*Perspektywa Alice*
-Myślisz, że wszystko w końcu się jakoś ułoży?-Lou położył się koło mnie.
-Oby, bo żal mi Cher. Ona na prawdę przez wiele przeszła. Wychowała się bez rodziców, zawsze była sama za siebie odpowiedzialna. Potem trafiła na złe osoby. DOpiero teraz wygrzebała się z narkotyków.
-I spotkała Zayna, nas.
-I zaczęła się przygoda z Perrie.
-Poradzą sobie.
-Nie chciałbyś znów wrócić do bycia zwykłym nastolatkiem?-wtuliłam się w jego ramie zaciągając się zapachem jego dezadorantu.
-Może.. Ale nie poznałbym ani ciebie, ani przyjaciół, którzy są dla mnie jak rodzina.-pocałował mnie w czoło.
-Oglądamy coś?-popatrzyłam w jego tęczówki. Nie widziałam ich głębi, ale znam ją na pamięć.
-Jasne..-sięgnął po notebooka.-Co wybieramy?-popatrzył na mnie.
-Może zmierzch?-popatrzyłam na niego.
-Wiesz, że tego nie oglądałem?
-Żartujesz... Przecież każdy to widział.
-Ja nie. Byłem dzielny i nie poddałem się presji.
-Mój ty rycerzu.-pocałowałam go, a on lekko się zaśmiał.
-Włączyłam film i ponownie wtuliłam się w jego gołą klatę.
Nie wiem dokładnie w jakim momencie, ale zasnęłam.
-Skarbie...-położył swoją dłoń na moim policzku i odgarnął włosy z mojej twarzy.
-Jeszcze chwi...chwilę.
-Kochanie...-powiedział delikatnie przygryzając płatek mojego ucha.
-Fajna próba, ale chcę spać.-zaśmiałam się.
POczułam na szyi dotyk jego warg, który dreptał do ramienia. Chwilę później poczułam jak na ciele pojawia mi się gęsia skórka.
-Wstajemy...
-Daj mi pospać.-spojrzałam na niego błagalnie.
-Nie.-powiedział gwałtownie i wziął mnie na ręce.
-Spadaj, idę spać. Jest sobota!-krzyknęłam i ponownie wbiegłam do łóżka.
-Alice w południe jedziemy z twoją mamą.
-Ok Cher.
Przykryłam się kołdrą po uszy, położyłam się na brzuchu i przykryłam głowę poduszką. Usłyszałam jak jakieś drzwi się zamykają, a po chwili otwierają.
'Pewnie Lou teraz będzie szukał ciuchów.'-pomyślałam.
Kołdra lekko zsunęła się z łóżka. Wiedziałam, że robi to specjalnie, abym wstała. Na sobie miałam koszulkę ramones i krótkie spodenki.
-Lou spadaj, bo jak zasadzę ci kopa to odlecisz na ósmą orbitę.
-Ale to nie Louis.-powiedział jakiś głos.
-To nie ja.-głos bruneta.
Ściągnęłam poduszkę z głowy i kubeł zimnej wody z kostkami lodu i syropem klonowym oraz zgniecione chipsy wylądowały na mnie w idealnej kolejności. Gdy skończyła się ta katorga otarłam oczy, a przede mną stała ich trójka. Niall, Harry i Zayn śmiali się po pachy. Niall ściskał tubkę syropu, Harry założył wiadro na głowę a Zayn zgniatał paczkę. Lou stał przy drzwiach od łazienki i powstrzymywał śmiech, który i tak wkradał mu się na twarz.
-DEBILE!!!!!!-krzyknęłam z całej siły.-Bedziecie czyściś to łóżko.-pokazałam ręką na brudne pościele i prześcieradła.
-Ale ty wyglądasz..-wskazał Nialler.
-Masz. Karny kutas za długie spanie w soboty.-Harry podał mi wydrukowany narząd męski z napisem 'Karny Kutas za chujowe spanie w weekend'
-Ha-zrobiłam odstęp.-Ha. Bardzo śmieszne. Wiecie co mi się najbardziej podoba?
-Co?-powiedział mulat. Wstałam z łóżka podeszłam do Louisa. Wiedziałam, że się wkurzą.
-To, że zajmę teraz łazienkę na całe dwie godziny.-popatrzyłam na nich. Momentalnie miny im zrzędły.
-Nie możesz. Mamy spotkanie z fanami.
-Mogę i to zrobię.-zaśmiałam się i wybiegłam z pokoju. Na korytarzu spotkałam Cher, która zdziwiona o nic nie pytała. Wbiegłam do łazienki i zamknęłam drzwi na klucz.
Cała trójka dobiegła szybko do drzwi i zaczęła w nie walić i krzyczeć równocześnie.
Bez niczego weszłam po prysznic i puściłam strumień wody.
