunet wysiadł z samochodu, po czym jak gdyby nigdy nic wszedł do domu. Ja snułam się przez podjazd jak cień. Szłam i szłam co chwile gubiąc rytm mojego serca. Weszłam do domu, torbę położyłam przy wieszaku dla gości i weszłam dalej. W salonie i jadalni ciemno... W kuchni światło. Brunet siedział podparty na łokciach przy wysepce pijąc z gwinta Jacka Danielsa.
Stanęłam na przeciwko niego. On cały czas patrzył mi się na ręce.
-Kochasz mnie?-napotkałam jego wzrok na mnie.
-Louis, przecież wiesz, że tak. Kocham cię najmocniej na świecie.-popatrzył na butelkę alkoholu.
-Ja mam przeszłość, ty masz przeszłość. Ja nie chcę o niej mówić, ty też nie.
-Louis, to było dawno. Chcę to pozostawić daleko za sobą. Kiedyś byłam inna. Nie doceniałam niczego. Moi rodzice chcieli dla mnie jak najlepiej, a ja tego nie zauważałam, ignorowałam ich, moją siostrę, przyjaciół.-otarłam łzy, które spłynęły, a nie miały. Podszedł do mnie i przytulił. Spojrzał w moje oczy odczytując wszystkie emocje mojej duszy.
-I za to cię kocham.-pocałował mnie namiętnie. Odwzajemniłam każdy pocałunek. Odbijaliśmy się jak szaleni od ścian, nasze ręce wędrowały po ciałach jakbyśmy poznawali się na nowo. Wywróciliśmy się na schodach, jednak to nam nie przeszkodziło. Szybko znaleźliśmy się w sypialni. ON zdjął koszulkę, a ja swoją. Zrzucił spodnie, ja chwilę po nim. Położyliśmy się na łóżko. Jego język przejechał po mojej wardze. Rozchyliłam je pozwalając jemu na więcej. Momentalnie na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Ona zawsze wiedział jak na mnie działa. Przez pocałunki czułam jego uśmiech. Pocałunkami obdarowywał moją szyję, zjeżdżając niżej. Zwinnym ruchem dłoni rozpiął mi stanik. Jego usta rozciągnęły się w uśmiechu ukazując swoje białe zęby. Podniósł się wyżej, namiętnie całując moje usta, a rękoma masując piersi. Moja skóra za żadne skarby nie chciała być taka jak zawsze. Dłonie położył przy mojej głowie. Był nade mną wpatrując się dokładnie w moją twarz.
-Coś nie tak?-moją twarz oblał rumieniec.
-Nie, po protu chcę to zapamiętać.
-Ja też myszko...-pocałował mnie w czoło.-Zależy mi na tobie jak na nikim innym.
-Mi na tobie też.
-Chcesz tego, jeżeli nie to ja rozumiem.
-Jestem gotowa.-uśmiechnęłam się, przybliżyłam się do niego, pocałowałam go. Moje ręce objęły jego szyję i razem wgłębiliśmy się w nasze łóżko.
Ściągnął swoje bokserki, a po chwili ja także byłam bez majtek. Ręką dosięgnął szafki nocnej i wyciągnął prezerwatywę. Założył ją i szybko wszedł we mnie nadal obdarowując mnie pocałunkami. Moje ciało od środka rozpierała radość, entuzjazm. Chciałam po prostu wykrzyczeć jak bardzo go kocham, jak bardzo mi na nim zależy. Chciałam żeby cały świat dowiedział się, że jest tylko i wyłącznie mój. Powoli poruszał się dając mi coraz większą rozkosz. Moje ciało żądało więcej. Koniuszkami palców tworzyłam nieznane mi trasy po jego skórze na plecach. Zaczął się poruszać szybciej, rytmicznie. Nie umiałam zatrzymać wszystkich emocji w sobie. Wydałam ciche dźwięki myśląc, że on tego nie usłyszy. Spojrzałam na jego twarz, wcześniej nie wyrażała niczego poza uczuciami, które biły z jego oczu. Teraz uśmiechał się szeroko. Pocałowałam go ponownie obejmując jego szyję. Złapał mnie w tali, po skórze przeszła kolejna dawka małego porażenia. Podniosłam się tak, by dosięgnąć ustami jego ucha. Czułam że już długo nie wytrzymam. 'Jeszcze chwilę...' prosiłam sama siebie.
-Kocham Cię.-szepnęłam, a w tym momencie oboje jęknęliśmy. Usiedliśmy na łóżku, nadal pozostając w sobie. Patrzył mi się w oczy wyczytując z nich moje odczucia.
-Ja ciebie też. Na zawsze.-złapał moją rękę i położył na swojej lewej piersi.-Nic tego nie zmieni. Nawet nie wiesz jak długo czekałem, na to, żeby poznać kogoś takiego jak ty.
-Wiem to.-odpowiedziałam jemu z uśmiechem oplatając rękoma jego kark, a koniuszkami palców błądząc pomiędzy jego łopatkami.
-Co wiesz?-jego twarz wyraziła zdziwienie. Pewnie oczekiwał czego w stylu "Ja na ciebie też."
-Że jesteś tym jedynym. Na zawsze.-spletliśmy razem palce. Przybliżył się do mojej twarzy całując namiętnie. Po chwili jego dłonie znalazły się na mojej talii.
-Co powiesz na....-nie dane mu było dokończyć.
-Wróciliśmyy!-krzyknęła wesoła trójka z dołu trzaskając drzwiami frontowymi.
-na przypilnowanie dzieci, żeby nie spaliły domu?
-Z tobą? Zawsze.-pocałował mnie delikatnie przygryzając moją dolną wargę.
Oboje zeszliśmy z łóżka. Nie chciałam zakładać tych samych ubrań zważając na godzinę. Było wpół do pierwszej w nocy. Otworzyłam drzwi od garderoby, wzięłam czarną koszulkę Louisa w białe paski i do tego czerwone bokserki. Gdy odwróciłam się, zobaczyłam jak Louis bacznie mnie obserwował. Z włosów ściągnęłam gumkę, lekko je przeczesałam i znów upięłam w wysokiego, luźnego koka.
-Tak możesz się ubierać codziennie.-uśmiechnął się wciągając szare spodnie dresowe. Podszedł do mnie.
-Może założysz koszulkę?
-Nie, ktoś już ją wziął.
-Masz problem.-otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz, a Lou zaraz po mnie. Na dole wszędzie było ciemno poza kuchnią. W środku Niall zajadał mój jogurt uhahany po pas, Liam sprzątał talerz, który zbili. Zayn spokojnie siedział na blacie i pił sam z sobą dużą zero siódemkę.
-Jestem głodna, co powiecie na pizzę?-zabrałam mulatowi szklankę z trunkiem i sama wypiłam.