Gdy doszłam do siebie i wyglądałam jak człowiek kilka razy myłam włosy i dawałam odżywkę. W końcu włosy przestały się kleić i wyciągnęłam z nich wszystkie chipsy. Gdy stanęłam w ręczniku przed lustrem zauważyłam, że nie mam niczego na przebranie. Brudne ubranie zamoczyłam w ciepłej wodzie z mydłem w misce i zostawiłam w łazience. Wyszłam z łazienki a Harry wstał z podłogi.
-Nareszcie. Ile można się kąpać...-wszedł do środka.
-Tak długo, żeby wyczesać wszystkie chipsy z włosów.
-Nie ma za co.
-Odegram się.
-Mhm...-zaśmiał się i zamknął drzwi. Weszłam do naszej sypialni. Lou właśnie ściągnął wszystkie poszewki z poduszek.
-Ale strój.-zaśmiał się.
-Gdybyś był dla mnie dobry dzisiaj rano może bym go zdjęła...-odwróciłam się przerzucając włosy na drugie ramie. W lustrze widziałam jaką zrobił minę. Otworzyłam drzwi do garderoby. Wybrałam ciuchy i weszłam do toalety. Przebrałam się w to i zrobiłam lekki makijaż. Włosy zostawiłam rozpuszcone, ale końcówki lekko podkręciłam. Wyszłam z toalety, ale nikogo już nie było w pokoju. W tobrekę wrzuciałm portfel, komórkę i blyszczyk. Na czoło założyłam RayBany Louisa. Poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kakao i dwie grzanki. Usiadłam w salonie koło blondyna. Zaczęłam jeść, a ten nadal skakał po kanałach.
-Wybierz coś w końcu.-zostawił na kanale National Geographic.-Super, doucze się o kopulacji słoni. Brawo Niall.-zaczęłam klaskać. Gdy tak oglądaliśmy ten interesujący program reszta paczki zebrała się.
-Liam pisał do mnie, że was pozdrawia i wróci na trasę.-oznajmiła moja przyjaciółka.
-Tak myśleliśmy.
-Alice gotowa?-Cher spojrzała na mnie. Dzisiaj miała na sobie jasny zestaw (to) i wyglądała bardzo ślicznie. Jak dziewczyna.
-Na podbój świata?-wstanęłam z kanapy, poprawiłam koszulkę.-ZAWSZE.
-Super. Zbieraj dupę.- pokiwała do mnie kluczykami od auta.
-To nie są od naszego audi.
-No nie. Moje słoneczko było tak słodkie, że pożyczył nam wóz.
-Jaki?-spojrzałam na przyjaciółkę i Zayna, do którego się uśmiechała.
-Swojego mustanga.-zaśmiała się.
-No to teraz na chłopaków.-zaśmiałam się i zaczęłam tańczyć.
-Tey, tey. Koleżanko, nie zapomniałaś się.-uprzedził mnie Lou a reszta się zaśmiała.
-Nie skarbie, my jesteśmy w otwarty związku.
-Że co?-reszta coraz bardziej się śmiała.
-No tak.
-No nie.-popatrzyłam na niego spod byka chowając talerz do zmywarki.
-No wiem że nie debilu ty...-poczochrałam jego fryzurkę. Wziął mnie na ręce i posadził na blacie.
-A teraz przeproś, że rozwaliłaś mi fryzurę.
-Oj...
-Dalej.-powoedział z powagą.
-Oj przepraszam.. Wybaczysz?-popatrzyłam na jego kołnierzyk i delikatnie zaczęłam go poprawiać.
-Jasne.-swoimi długimi palcami podniósł moją twarz za podbródek i wpił się w usta.
-Nie szalej.-powiedział, gdy wychodziłyśmy.
-Będziemy grzeczne.-potwierdziłam. Spojrzałam na nich. Stali jak do zdjęcia. Tylko, że bez Liama.
Smutno tu bez niego. Zawsze robił za przyjaciela, rodzica i opiekuna, a teraz jesteśmy jak takie sierotki bez odpowiedzialnej osoby.
Na dole wsiadłyśmy do auta i ruszyłyśmy po moją mamę. Zabrałyśmy ją spod hotelu.
-Gdzie nas zabierasz?-popatrzyłam na rodzicielkę.
-Chciałabym pójść z wami na zakupy. A później muszę z tobą porozmawiać.-popatrzyła na mnie.-Nie bój się, nic strasznego.-lekko się uśmiechnęła, ale za długo ją znam, żeby mogła coś przede mną ukryć. Coś jest nie tak.
-Gdzie?
-Do naszego stałego miejsca.
-Tylko tam dzisiaj chłopacy mają spotkanie z fanami.
-O.. To super. Przynajmiej znów spotkam Louisa.
-Spodobał ci się?-Cher popatrzyła na moją mamę.
-Genialny. Idealny na jej męża. Przynajmiej tak wyglądacie razem.
-Tak słodko i niewinnie.-dodała przyjaciółka. Poczułam jak na moją twarz wstępuje rumieniec. Niby Louis dwuznacznie mówił o przyszłości ze mną, ale nigdy nic nie ustalaliśmy na sto procent.
-Córciu, co być zrobiła jakby ci się oświadczył?-pytanie to przeszyło mnie na wskroś.
____
Jak myślicie, czemu Alice nie wiedziała jak odpowiedzieć na to pytanie?
Czy wyszłaby za Louisa?
Powiedziałaby mu TAK.???
Pozostawiam te pytania dla wasze wyobraźni.
Komentujcie i wyrażajcie opinie...
Miśki, to do 27...
3 komentarze = NN w poniedziałek
Natalie Malik.<3
Strony
Drugs Change The World.
Dwie najbliższe sobie przyjaciółki wiodą spokojne życie. Alice spokojna, miła, zakochana w swoim chłopaku, który wraz ze swoimi przyjaciółmi podbija listy przebojów na świecie. Cher miła dla ludzi, których zna, harda, pewna siebie, jednak zatracona w samotności. Ma dwie przyjaciółki. Tą dobrą i tą złą. Handluje narkotykami, aż poznaje przyjaciół swojego kuzyna. W jednym z nich się zakochuje... Zaczyna pisać piosenki i wschodzi na wyżyny kariery. Czy skończy z dobrze płatną pracą? Czy odważy się zakochać? Czy miłość Alice przetrwa próbę związku? Jak potoczy się ich życie, które z dnia na dzień zmienia się w pełne fotoreporterów, fanów i telewizji ??
sobota, 9 marca 2013
środa, 6 marca 2013
Twenty Five.
*Perspektywa Cher*
Wbiegłam do wieżowca najszybciej jak umiałam. Znalazłam pustą windę i szybko do niej weszłam. Kilkanaście razy wcisnęłam jednakowy przycisk. Po kilku minutach w końcu znalazłam się na wyznaczonym piętrze. Wbiegłam do biura nie pytając nikogo o nic. Z hukiem otworzyłam drzwi biura.
-Paul
-Cher, co ty tu robisz?
-Przepraszam pana najmocniej, ale ta panienka wbiegła do biura...
-Zostaw ją.-kiwnął do recepcjonistki.-A ty siadaj.
Zamknęłam drzwi biura i podałam Paulowi telefon z wyświetloną rozmową.
-Alle....
-Przeczytałeś?
-To ona?
-Przecież się przyznała... Była wkurzona, że ja i Zayn nadal możemy być razem.
-Zostaw mi telefon, pojadę na policję.
-Jadę z tobą.
-I tak tobie nic nie powiedzą, a może to tobie rozwalić reputację. Wiesz o co chodzi.
-A chłopacy?
-Nic im nie mów. Na razie nie muszą wiedzieć. PO południe przyjadę do was, albo jutro z rana.
-Będziemy czekać.-wyszłam z gabinetu.
Weszłam z powrotem do windy i wcisnęłam guzik '11'. Dwa piętra wyżej drzwi otworzyły się i zauważyłam prawą rękę Simona. Z pierwszego studia wyszedł mój menager Steve. Mimo, że kilka minut temu miałam ochotę jechać i zabić Perrie za to co zrobiła, ale bardziej zaboli ją stracenie kariery i Zayna, gdy wszyscy się dowiedzą do czego jest zdolna. Ja mam teraz ochotę napisać coś, co totalnie ukaże moje uczucia.
-Siemka.-powiedziałam poprawiając grzywkę.
-Czekamy na ciebie.
-Sorki, zaspałam.
-Imprezka?-Steve popatrzył na mnie swoim wzrokiem tatusia. Mimo, że często mieliśmy różne zdania to i tak idealnie do siebie pasowaliśmy. On zawsze popierał moje decyzje u Simona.
Wchodząc do studia poczułam działającą klimatyzację. Złapałam jakąś czerwoną bluzę i nałożyłam na siebie.
-To moje.-powiedział Steve wyciągając moją gitarę z futerału.
-Ale mi jest zimno.
-Niech ci będzie.
-Hahha...-zaśmiałam się z Simona, który wszedł robiąc śmieszną minę.
-Siemka.-powiedział mój producent.-Co masz?
-Mogę zaśpiewać?
-Najpierw pokaż.-wziął mój zeszt, w którym znajdowały się wszystkie zapiski. Chwilę czytał. Prawa ręka Simona zrobiła zdjęcie mi i Stevowi. Wzięłam telefon mojego menagera i wstawiłam nasze zdjęcie na tt.
'Kolejny dzień roboty. Może osoba, która udaje przed światem w końcu poniesie konsekwencje. A tymczasem w studiu ze Stevem. xoxox' Oddałam mu jego i'Phona. Usiadł w kącie studia, a ja na fotelu. Kątem oka popatrzyłam na niego. Nie był brzydki, a nawet całkiem przystojny.