W gardle jak i całym przełyku poczułam gorzkie i palące uczucie, które szybko zamieniło się w ciepło rozprzestrzeniające się po moim ciele. Po wielokrotnych bójkach wybraliśmy zwykłe pepperoni. Rozsiedliśmy się w salonie i zaczęliśmy pić, ale tak, żebyśmy byli wystarczająco trzeźwi, gdy przyjedzie dostawca. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam,a razem ze mną zrobił to Zayn. Poszliśmy do drzwi. Ja je otworzyłam a brunet wyciągał portfel. Oboje spojrzeliśmy na osobę stojącą u progu domu.
-Cher?-Zayna zatkało, cały nasz radosny nastrój ulotnił się. Ni wiedziałam co powiedzieć. Jeszcze dzisiaj, sorki wczoraj z nią rozmawiałam, nic nie mówiła o przylocie.
-Wróciłam.
_____
Akcja troszkę szybko się rozprzestrzeniła, ale takie miałam plany.
Jak myślicie co się teraz będzie działo???
Piszcie w komentarzach oceny rozdziałów.
Te pozytywne jak i negatywne.
To bardzo mi pomaga, bo chcę, żeby wam się podobał blog jak i opowiadanie.
Dziękuję za wasze oceny, to one mnie motywują.
Do NN.;*
Natalie Malik.<3
!Rozdział erotik!
-Byłaś boskaa.!-Niall, Haryy i Zayn przytulili mnie i gratulowali.
-Dzięki.
-Wiecie gdzie jest...
-Lou?-mulat spojrzał za siebie na stolik, gdzie siedział brunet. Podeszłam do niego i usiadłam przy stoliku.
-Co pijesz?
-Gadałem za niejakim Taylorem.
-Louis, możemy o tym porozmawiać w domu? Proszę.-spojrzałam w jego niebieskie tęczówki. Dzisiaj nie wyrażały nic, zero emocji.
-Chłopacy, jedziemy.!-Louis wstał, po nim ja. Szliśmy do auta a za nami chłopacy.
Zero rozmowy, nawet chłopacy z tyłu wiedzieli, że coś jest nie tak, bo nie odzywali się słowem. Co dziwne Niall nawet nie jadł.
-Wyrzucisz nas przed klubem?
-Stały pobyt?-lekko się uśmiechnął, a mulat potwierdził mu kiwnięciem głowy.
Lou wysadził chłopaków przed klubem, a my jechaliśmy dalej. Nie wiem jak długo jechaliśmy, ale zajechaliśmy na podjazd domu. Za nami zamykała się już automatyczna brama. Brunet wysiadł z samochodu, po czym jak gdyby nigdy nic wszedł do domu. Ja snułam się przez podjazd jak cień. Szłam i szłam co chwile gubiąc rytm mojego serca. Weszłam do domu, torbę położyłam przy wieszaku dla gości i weszłam dalej. W salonie i jadalni ciemno... W kuchni światło. Brunet siedział podparty na łokciach przy wysepce pijąc z gwinta Jacka Danielsa.
Stanęłam na przeciwko niego. On cały czas patrzył mi się na ręce.
-Kochasz mnie?-napotkałam jego wzrok na mnie.
-Louis, przecież wiesz, że tak. Kocham cię najmocniej na świecie.-popatrzył na butelkę alkoholu.
-Ja mam przeszłość, ty masz przeszłość. Ja nie chcę o niej mówić, ty też nie.
-Louis, to było dawno. Chcę to pozostawić daleko za sobą. Kiedyś byłam inna. Nie doceniałam niczego. Moi rodzice chcieli dla mnie jak najlepiej, a ja tego nie zauważałam, ignorowałam ich, moją siostrę, przyjaciół.-otarłam łzy, które spłynęły, a nie miały. Podszedł do mnie i przytulił. Spojrzał w moje oczy odczytując wszystkie emocje mojej duszy.
-I za to cię kocham.-pocałował mnie namiętnie. Odwzajemniłam każdy pocałunek. Odbijaliśmy się jak szaleni od ścian, nasze ręce wędrowały po ciałach jakbyśmy poznawali się na nowo. Wywróciliśmy się na schodach, jednak to nam nie przeszkodziło. Szybko znaleźliśmy się w sypialni. ON zdjął koszulkę, a ja swoją. Zrzucił spodnie, ja chwilę po nim. Położyliśmy się na łóżko. Jego język przejechał po mojej wardze. Rozchyliłam je pozwalając jemu na więcej. Momentalnie na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Ona zawsze wiedział jak na mnie działa. Przez pocałunki czułam jego uśmiech. Pocałunkami obdarowywał moją szyję, zjeżdżając niżej. Zwinnym ruchem dłoni rozpiął mi stanik. Jego usta rozciągnęły się w uśmiechu ukazując swoje białe zęby. Podniósł się wyżej, namiętnie całując moje usta, a rękoma masując piersi. Moja skóra za żadne skarby nie chciała być taka jak zawsze. Dłonie położył przy mojej głowie. Był nade mną wpatrując się dokładnie w moją twarz.
-Coś nie tak?-moją twarz oblał rumieniec.
-Nie, po protu chcę to zapamiętać.
-Ja też myszko...-pocałował mnie w czoło.-Zależy mi na tobie jak na nikim innym.
-Mi na tobie też.
-Chcesz tego, jeżeli nie to ja rozumiem.
-Jestem gotowa.-uśmiechnęłam się, przybliżyłam się do niego, pocałowałam go. Moje ręce objęły jego szyję i razem wgłębiliśmy się w nasze łóżko.
Ściągnął swoje bokserki, a po chwili ja także byłam bez majtek. Ręką dosięgnął szafki nocnej i wyciągnął prezerwatywę. Założył ją i szybko wszedł we mnie nadal obdarowując mnie pocałunkami. Moje ciało od środka rozpierała radość, entuzjazm. Chciałam po prostu wykrzyczeć jak bardzo go kocham, jak bardzo mi na nim zależy. Chciałam żeby cały świat dowiedział się, że jest tylko i wyłącznie mój. Powoli poruszał się dając mi coraz większą rozkosz. Moje ciało żądało więcej. Koniuszkami palców tworzyłam nieznane mi trasy po jego skórze na plecach. Zaczął się poruszać szybciej, rytmicznie. Nie umiałam zatrzymać wszystkich emocji w sobie. Wydałam ciche dźwięki myśląc, że on tego nie usłyszy. Spojrzałam na jego twarz, wcześniej nie wyrażała niczego poza uczuciami, które biły z jego oczu. Teraz uśmiechał się szeroko. Pocałowałam go ponownie obejmując jego szyję. Złapał mnie w tali, po skórze przeszła kolejna dawka małego porażenia. Podniosłam się tak, by dosięgnąć ustami jego ucha. Czułam że już długo nie wytrzymam. 'Jeszcze chwilę...' prosiłam sama siebie.