Na oko dałabym mu 28 albo 29 lat, co nie było dalekie od prawdy. Oczy... Te jego niebieskie tęczówki, zawsze przepełnione były radością. Wysoki, a przynajminiej wyższy ode mnie. Niezbyt przejmował się wyglądem, ale wyglądal całkiem nieźle. Ma dziurki, w uszach, ale żadko je nosi. PJednym słowem jest genialny. W sumie mogłabym z nim być.
Hey, hej..... STOP.! Ja mam chłopaka.
-Cher! Jesteś dzisiaj obecna.-SImon zwrócił się do mnie.
-Taaa.. Już tak.
-Super.
-Może zaczniemy od tej piosenki?-podał mi tekst.
-A później pokażę ci jaki mamy materiał.. chociaż, nie. STeve..-zwrócił się do blondyna.-pokażesz jej telkst do piosenki z Postnerem?
-Z tym Postnerem?
-Tak i jasne.-Steve popatrzył na mnie i na Simona.
-Ok, ja znikam.-powiedział i wyszedł.
Popatrzyłam na ścienny zegar.
-Koniec.
-No. To ja lecę.
-Cher gitara..-zawołał mnie Steve, ale ja już byłam w windzie. Pokiwałam do niego i wcisnęłam guzik.
Wsiadłam na dole do auta i szybko pojechałam do mieszkania. Po drodze zadzwonił do mnie Paul, że będzie dzisiaj u nas za pół godziny. Ledwo co wpadłam do mieszkania to z półpiętra usłyszałam muzykę i śmiechy. Weszłam do środka, a tam grupka ludzi, która miała ubwa po pachy.
-Cher...-zawołał Lou.
-Paul to będzie za jakieś piętnaście minut.
-Po co?
-Musi z nami pogadać. Coś ważnego. Bardzo...-podkreśliłam wzrokiem i mimiką twarzy, że to ważne.
-Niall, powiedz im, że zaraz będzie tu nasz menager i muszą się zmywać.
-Paul tu będzie.
-Tak, za chwilę.
Momentalnie wszystkie alkohole były pochowane, chłopacy ogarnięci, a goście już wyszli. Ledwo co usiadłam na kanapę-dzwonek do drzwi. Niall wstał i poszedł otworzyć. Zayn wyszedł z sypialni z zaspaną miną.
-Hey słońce, co się dzieje, że takie krzyki były?-podszedł i lekko musnął moje wargi. Usiadł obejmując mnie ramieniem.
-No, w komplecie. Cher, dzięki za cynk.-popatrzył na mnie i podał mi telefon.
-Nie ma za co. Tutaj chodziło o naszą przyjaciółkę.
-Paul?-Lou popatrzył na menagera.
-No więc dzisiaj Perrie napisała do Cher i dwuznacznie przyznała się do winy.
-CO?-oczy mulata rozszerzyły się dwukrotnie, a na twarzy nie byo żadnych oznak jakiegokolwiek snu.
-Perrie jest odpowiedzialna za podpalenie domu i napaść na Liama i Danielle. Lekraez wzięli ją na badania i w kartotece dowiedzieli się, że powinna brać tabletki psychotropowe. W skrócie chciała odegrać się na nas za całą sprawę z Zaynem.
-Ona jest chora psychicznie?-Niall jakoś ogarnął wszystko.
-Tak. Na razie jest w szpitalu psychiatrycznym pod nadzorem. Jej adwokat nie chce wnosić sprawy do sądu i pytał, czy nie chcielibyśmy podpisać umowy o zachowaniu milczenia w tym temacie, oczywiście Perrie nie będzie mogła do żadnego z was podejść, zostanie zamknięta z szpitalu psychiatrycznym, a jeżeli będzie mogła wyjść to nie może się do was zbliżać.- Chłopacy popatrzyli na każdego.
-Zayn, to chyba twoja decyzja.-Lou popatrzył na mulata. Ten przez chwilę sam walczył z myślami.
-Gdzie jest ta umowa?
-Tutaj.-Paul wyciągnął papier.-Rozmawiałem już z adwokatem i powedział, że nie trzeba wstawiać poprawek.-Zayn wziął długopis, podpisał się i wyszedł z salonu. Wzięłam długopis i również złożyłam na nim mój podpis,a po mnie zrobiła to reszta.Wstałam z kanapy i ruszyłam do naszej sypialni. Weszłam, ale mulat siedział na balkonie. Szybko napisałam do Liama.
'Perrie została ukarana za napaść. Jak się czujesz?'
Od razu odpisał.
'Wyjeżdżam do domu. Wrócę na trasę. Pozdrów wszystkich. xoxo '
Wyszłam na balkon zabierając ze sobą papierosa i zapalniczkę z komody, gdzie odłożyłam telefon. Odpaliłam fajkę i położyłam zapalniczkę na poręczy.
-Cholernie chciałbym wrócić do domu i żyć jak inni. Bez kłamstw, bez zdrad, bez żadnych plotek.
-Beze mnie.
-Nie... bez bolesnych wspomnień.
-Związanych ze mną.-zaciągnęłam się szlugom i poczułam jak świat w mojej głowie zatacza koło.
-Ty jesteś najlepszym co mnie spotkało. Czasem myślę...
-Hmm?-zaciął się.
-Że jesteś jedynym co mnie trzyma przy życiu.
______
Nooo...
Zgodnie z obietnicą dzisiaj kolejny rozdział.
Trochę krótki, ale postaram się pisać dłuższe.
3 komentarze = NN w piątek lub sobotę.
+Jakieś pytania?
Mój twitter: dreamer_oops
Natalie Malik.<3
Wbiegłam do wieżowca najszybciej jak umiałam. Znalazłam pustą windę i szybko do niej weszłam. Kilkanaście razy wcisnęłam jednakowy przycisk. Po kilku minutach w końcu znalazłam się na wyznaczonym piętrze. Wbiegłam do biura nie pytając nikogo o nic. Z hukiem otworzyłam drzwi biura.
-Paul
-Cher, co ty tu robisz?
-Przepraszam pana najmocniej, ale ta panienka wbiegła do biura...
-Zostaw ją.-kiwnął do recepcjonistki.-A ty siadaj.
Zamknęłam drzwi biura i podałam Paulowi telefon z wyświetloną rozmową.
-Alle....
-Przeczytałeś?
-To ona?
-Przecież się przyznała... Była wkurzona, że ja i Zayn nadal możemy być razem.
-Zostaw mi telefon, pojadę na policję.
-Jadę z tobą.
-I tak tobie nic nie powiedzą, a może to tobie rozwalić reputację. Wiesz o co chodzi.
-A chłopacy?
-Nic im nie mów. Na razie nie muszą wiedzieć. PO południe przyjadę do was, albo jutro z rana.
-Będziemy czekać.-wyszłam z gabinetu.
Weszłam z powrotem do windy i wcisnęłam guzik '11'. Dwa piętra wyżej drzwi otworzyły się i zauważyłam prawą rękę Simona. Z pierwszego studia wyszedł mój menager Steve. Mimo, że kilka minut temu miałam ochotę jechać i zabić Perrie za to co zrobiła, ale bardziej zaboli ją stracenie kariery i Zayna, gdy wszyscy się dowiedzą do czego jest zdolna. Ja mam teraz ochotę napisać coś, co totalnie ukaże moje uczucia.
-Siemka.-powiedziałam poprawiając grzywkę.
-Czekamy na ciebie.
-Sorki, zaspałam.
-Imprezka?-Steve popatrzył na mnie swoim wzrokiem tatusia. Mimo, że często mieliśmy różne zdania to i tak idealnie do siebie pasowaliśmy. On zawsze popierał moje decyzje u Simona.
Wchodząc do studia poczułam działającą klimatyzację. Złapałam jakąś czerwoną bluzę i nałożyłam na siebie.
-To moje.-powiedział Steve wyciągając moją gitarę z futerału.
-Ale mi jest zimno.
-Niech ci będzie.
-Hahha...-zaśmiałam się z Simona, który wszedł robiąc śmieszną minę.
-Siemka.-powiedział mój producent.-Co masz?
-Mogę zaśpiewać?
-Najpierw pokaż.-wziął mój zeszt, w którym znajdowały się wszystkie zapiski. Chwilę czytał. Prawa ręka Simona zrobiła zdjęcie mi i Stevowi. Wzięłam telefon mojego menagera i wstawiłam nasze zdjęcie na tt.
'Kolejny dzień roboty. Może osoba, która udaje przed światem w końcu poniesie konsekwencje. A tymczasem w studiu ze Stevem. xoxox' Oddałam mu jego i'Phona. Usiadł w kącie studia, a ja na fotelu. Kątem oka popatrzyłam na niego. Nie był brzydki, a nawet całkiem przystojny.
Na oko dałabym mu 28 albo 29 lat, co nie było dalekie od prawdy. Oczy... Te jego niebieskie tęczówki, zawsze przepełnione były radością. Wysoki, a przynajminiej wyższy ode mnie. Niezbyt przejmował się wyglądem, ale wyglądal całkiem nieźle. Ma dziurki, w uszach, ale żadko je nosi. PJednym słowem jest genialny. W sumie mogłabym z nim być.
Hey, hej..... STOP.! Ja mam chłopaka.
-Cher! Jesteś dzisiaj obecna.-SImon zwrócił się do mnie.
-Taaa.. Już tak.
-Super.
-Może zaczniemy od tej piosenki?-podał mi tekst.
-A później pokażę ci jaki mamy materiał.. chociaż, nie. STeve..-zwrócił się do blondyna.-pokażesz jej telkst do piosenki z Postnerem?
-Z tym Postnerem?
-Tak i jasne.-Steve popatrzył na mnie i na Simona.
-Ok, ja znikam.-powiedział i wyszedł.