-Kocham Cię.-szepnęłam, a w tym momencie oboje jęknęliśmy. Usiedliśmy na łóżku, nadal pozostając w sobie. Patrzył mi się w oczy wyczytując z nich moje odczucia.
-Ja ciebie też. Na zawsze.-złapał moją rękę i położył na swojej lewej piersi.-Nic tego nie zmieni. Nawet nie wiesz jak długo czekałem, na to, żeby poznać kogoś takiego jak ty.
-Wiem to.-odpowiedziałam jemu z uśmiechem oplatając rękoma jego kark, a koniuszkami palców błądząc pomiędzy jego łopatkami.
-Co wiesz?-jego twarz wyraziła zdziwienie. Pewnie oczekiwał czego w stylu "Ja na ciebie też."
-Że jesteś tym jedynym. Na zawsze.-spletliśmy razem palce. Przybliżył się do mojej twarzy całując namiętnie. Po chwili jego dłonie znalazły się na mojej talii.
-Co powiesz na....-nie dane mu było dokończyć.
-Wróciliśmyy!-krzyknęła wesoła trójka z dołu trzaskając drzwiami frontowymi.
-na przypilnowanie dzieci, żeby nie spaliły domu?
-Z tobą? Zawsze.-pocałował mnie delikatnie przygryzając moją dolną wargę.
Oboje zeszliśmy z łóżka. Nie chciałam zakładać tych samych ubrań zważając na godzinę. Było wpół do pierwszej w nocy. Otworzyłam drzwi od garderoby, wzięłam czarną koszulkę Louisa w białe paski i do tego czerwone bokserki. Gdy odwróciłam się, zobaczyłam jak Louis bacznie mnie obserwował. Z włosów ściągnęłam gumkę, lekko je przeczesałam i znów upięłam w wysokiego, luźnego koka.
-Tak możesz się ubierać codziennie.-uśmiechnął się wciągając szare spodnie dresowe. Podszedł do mnie.
-Może założysz koszulkę?
-Nie, ktoś już ją wziął.
-Masz problem.-otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz, a Lou zaraz po mnie. Na dole wszędzie było ciemno poza kuchnią. W środku Niall zajadał mój jogurt uhahany po pas, Liam sprzątał talerz, który zbili. Zayn spokojnie siedział na blacie i pił sam z sobą dużą zero siódemkę.
-Jestem głodna, co powiecie na pizzę?-zabrałam mulatowi szklankę z trunkiem i sama wypiłam.
W gardle jak i całym przełyku poczułam gorzkie i palące uczucie, które szybko zamieniło się w ciepło rozprzestrzeniające się po moim ciele. Po wielokrotnych bójkach wybraliśmy zwykłe pepperoni. Rozsiedliśmy się w salonie i zaczęliśmy pić, ale tak, żebyśmy byli wystarczająco trzeźwi, gdy przyjedzie dostawca. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam,a razem ze mną zrobił to Zayn. Poszliśmy do drzwi. Ja je otworzyłam a brunet wyciągał portfel. Oboje spojrzeliśmy na osobę stojącą u progu domu.
-Cher?-Zayna zatkało, cały nasz radosny nastrój ulotnił się. Ni wiedziałam co powiedzieć. Jeszcze dzisiaj, sorki wczoraj z nią rozmawiałam, nic nie mówiła o przylocie.
-Wróciłam.
_____
Akcja troszkę szybko się rozprzestrzeniła, ale takie miałam plany.
Jak myślicie co się teraz będzie działo???
Piszcie w komentarzach oceny rozdziałów.
Te pozytywne jak i negatywne.
To bardzo mi pomaga, bo chcę, żeby wam się podobał blog jak i opowiadanie.
Dziękuję za wasze oceny, to one mnie motywują.
Do NN.;*
Natalie Malik.<3
poniedziałek, 11 lutego 2013
Sixteen.
*Perspektywa Alice*
#5 miesięcy po wyjeździe Cher#
-Skarbie wróciliśmy!-po willi chłopaków rozległ się krzyk. Ściszyłam kanał muzyczny i zamknęłam laptopa. Dobrze, że nie wrócili kilka minut wcześniej. Rozmawiałam z Cher, niby wszystko okey, udaje twardą, ale wiem, że tęskni. JA za nią również i to naprawdę niewyobrażalnie mocno. Zayn powoli zaczął jakoś żyć, choć Perrie ciągle mu to utrudnia.
Na kanapę obok mnie wskoczył Irlandczyk, a zaraz po nim Lou. Od razu się do mnie przyssał, choć nie powiem, bo to akurat lubię.
-Jakieś wieści?-Zayn stanął w wejściu salonu spoglądając mi w oczy. Znów, kolejny raz i muszę kłamać. Boże, jak ja tego nie lubię.
-Ale mamy dobre wieści.-Liam wparował do pokoju z Jackiem Danielsem.
-To to ja rozumiem. Co jest?
-No więc moja droga panno szykuj się na wyjazd.
-hm?-spojrzałam na nich po kolei pytająco. Mulatowi na twarz wkradł się uśmiech.
-No więc jedziemy na wspólne wakacje.
-Co?-zachłysnęłam się wafelkiem, który przełykałam.
-I to do NY, a później do LA.
Nie wiem jakie uczucie dokładnie opisać. Strach? Złość? Może zdenerwowanie? Wiem jedno, wyjazd tam to nie jest dobry pomysł. Cher mieszka i pracuje w tamtejszym słynnym mieście. Nikomu nie mówiłam o naszych kontaktach. Nawet Louisowi.
-Do tego w Nowym Yorku?
-Tak, właśnie do tego.-potwierdził Zayn.
-Kiedy?
-Za tydzień mamy lot.-darowałam sobie kolejne pytania, żeby jeszcze bardziej się nie zezłościć.
-Nie cieszysz się?-Lou pocałował mnie w kark. nic, nic nie poczułam na moim ciele. To ten pierwszy raz, gdy na jego pocałunki nie dostałam gęsiej skórki.
-Nie, nie po prostu to będą moje pierwsze wakacje z takimi przyjaciółmi i do tego w Ameryce.
-Szok.-Niall otworzył kolejną paczkę żelków.
-Idziemy to uczcić do klubu?-Louis posłał mi cwaniacki uśmiech.
-Ja sobie daruję. Idę wziąć prysznic.-wstałam z kanapy i kroczyłam na górę.
W naszej sypialni otworzyłam drzwi do garderoby, wyciągnęłam ubrania i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic po czym założyłam ciuchy. Zmyłam totalnie makijaż, po czym nałożyłam nowy, tym razem tylko korektor. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół. Cała piątka siedział w salonie. Otworzyłam lodówkę i po chwili namysłu zrobiłam sobie musli z jogurtem. Jedząc moje wytworne danie weszłam do pokoju.