Popatrzyłam na ścienny zegar.
-Koniec.
-No. To ja lecę.
-Cher gitara..-zawołał mnie Steve, ale ja już byłam w windzie. Pokiwałam do niego i wcisnęłam guzik.
Wsiadłam na dole do auta i szybko pojechałam do mieszkania. Po drodze zadzwonił do mnie Paul, że będzie dzisiaj u nas za pół godziny. Ledwo co wpadłam do mieszkania to z półpiętra usłyszałam muzykę i śmiechy. Weszłam do środka, a tam grupka ludzi, która miała ubwa po pachy.
-Cher...-zawołał Lou.
-Paul to będzie za jakieś piętnaście minut.
-Po co?
-Musi z nami pogadać. Coś ważnego. Bardzo...-podkreśliłam wzrokiem i mimiką twarzy, że to ważne.
-Niall, powiedz im, że zaraz będzie tu nasz menager i muszą się zmywać.
-Paul tu będzie.
-Tak, za chwilę.
Momentalnie wszystkie alkohole były pochowane, chłopacy ogarnięci, a goście już wyszli. Ledwo co usiadłam na kanapę-dzwonek do drzwi. Niall wstał i poszedł otworzyć. Zayn wyszedł z sypialni z zaspaną miną.
-Hey słońce, co się dzieje, że takie krzyki były?-podszedł i lekko musnął moje wargi. Usiadł obejmując mnie ramieniem.
-No, w komplecie. Cher, dzięki za cynk.-popatrzył na mnie i podał mi telefon.
-Nie ma za co. Tutaj chodziło o naszą przyjaciółkę.
-Paul?-Lou popatrzył na menagera.
-No więc dzisiaj Perrie napisała do Cher i dwuznacznie przyznała się do winy.
-CO?-oczy mulata rozszerzyły się dwukrotnie, a na twarzy nie byo żadnych oznak jakiegokolwiek snu.
-Perrie jest odpowiedzialna za podpalenie domu i napaść na Liama i Danielle. Lekraez wzięli ją na badania i w kartotece dowiedzieli się, że powinna brać tabletki psychotropowe. W skrócie chciała odegrać się na nas za całą sprawę z Zaynem.
-Ona jest chora psychicznie?-Niall jakoś ogarnął wszystko.
-Tak. Na razie jest w szpitalu psychiatrycznym pod nadzorem. Jej adwokat nie chce wnosić sprawy do sądu i pytał, czy nie chcielibyśmy podpisać umowy o zachowaniu milczenia w tym temacie, oczywiście Perrie nie będzie mogła do żadnego z was podejść, zostanie zamknięta z szpitalu psychiatrycznym, a jeżeli będzie mogła wyjść to nie może się do was zbliżać.- Chłopacy popatrzyli na każdego.
-Zayn, to chyba twoja decyzja.-Lou popatrzył na mulata. Ten przez chwilę sam walczył z myślami.
-Gdzie jest ta umowa?
-Tutaj.-Paul wyciągnął papier.-Rozmawiałem już z adwokatem i powedział, że nie trzeba wstawiać poprawek.-Zayn wziął długopis, podpisał się i wyszedł z salonu. Wzięłam długopis i również złożyłam na nim mój podpis,a po mnie zrobiła to reszta.Wstałam z kanapy i ruszyłam do naszej sypialni. Weszłam, ale mulat siedział na balkonie. Szybko napisałam do Liama.
'Perrie została ukarana za napaść. Jak się czujesz?'
Od razu odpisał.
'Wyjeżdżam do domu. Wrócę na trasę. Pozdrów wszystkich. xoxo '
Wyszłam na balkon zabierając ze sobą papierosa i zapalniczkę z komody, gdzie odłożyłam telefon. Odpaliłam fajkę i położyłam zapalniczkę na poręczy.
-Cholernie chciałbym wrócić do domu i żyć jak inni. Bez kłamstw, bez zdrad, bez żadnych plotek.
-Beze mnie.
-Nie... bez bolesnych wspomnień.
-Związanych ze mną.-zaciągnęłam się szlugom i poczułam jak świat w mojej głowie zatacza koło.
-Ty jesteś najlepszym co mnie spotkało. Czasem myślę...
-Hmm?-zaciął się.
-Że jesteś jedynym co mnie trzyma przy życiu.
______
Nooo...
Zgodnie z obietnicą dzisiaj kolejny rozdział.
Trochę krótki, ale postaram się pisać dłuższe.
3 komentarze = NN w piątek lub sobotę.
+Jakieś pytania?
Mój twitter: dreamer_oops
Natalie Malik.<3
poniedziałek, 4 marca 2013
Twenty Four.
-Widziałaś, jak zareagowała mama Alice, gdy ta zapytała ją o ojca?-zapytał mnie Zayn, gdy położył się na łóżku, a ja wybierałam ciuchy na jutrzejszy dzień. Dzwonił do mnie Simon, że mam przyjść do studia i pokazać im materiał jaki mam.