-Czyżby panna zgłodniała?
-Zauważyłeś jedzenie? Ja tylko widzę jej brzuch.
-Niall daruj sobie.-usiadłam Louisowi na kolana, a reszta przeszywała nas wzrokiem.-WHAT?
-Nic, nic.
-Gdzie się tak ubrałaś?-Liam jako jedyny miał odwagę zapytać. Boże dziękuję, że są jeszcze tacy.
-Wychodzę.
-Jak to? Gdzie?
-Louis zapomniałeś, że mam dzisiaj występ?
-Ah no tak... Przepraszam.
-I tak wyglądacie na występach tanecznych?
-Mniej więcej tak.
-A każda z twoich koleżanek ma takie ciało?-Harold z Niallem wypytywali tak jakby byli głodni, a ja opowiadałabym im o jakiejś potrawie.
-O której idziesz?
-Jadę. I jadę za piętnaście minut.
-To my z tobą.-oboje wybiegli z pokoju biegnąc na górę.
-Ja też. A wy?-Louis zapytał Zayna i Liama.
-Ja wychodzę z Danielle.
-Mogę jechać.
-Przebierasz się?
-Mhm. Dajcie mi chwilę.
-Czyli bierzemy vana.-Lou wstał i wziął kluczyki od samochodu, a ja włożyłam brudne naczynia do miski.
Wyszliśmy do auta. Usiadłam z przodu, a Lou za kierownicą. Niecałe dziesięć minut później reszta była w samochodzie. Ale nieee.... Przecież podróże z tymi chłopakami nie mogą być normalne. Nigdy, przenigdy.!
-Będą tam jakieś twoje koleżanki z zajęć na uczelni?-Tomlinson zapytał, gdy już szliśmy koło sceny.
-Tak i będą też te, którym się tak niefortunnie przedstawiłeś.
-Super.-spojrzałam na niego zastanawiając się z czego on tak zaciesza.
Oblukałam chłopaków. Na scenie występował właśnie Taylor Jones. Jezu, jak ja za nim nie przepadam. Pewnie myślicie dlaczego? No więc. Po pierwsze to były Cher i jest dupkiem bo ją zdradzał, po drugie wciągnął ją w narkotyki. Po trzecie wszystko co złe zwalił na nią, przez co nie dostała się na studia.
-Dobra, ja muszę iść, ale po występie widzimy się przy barze?-popatrzyłam na każdego i wszyscy zatwierdzili kiwaniem głowy. Louisowi dałam całusa, po czym poszłam za kulisy.
-Oo. Kogo my tu widzimy. Gdzie jest Cher? Stęskniłem się.-Tay zaczepił mnie, gdy schodził ze sceny.
-Dziwie się, że ktoś jeszcze chce cię słuchać. Przecież piejesz gorzej niż ja.
-Też tęskniłem. A więc gdzie Cher?-potarł dłonie.
-Nie ma jej. Przez ciebie i przez to, że wciągnąłeś ją dobrze wiesz w co... musiała wyjechać.
-Oj oj... -podszedł do mnie tak blisko jak tylko się dało. Jedną ręką zaczął bawić się ramiączkiem od mojego stanika.- Nie pozwalaj sobie. Myślisz, że nie wiem o waszych znajomych? I o twoim chłopaku? Ja nadal mam was na oku. I mam coś na waszym kolegów. Lepiej nie podskakuj.-odsunął się ode mnie.-Nadal jesteś taka dobra w łóżku?
-To był największy błąd w moim życiu. Jesteś gnojem.
-Ale lubiłaś się zabawić, uciec od rodziców i siostrzyczki.
-Spadaj Taylor.-odeszłam w kierunku koleżanek.
-Gotowa? Zaraz wchodzimy. Rozciągnij się.-Mandy poklepała mnie po plecach, na co wymusiłam sztuczny uśmiech.
-A teraz zatańczą dziewczyny ze szkoły tańca nowoczesnego Cher Lloyd. Dziewczyny zgodziły się zatańczyć charytatywnie dla naszego hospicjum więc podziękujmy im wielkimi brawami.-prezenterka zeszła ze sceny, a my ustawiłyśmy się. Jak zwykle ja byłam na samym przodzie. Pierwsze słowa piosenki i kogo widzę?
Louisa rozmawiającego z Taylorem.
_______
Napisałam......
Nie jest długi, ale ostatnio jakoś brak mi weny.
Może będzie lepiej, gdy zobaczę szczere opinie od was na temat opowiadania i bloga?
Dziękuję dotychczasowym osobom...<3
Dzięki wam mam w ogóle motywację do pisania bloga.
Natalie Malik.<3
#5 miesięcy po wyjeździe Cher#
-Skarbie wróciliśmy!-po willi chłopaków rozległ się krzyk. Ściszyłam kanał muzyczny i zamknęłam laptopa. Dobrze, że nie wrócili kilka minut wcześniej. Rozmawiałam z Cher, niby wszystko okey, udaje twardą, ale wiem, że tęskni. JA za nią również i to naprawdę niewyobrażalnie mocno. Zayn powoli zaczął jakoś żyć, choć Perrie ciągle mu to utrudnia.
Na kanapę obok mnie wskoczył Irlandczyk, a zaraz po nim Lou. Od razu się do mnie przyssał, choć nie powiem, bo to akurat lubię.
-Jakieś wieści?-Zayn stanął w wejściu salonu spoglądając mi w oczy. Znów, kolejny raz i muszę kłamać. Boże, jak ja tego nie lubię.
-Ale mamy dobre wieści.-Liam wparował do pokoju z Jackiem Danielsem.
-To to ja rozumiem. Co jest?
-No więc moja droga panno szykuj się na wyjazd.
-hm?-spojrzałam na nich po kolei pytająco. Mulatowi na twarz wkradł się uśmiech.
-No więc jedziemy na wspólne wakacje.
-Co?-zachłysnęłam się wafelkiem, który przełykałam.
-I to do NY, a później do LA.
Nie wiem jakie uczucie dokładnie opisać. Strach? Złość? Może zdenerwowanie? Wiem jedno, wyjazd tam to nie jest dobry pomysł. Cher mieszka i pracuje w tamtejszym słynnym mieście. Nikomu nie mówiłam o naszych kontaktach. Nawet Louisowi.
-Do tego w Nowym Yorku?
-Tak, właśnie do tego.-potwierdził Zayn.
-Kiedy?
-Za tydzień mamy lot.-darowałam sobie kolejne pytania, żeby jeszcze bardziej się nie zezłościć.
-Nie cieszysz się?-Lou pocałował mnie w kark. nic, nic nie poczułam na moim ciele. To ten pierwszy raz, gdy na jego pocałunki nie dostałam gęsiej skórki.
-Nie, nie po prostu to będą moje pierwsze wakacje z takimi przyjaciółmi i do tego w Ameryce.
-Szok.-Niall otworzył kolejną paczkę żelków.
-Idziemy to uczcić do klubu?-Louis posłał mi cwaniacki uśmiech.
-Ja sobie daruję. Idę wziąć prysznic.-wstałam z kanapy i kroczyłam na górę.
W naszej sypialni otworzyłam drzwi do garderoby, wyciągnęłam ubrania i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic po czym założyłam ciuchy. Zmyłam totalnie makijaż, po czym nałożyłam nowy, tym razem tylko korektor. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół. Cała piątka siedział w salonie. Otworzyłam lodówkę i po chwili namysłu zrobiłam sobie musli z jogurtem. Jedząc moje wytworne danie weszłam do pokoju.
-Czyżby panna zgłodniała?
-Zauważyłeś jedzenie? Ja tylko widzę jej brzuch.
-Niall daruj sobie.-usiadłam Louisowi na kolana, a reszta przeszywała nas wzrokiem.-WHAT?
-Nic, nic.
-Gdzie się tak ubrałaś?-Liam jako jedyny miał odwagę zapytać. Boże dziękuję, że są jeszcze tacy.
-Wychodzę.
-Jak to? Gdzie?
-Louis zapomniałeś, że mam dzisiaj występ?
-Ah no tak... Przepraszam.
-I tak wyglądacie na występach tanecznych?
-Mniej więcej tak.
-A każda z twoich koleżanek ma takie ciało?-Harold z Niallem wypytywali tak jakby byli głodni, a ja opowiadałabym im o jakiejś potrawie.
-O której idziesz?
-Jadę. I jadę za piętnaście minut.
-To my z tobą.-oboje wybiegli z pokoju biegnąc na górę.
-Ja też. A wy?-Louis zapytał Zayna i Liama.
-Ja wychodzę z Danielle.
-Mogę jechać.
-Przebierasz się?
-Mhm. Dajcie mi chwilę.
-Czyli bierzemy vana.-Lou wstał i wziął kluczyki od samochodu, a ja włożyłam brudne naczynia do miski.
Wyszliśmy do auta. Usiadłam z przodu, a Lou za kierownicą. Niecałe dziesięć minut później reszta była w samochodzie. Ale nieee.... Przecież podróże z tymi chłopakami nie mogą być normalne. Nigdy, przenigdy.!
-Będą tam jakieś twoje koleżanki z zajęć na uczelni?-Tomlinson zapytał, gdy już szliśmy koło sceny.
-Tak i będą też te, którym się tak niefortunnie przedstawiłeś.
-Super.-spojrzałam na niego zastanawiając się z czego on tak zaciesza.
Oblukałam chłopaków. Na scenie występował właśnie Taylor Jones. Jezu, jak ja za nim nie przepadam. Pewnie myślicie dlaczego? No więc. Po pierwsze to były Cher i jest dupkiem bo ją zdradzał, po drugie wciągnął ją w narkotyki. Po trzecie wszystko co złe zwalił na nią, przez co nie dostała się na studia.
-Dobra, ja muszę iść, ale po występie widzimy się przy barze?-popatrzyłam na każdego i wszyscy zatwierdzili kiwaniem głowy. Louisowi dałam całusa, po czym poszłam za kulisy.
-Oo. Kogo my tu widzimy. Gdzie jest Cher? Stęskniłem się.-Tay zaczepił mnie, gdy schodził ze sceny.
-Dziwie się, że ktoś jeszcze chce cię słuchać. Przecież piejesz gorzej niż ja.
-Też tęskniłem. A więc gdzie Cher?-potarł dłonie.
-Nie ma jej. Przez ciebie i przez to, że wciągnąłeś ją dobrze wiesz w co... musiała wyjechać.
-Oj oj... -podszedł do mnie tak blisko jak tylko się dało. Jedną ręką zaczął bawić się ramiączkiem od mojego stanika.- Nie pozwalaj sobie. Myślisz, że nie wiem o waszych znajomych? I o twoim chłopaku? Ja nadal mam was na oku. I mam coś na waszym kolegów. Lepiej nie podskakuj.-odsunął się ode mnie.-Nadal jesteś taka dobra w łóżku?
-To był największy błąd w moim życiu. Jesteś gnojem.
-Ale lubiłaś się zabawić, uciec od rodziców i siostrzyczki.
-Spadaj Taylor.-odeszłam w kierunku koleżanek.
-Gotowa? Zaraz wchodzimy. Rozciągnij się.-Mandy poklepała mnie po plecach, na co wymusiłam sztuczny uśmiech.
-A teraz zatańczą dziewczyny ze szkoły tańca nowoczesnego Cher Lloyd. Dziewczyny zgodziły się zatańczyć charytatywnie dla naszego hospicjum więc podziękujmy im wielkimi brawami.-prezenterka zeszła ze sceny, a my ustawiłyśmy się. Jak zwykle ja byłam na samym przodzie. Pierwsze słowa piosenki i kogo widzę?
Louisa rozmawiającego z Taylorem.
_______
Napisałam......
Nie jest długi, ale ostatnio jakoś brak mi weny.
Może będzie lepiej, gdy zobaczę szczere opinie od was na temat opowiadania i bloga?
Dziękuję dotychczasowym osobom...<3
Dzięki wam mam w ogóle motywację do pisania bloga.
Natalie Malik.<3
czwartek, 7 lutego 2013
Sorry...
Przepraszam wszystkich czytelników mojego bloga, ale przez naukę nie mam na niego czasu + dostałam szlaban na komputer, więc jest ciężko.
Postaram się dodać kolejny rozdział w poniedziałek
Natalie Malik. <3
Postaram się dodać kolejny rozdział w poniedziałek
Natalie Malik. <3
wtorek, 5 lutego 2013
Fifeteen,
*Perspektywa Cher*
-Żartujesz, prawda?-wstałam z fotela i zaczęłam chodzić w kółko przed mulatem.-Powiedź, że to tylko pierdolony żart.!-wykrzyczałam w jego stronę. Moje ręce trzęsły się jakbym była nienormalna. Łzy leciały strumieniami. Zayn podszedł do mnie.
-Hey, prosze cię uspokój się...
-Jak mogę się uspokoić.
-Zerwałaś ze mną. Dosadnie napisałaś mi, że to koniec.
-Mogłeś się nie zgodzić.
-To wywaliliby cały zespół na zbity pysk.-wywrzeszczał, a po moim ciele przeszły ciarki. Na jego szyi pojawiły się mięśnie z emocji jakie nim targały.-Myślisz, że tego chcę. Ja...