-Mi się wydaje, że ona po prostu przyjechała tu obadać sytuację pomiędzy nami i powiedzieć jej coś. To nie jest do nich podobne, żeby osobno gdzieś wyjeżdżali. Zawsze przyjeżdżali razem.
-Nie znam ich, ale to było dziwne.
-Nie snuj mi tu jakiś podstarzałych teorii spiskowych, tylko idź spać.
-Jeszcze Twitter.
-Mhm.-mruknęłam i poszłam do łazienki, żeby ściągnąć z głowy turban. Włosy delikatnie rozczesałam palcami i wróciłam do sypialni. Zayn jeszcze siedział przed laptopem.-Co tak szukasz?
-Niuni na jutro, bo moja mnie zostawia na całe popołudnie.
-To foch. A chciałam cię zabrać do klubu wieczorem. Jak nie, to nie.-wstałam, wzięłam papierosa z komody i wyszłam na mały balkonik.
Ciepłe powietrze od razu objęło mnie całą. Usiadłam na szerokiej betonowej poręczy i odpaliłam papierosa Siwy dym unosił się w okół mnie. Zaczęłam robić kółka. Z daleka widziałam Big Ben. Kto by powiedział, że będę miała takie życie. Że zamiast tańczyć zacznę śpiewać i nagrywać. Nigdy nie pragnęłam tego tak bardzo. A w ręcz na odwrót. Wolałam zostawać w cieniu i małej popularności. Ostatni raz zaciągnęłam się i wypuściłam dym zduszając papierosa o ścianę. Wrzuciłam go do popielniczki, która stała na podłodze. Zeskoczyłam z zimnego siedzenia i weszłam do środka.
-Zła?-popatrzył na mnie czekoladowymi oczyma.
-Na ciebie nie idzie się gniewać.-posłałam mu uśmiech.
-Dzwoniła do ciebie ciocia Ann. Odebrałem, kazała ci przekazać, że znalazła jakieś pudełko twoich rodziców.
-Co? Jakie pudełko?
-Nie wiem, ale chciała ci to dać, a poza tym pytała się, czy ją odwiedzimy.
-Co robisz w sobotę?
-Na razie nic.
-To, czyli jutro nie idziemy do klubu, tylko się pakujemy do cioci.
-A potem wezmę cię na wycieczkę.-usiadłam na łóżko, odkryłam kołdrę.-Więc powiedz Simonowi, że bierzesz kilka dni wolnego.
-Nasze wakacje?
-Takie mini. Wakacje będziemy mieli raczej zimą.
-Czemu akurat wtedy?
-Nie wiesz?-pokręciłam przecząco głową.-Wyobraź sobie, że pewnego listopadowego wieczoru tak po prostu Harry Styles przedstawił mi swoją kuzynkę i jej przyjaciółkę.
-Serio?-udałam zdziwienie. Wgramoliłam się koło niego na środek łóżka, oparłam plecy o obicie łóżka.
-Jeszcze lepiej.-machnął ręką.-Oby dwie zmieniły nasze życie, dzięki nim pozostaliśmy sobą. A z jedną planuję nasze życie.-popatrzył mi w oczy.
-Kocham cię i nie chcę cię stracić.-położyłam moją słoń na jego piersi.
-A ja ciebie.
-Straciłam w życiu zbyt wiele.-pociągnęłam nosem i poczułam jak łzy spływają mina samo wspomnienie o rodzicach i nim....
-Będzie dobrze...-przytulił mnie. Poczułam w sobie tą miłość, to uczucie, że mam kogoś więcej na świecie niż przyjaciół i ciotki. Wtuliłam się w niego.-Masz mnie.
Oboje usnęliśmy. Jakoś o czwartej nad ranem obudziły mnie wibracje telefonu. Wzięłam i'Phona i wyszłam na balkonik. Ponownie usiadłam na poręczy. Spojrzałam na ekran.
Ciocia Ann. Wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Hej mała.
-Co jest ciociu?
-Przepraszam, że tak w nocy, ale musimy poważnie porozmawiać.
-O co chodzi?
-Jak przyjedziecie to ci wszystko powiem.
-Będziemy w sobotę. Zostaniemy na noc.
-Świetnie. To do zobaczenia.-rozłączyła się.
Wróciłam do łóżka ze złudną nadzieją, że zasnę.
-Kotek, bo zaraz się spóźnisz do studia..-Zayn potrząsnął lekko mną. Otworzyłam oczy.
-Która godzina?
-Jedenasta.
-Już?
-No...
-Nie mogłam nad ranem zasnąć, ale później....
-Wiem, znam to. Niall mówi, że musi jechać do sklepu muzycznego i może cię podwieźć do Simona.
-Nie musi. Pojadę audi.
-No dobra. Zrobię ci śniadanie.-wyszedł z pokoju.