-Nie Zayn. To było błędem wszyscy, cala wasza piątka. Jesteście idealni, to ja napieprzyłam w waszym życiu. Sama muszę stanąć na nogi.
-Co masz na myśli?-jego oczy spojrzały prosto w moje.
-Muszę wyjechać.-on stanął jak wryty nie mogąc uwierzyć, w to co mówię. Do pokoju wpadli pozostali.
-Cher, chyba nie mówisz poważnie..-zaczął Harold.
-Jesteś naszą rodziną.-dodał Irlandczyk.
-Będziemy z tobą. Przejdziemy przez to.-dołączył do niech Liam.
-Masz mnie i Louisa po twojej stronie. Wiem co musisz zrobić. Kocham cię moja ty....-podeszła do mnie i przytuliła.
-Ja ciebie też. Wrócę, na pewno. O ile będę miała do czego wracać....-spojrzałam na moich przyjaciół. Podeszłam do każdego z osobna i pożegnałam się. Ominęłam tylko Zayna, chciałam zaoszczędzić sobie i jemu niepotrzebnych przykrości. Zabrałam moją torbę z jego pokoju i zeszłam na dół domu. Założyłam kurtkę i buty, po czym ostatni raz spojrzałam na pomieszczenia i wyszłam.
Do domu dotarłam taksówką. W mieszkaniu otworzyłam trzy ogromne walizki. Do jednej spakowałam moje ubrania, do kolejnej ubrania z biżuterią, a w trzeciej moje duperele. Przed pakowaniem w internecie zabukowałam bilet na najbliższy lot do Nowe Yorku. Zapięłam torby. Zeszłam z nimi na dół domu, gdzie stała taksówka. Kierowca schował pakunki i pojechaliśmy na lotnisko Heathrow. Oddałam bagaże, a ze sobą zatrzymałam torbę. Stanęłam w kolejce do wejścia na pokład samolotu.
-Cher.! Cher!-odwróciłam głowę, myśląc że ktoś mnie woła. Nie pomyliłam się. Zauważyłam jak Zayn biegnie prosto w moją stronę.
-Co ty tu robisz?
-Przepraszam.
-Zayn, ja nie zmienię mojej decyzji.
-Wiem.
-Musi pan iść z nami, bo będzie miał pan kłopoty.
-Już, już. Muszę zrobić jedno.
Ujął moją twarz w swoje chłodne dłonie i przyciągnął mnie do swoich warg.
-Pamiętaj, że zawsze będę cię kochał.-pokiwałam głową, a ochrona zabrała go. Kilka razy odwrócił jeszcze głowę. Wsiadłam do samolotu.
Gdy tylko wylądowałam po dłuuugim locie pierwsze co, to odebrałam bagaże. Usiadłam na poczekalni, gdzie wybrałam numer mojego psychologa.
-Witam, czy coś nie tak panno Cher?
-Ja musiałam zmienić otoczenie i... zamieszkam teraz w Nowym Yorku.
-Dobrze, myślę, że będziemy w kontakcie i nie wróci pani do starych 'nawyków'. Proszę mnie informować.
-Oczywiście.
Po rozmowie napisałam do Alice, że żyję i nie ma się o co martwić. Kolejny telefon wykonałam do mojej cioci Elizabeth. Gdy byłam mała wyprowadziła się do Nowego Yorku, dawno nie gadałyśmy, ale może ona by mi pomogła, bo tak na prawdę, co ja mam teraz zrobić? Jestem w obcym mieście, a raczej kontynencie. Po kilku sygnałach znów usłyszałam jej głos. Krótka wymiana zdań, po czym powiedziała, że zaraz po mnie przyjedzie. Wyszłam przed wyjście nr 3, gdzie się umówiłyśmy. Rozglądałam się za nią, ale nigdzie jej nie widziałam.
-Cher?-męski głos wyrwał mnie z poszukiwań. Odwróciłam się i zobaczyłam Becka. Taak, tego Becka, z którym niedawno się przespałam.
-Taaak. Co ty tutaj robisz?
-Ja, mam cię odebrać. Chyba będziesz teraz z nami mieszkała.
-Nami?
-Ze mną i Elizabeth.
-A ty to kto?-'Błagam tylko nie to, błagam tylko nie to....'w moich myślach
-Jej....
____
Wiem, może i krótki, ale taka tam dramatyczna zmiana wydarzeń.
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem,
ale te prawdziwe komentarze a nie spamy.
Nie cierpię spamów, więc tego nie róbcie, proszę.;)
Nie miałam ochoty pisać tego rozdziału, więc pewnie dlatego taki jest.
Siedzę i źle się czuję, dlatego jestem dumna sama z siebie, że w ogóle powstał ten rozdział.
3 komentarze=NN w czwartek.;)
Natalie Malik.<3
-Żartujesz, prawda?-wstałam z fotela i zaczęłam chodzić w kółko przed mulatem.-Powiedź, że to tylko pierdolony żart.!-wykrzyczałam w jego stronę. Moje ręce trzęsły się jakbym była nienormalna. Łzy leciały strumieniami. Zayn podszedł do mnie.
-Hey, prosze cię uspokój się...
-Jak mogę się uspokoić.
-Zerwałaś ze mną. Dosadnie napisałaś mi, że to koniec.
-Mogłeś się nie zgodzić.
-To wywaliliby cały zespół na zbity pysk.-wywrzeszczał, a po moim ciele przeszły ciarki. Na jego szyi pojawiły się mięśnie z emocji jakie nim targały.-Myślisz, że tego chcę. Ja...
-Nie Zayn. To było błędem wszyscy, cala wasza piątka. Jesteście idealni, to ja napieprzyłam w waszym życiu. Sama muszę stanąć na nogi.
-Co masz na myśli?-jego oczy spojrzały prosto w moje.
-Muszę wyjechać.-on stanął jak wryty nie mogąc uwierzyć, w to co mówię. Do pokoju wpadli pozostali.
-Cher, chyba nie mówisz poważnie..-zaczął Harold.
-Jesteś naszą rodziną.-dodał Irlandczyk.
-Będziemy z tobą. Przejdziemy przez to.-dołączył do niech Liam.
-Masz mnie i Louisa po twojej stronie. Wiem co musisz zrobić. Kocham cię moja ty....-podeszła do mnie i przytuliła.
-Ja ciebie też. Wrócę, na pewno. O ile będę miała do czego wracać....-spojrzałam na moich przyjaciół. Podeszłam do każdego z osobna i pożegnałam się. Ominęłam tylko Zayna, chciałam zaoszczędzić sobie i jemu niepotrzebnych przykrości. Zabrałam moją torbę z jego pokoju i zeszłam na dół domu. Założyłam kurtkę i buty, po czym ostatni raz spojrzałam na pomieszczenia i wyszłam.
Do domu dotarłam taksówką. W mieszkaniu otworzyłam trzy ogromne walizki. Do jednej spakowałam moje ubrania, do kolejnej ubrania z biżuterią, a w trzeciej moje duperele. Przed pakowaniem w internecie zabukowałam bilet na najbliższy lot do Nowe Yorku. Zapięłam torby. Zeszłam z nimi na dół domu, gdzie stała taksówka. Kierowca schował pakunki i pojechaliśmy na lotnisko Heathrow. Oddałam bagaże, a ze sobą zatrzymałam torbę. Stanęłam w kolejce do wejścia na pokład samolotu.
-Cher.! Cher!-odwróciłam głowę, myśląc że ktoś mnie woła. Nie pomyliłam się. Zauważyłam jak Zayn biegnie prosto w moją stronę.
-Co ty tu robisz?
-Przepraszam.
-Zayn, ja nie zmienię mojej decyzji.
-Wiem.
-Musi pan iść z nami, bo będzie miał pan kłopoty.
-Już, już. Muszę zrobić jedno.
Ujął moją twarz w swoje chłodne dłonie i przyciągnął mnie do swoich warg.
-Pamiętaj, że zawsze będę cię kochał.-pokiwałam głową, a ochrona zabrała go. Kilka razy odwrócił jeszcze głowę. Wsiadłam do samolotu.
Gdy tylko wylądowałam po dłuuugim locie pierwsze co, to odebrałam bagaże. Usiadłam na poczekalni, gdzie wybrałam numer mojego psychologa.
-Witam, czy coś nie tak panno Cher?
-Ja musiałam zmienić otoczenie i... zamieszkam teraz w Nowym Yorku.
-Dobrze, myślę, że będziemy w kontakcie i nie wróci pani do starych 'nawyków'. Proszę mnie informować.
-Oczywiście.
Po rozmowie napisałam do Alice, że żyję i nie ma się o co martwić. Kolejny telefon wykonałam do mojej cioci Elizabeth. Gdy byłam mała wyprowadziła się do Nowego Yorku, dawno nie gadałyśmy, ale może ona by mi pomogła, bo tak na prawdę, co ja mam teraz zrobić? Jestem w obcym mieście, a raczej kontynencie. Po kilku sygnałach znów usłyszałam jej głos. Krótka wymiana zdań, po czym powiedziała, że zaraz po mnie przyjedzie. Wyszłam przed wyjście nr 3, gdzie się umówiłyśmy. Rozglądałam się za nią, ale nigdzie jej nie widziałam.
-Cher?-męski głos wyrwał mnie z poszukiwań. Odwróciłam się i zobaczyłam Becka. Taak, tego Becka, z którym niedawno się przespałam.
-Taaak. Co ty tutaj robisz?
-Ja, mam cię odebrać. Chyba będziesz teraz z nami mieszkała.
-Nami?
-Ze mną i Elizabeth.
-A ty to kto?-'Błagam tylko nie to, błagam tylko nie to....'w moich myślach
-Jej....
____
Wiem, może i krótki, ale taka tam dramatyczna zmiana wydarzeń.
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem,
ale te prawdziwe komentarze a nie spamy.
Nie cierpię spamów, więc tego nie róbcie, proszę.;)
Nie miałam ochoty pisać tego rozdziału, więc pewnie dlatego taki jest.
Siedzę i źle się czuję, dlatego jestem dumna sama z siebie, że w ogóle powstał ten rozdział.
3 komentarze=NN w czwartek.;)
Natalie Malik.<3
sobota, 2 lutego 2013
Fourteen.
*Perspektywa Cher*
#2 dni po telefonie Cher do Alice#Zapukałam w duże dębowe drzwi mojego psychologa.
-Proszę.-usłyszałam niski męski głos.-Ahh, to ty Cher. Chcesz porozmawiać? Wiesz, że jeżeli nie chcesz to nie musisz.
-Wiem.-usiadłam na skórzanym fotelu na przeciwko wielkiego biurka z tego samego drewna co drzwi.
-A więc. Powiesz mi co cię do nas sprowadziło? Jak się czujesz?
-Problemem są zazwyczaj moje zawody. Miłosne, rodzinne, przez przyjaciół, bądź jak sama coś zjebie.
-Kontunuuj, mów co cię boli.
-Miałam chłopaka. Byliśmy razem krótko, ale znamy się ponad miesiąc. Na prawdę go polubiłam i to mocniej niż innych przyjaciół. Dowiedziałam się, że on pisał z inną. Chciałam po prostu zapomnieć o tym i zrobić mu taką samą krzywdę jak on mi.-poczułam łzy, które ciekły z moich oczu na samo wspomnienie.-Mieliśmy plany, a przynajmniej ja miałam. Chciałam, żeby nam się ułożyło. Cały czas, gdy byliśmy razem, cały czas odkąd go znałam nie brałam niczego. NICZEGO!
-Cher wiem od twojej przyjaciółki, że jeśli chcesz to przestajesz brać, ale musisz zrozumieć, że narkotyki nie pomagają w problemach, jeszcze bardziej je pogłębiają. Pomagają jedynie na chwilę, a później czujesz się jeszcze gorzej niż na początku.-zrobił chwilę przerwy, nabrał powietrza.-Na prośbę twoich przyjaciół masz przepustkę na święta i nowy rok. Po tym okresie zobaczymy, czy będziesz musiała tu zostać, czy tylko przychodzić na terapię.-podniosłam zapłakaną twarz w jego stronę.-Ciesze się, że przyszłaś porozmawiać. Liczę na ciebie.
-Dziękuję.-powiedziałam wychodząc z gabinetu i szybko biegnąc do telefonu. Wybrałam szybko te znajome cyfry.
-Halo?-odpowiedział lekko zaspany.
-Zayn, tęsknię.
-Cher?-odpowiedział zdziwiony.
-Mhm.
-Jak się czujesz?
-Przyjedziesz po mnie?
-Ale jak to?
-Mam przepustkę na święta, a poza tym musimy chyba porozmawiać.
-Będę za pół godziny.
-Ok.
Pobiegałam do pokoju i szybko spakowałam walizkę, oczywiście przed tym przebrałam się w lepsze ubrania i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam z walizką na dół, przechodząc korytarzem w pokoju dziennym zauważyłam Liama, podeszłam do niego i pożegnałam się. Przy drzwiach wyjściowych ochroniarz wypuścił mnie bez problemu. Na parkingu zauważyłam mulata, który palił papierosa. Po chwili podniósł głowę, na której miał kaptur. Na mój widok pokazał rząd białych zębów. Zeszłam po schodach i podeszłam do niego. Od razu wtuliliśmy się w siebie.
-Jak się czujesz?
-Nie zadawaj takich głupich pytań.-odpowiedziałam, na co on się zaśmiał.
Włożył moją walizkę do jeepa i wsiedliśmy do środka. Włączył radio, ale ściszył je najbardziej jak potrafił. Po jakimś czasie dojechaliśmy do mojego mieszkania. Weszliśmy na górę.
-Alice jesteś?-spytałam wchodząc do środka.
-Nie ma jej. Z Louisem szykują obiad u nas.
-Powiedziałeś reszcie?-pokiwał głową.
-Każdy się cieszy. Nawet Niall podzielił się ze mną kanapkami.
-Ło?!
-No..-znów ten uśmiech.
Walizkę wstawiłam do garderoby. W podręczną torebkę wrzuciłam kosmetyki i inne potrzebne mi rzeczy. Włączyłam mojego i'Phona, który leżał na szafce nocnej. Nie patrząc na wyświetlacz schowałam go do torby.
-Weź jakieś ubrania.-Po co?
-Mamy całą noc na rozmowy, bo chyba chciałaś pogadać.-wrzuciłam do środka bluzkę Nike i jeansowe spodnie.
Niecałe pół godziny później byliśmy pod ich willą. Weszliśmy do środka.-Niall oddawaj tego kotleta!-Louis wybiegł z kuchni w pogoni za blondynem, ale oboje stanęli jak wryci w korytarzu wpatrując się w nas.
-Cher.!-oboje podbiegli mnie przytulić, a po chwili przyszła cała reszta.
Zjedliśmy obiad i oczywiście nie obyło się bez pytań typu:"Jak się czuję?", itp. Po posiłku ja i Alice posprzątałyśmy, a chłopacy włączyli Play Station Move. Postanowiliśmy pograć w dwuosobowych drużynach. Wszyscy tak się rozdzielili, że ja i Zayn byliśmy razem. Lou jak zwykle z Alice, Liam z blondynem a Harry ze swoją 'przyjaciółką' Jess. W głosowaniu wybraliśmy grę taneczną. Oj, będą niezłe jaja.! Jako pierwsi Niall i Liam. Wybrali sobie piosenkę Nicki Minaj "Super Bass". Blondyn tańczył trzy razy inaczej nić pokazywano, a daddy pękał ze śmiechu z Nialla. Następnie na 'scenę' weszli Lou z Alice. Oni zatańczyli Seleny Gomez "Hit The Lights". Alice starała się jak mogła, za to jej partner całą piosenkę kręcił tyłeczkiem lub nim trząsł. Harry z Jess wybrali Justina Biebera "Baby". Brunetka wydaje się miła i zabawna. Może dołączy do mnie i Alice i będziemy nierozłączną trójeczką? Tak czy siak, Harry jak to Harold tańczył zarzucając włosami, a Jess starała się nadrabiać straty. Ostatni byliśmy my. Wybraliśmy piosenkę The Pussycat Dolls "When I Grow up" Zayn wygłupiał się udając Nicole, a ja udawałam jego. Wszyscy się z nas śmiali i atmosfera stała się zupełnie inna niż podczas obiadu. Wszyscy zmęczeni rozłożyliśmy swoje ciała na kanapach.
-Idę na ogród.-wstałam z kolan Harolda i wyszłam przez balkonowe okno na powietrze.
Usiadłam na ławce i spoglądałam na zachód słońca, całe niebo pokryło się falami czerwono pomarańczowymi. Piękny widok... Zawsze kojarzę sobie takie zachody z komediami romantycznymi, gdzie para na końcu filmu się schodzi i żyją długo i szczęśliwie.
-Przeszkadzam?-nie musiałam się odwracać, żeby rozpoznać jego głos.
-Nie Harry.
-O czym tak rozmyślasz?
-A jak myślisz?
-Zayn.-nie spytał, ale oznajmił.
-Ding ding.-wydałam odgłos jak w teleturnieju.
-Wiem, że go kochasz, on ciebie też. Cały czas od twojego wyjazdu tylko snuł się po domu jak cień. Wiem również, że macie dzisiaj rozmawiać. Znasz się, a przynajmniej wiesz, że niekiedy musimy coś udawać, więc proszę cię bądź wyrozumiała. W końcu jesteśmy rodziną, a skoro ja to mogę zrobić, to ty też.
-Ale o co ci chodzi?
-Zobaczysz.-wstał i wrócił do domu.
Postanowiłam wyjaśnić sobie to wszystko. Weszłam do budynku.
-Zayn, mogę cię prosić?-spojrzałam na mulata, który ponownie był smutny. Weszliśmy na górę domu. W jego sypialni usiadłam na fotel, a on na rogu lóżka.
-Powiesz mi co przed chwilą powiedział mi Harry?
-Mówiłem mu żeby się nie wtrącał. Chciałem ci to powiedzieć dzisiaj sam.
-Harry ci pomógł.
-No więc biuro Simona nie wiedziało, że jesteśmy razem i...
-I?
-I kazali mi udawać związek.
-Z kim?
-Z Perrie Edwards.
Moje serce stanęło, po czym rozpadło się na tysiące kawałków.
____
No to jest 14.;)
3 komentarze = NN w poniedziałek.!!!
Otrzymałam nominację do THE VERSATILE BLOGGER
Zasady:
Każdy nominowany powinien:
1. podziękować nominującemu na jego blogu
2. pokazać nagrodę The Versatile Blogger
3. ujawnić 7 faktów dotyczących siebie
4. nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
5. poinformować o tym fakcie nominowanych bloggerów
Fakty:
1. Nie jestem psychofanką.
2. Kiedyś byłam super fanką Justina Biebera.
3. W przyszłości chciałabym zostać menagerem jakiejś gwiazdy (piosenkarza, piosenkarki lub zespołu).
4. Mam zamiar zamieszkać w Londynie.
2. Kiedyś byłam super fanką Justina Biebera.
3. W przyszłości chciałabym zostać menagerem jakiejś gwiazdy (piosenkarza, piosenkarki lub zespołu).
4. Mam zamiar zamieszkać w Londynie.
5. Nie lubię szkoły, choć niekiedy nudno mi bez niej.6. Nie jestem typem grzecznej dziewczynki.
7. Jestem nienormalna i dobrze mi z tym.:)
Nominowani:
1. http://ilovecarrotsandboys.blogspot.com/
7. Jestem nienormalna i dobrze mi z tym.:)
Nominowani:
1. http://ilovecarrotsandboys.blogspot.com/
5. http://mystoryaboutonedirection-milly.blogspot.com/
Aktualnie nie czytam więcej blogów...
Sorki.;d
Aktualnie nie czytam więcej blogów...
Sorki.;d
Subskrybuj:
Posty (Atom)