Niechętnie, ale wstałam z łóżka. Szybko przypomniała mi się wczorajsza rozmowa cioci. Nie wiem, co ona mogła jeszcze znaleźć. O jakie pudełko jej chodziło?
Odłożyłam to na bok i poszłam do łazienki. Odbyłam poranną toaletę i wyszłam do sypialni. Z szafy wyciągnęłam ubrania, które wybrałam wczoraj. Ściągnęłam koszulkę. Powoli założyłam wybrane ciuchy. Z kąta pokoju wzięłam wytarty jeansowy plecak w którym miałam moją 'pracę domową', czyli nuty i teksty.
Wyszłam na korytarz. Wywieszone było tam wielkie lustro. Przed nim zauważyłam Alice. No po prostu jakbyśmy się zmówiły. Stanęłam obok niej i obie wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem. Ja założyłam koszulkę Nirvana, wzorzyste leginsy, takie same czarne buty jak przyjaciółka i beżową czapkę. Młoda wybrała siwą bluzę Jack Daniels i niebieskie leginsy galaxy. Pamiętam jak kiedyś razem układałyśmy te zestawy.
-Kocham cię.-objęłam ją ramieniem i obie poszłyśmy do kuchni.
-Jakie sisters.-Lou zaśmiał się jak weszłyśmy do pomieszczenia.
-Wal się.-wzięłam nałożyłam trochę jajecznicy Zayna i usiadłam na wielkim fotelu, który stał w kącie. Butem włączyłam telewizor. Nogi zwisały z jednej strony siedzenia, a opierałam się o bok fotela.
Gdy zjadłam moją porcję wstałam i zostawiłam naczynie w zlewie.
-To ja was zostawiam i lecę do roboty.-zaśmiałam się. Podeszłam do szafy na korytarzu. Stała oparta o nią moja gitara w futerale. Momentalnie przed drzwiami pojawił mi się Malik.
-A pożegnanie?-wskazał palcem usta.
-Przecież nie mogłabym zapomnieć.-zaśmiałam się i pocałowałam go. Wyszłam mówiąc wszystkim głośne 'Siemka.'
Na schodach spotkałam Nialla.
-Jak tam?-spytał.
-Lecę do Simona.
-Aaaa. Jak wrócisz pokażę ci coś.
-Ok.-spojrzałam na jego ekwipunek alkoholu.
-Po co tyle tego?
-Dzisiaj przychodzi kilku znajomych, nie mówili ci?-popatrzył na mnie.
-Nie.
-Ahh, to już wiesz.
-Dzięki ci Boże.-zaśmiałam się.
-Taka mała imprezka. A co do..-rozejrzał się.-co do imprezy Alice to klub zamówiony i wiedzą jak mają przystroić salę. Gadałem ostatnio z kilkoma znajomymi i załatwimy jakąś muzykę.
-Dzięki. Jakby coś to pisz.
-Ok.-zbiegłam na dół. Przed kamienicą stało moje i Alice audi. Plecak i gitarę położyłam z tyłu i wsiadłam za kierownicę. Poczułam wibracje telefonu.
Od nieznany
Oddasz mi Zayna? Pez.
Wystukałam kilka wyrazów
Nadal nie dajesz za wygraną?
W końcu musi przejrzeć na oczy.
Już to zrobił.
Położyłam i'Phona na desce rozdzielczej auta i włączyłam silnik. Ruszyłam do studia.
Gdy byłam już na miejscu złapałam telefon i wyszłam z samochodu. Wiadomość.
Od nieznany
A jak się czuje Danielle i Liam, myślę, że nic im nie zrobiliśmy.
_____
Jak się podoba?
Wiem, że może się nie wysilam, ale postaram się teraz pisać lepiej i sprawniej.
3 komentarze= NN w środę.
Natalie Malik.<3
-Mi się wydaje, że ona po prostu przyjechała tu obadać sytuację pomiędzy nami i powiedzieć jej coś. To nie jest do nich podobne, żeby osobno gdzieś wyjeżdżali. Zawsze przyjeżdżali razem.
-Nie znam ich, ale to było dziwne.
-Nie snuj mi tu jakiś podstarzałych teorii spiskowych, tylko idź spać.
-Jeszcze Twitter.
-Mhm.-mruknęłam i poszłam do łazienki, żeby ściągnąć z głowy turban. Włosy delikatnie rozczesałam palcami i wróciłam do sypialni. Zayn jeszcze siedział przed laptopem.-Co tak szukasz?
-Niuni na jutro, bo moja mnie zostawia na całe popołudnie.
-To foch. A chciałam cię zabrać do klubu wieczorem. Jak nie, to nie.-wstałam, wzięłam papierosa z komody i wyszłam na mały balkonik.
Ciepłe powietrze od razu objęło mnie całą. Usiadłam na szerokiej betonowej poręczy i odpaliłam papierosa Siwy dym unosił się w okół mnie. Zaczęłam robić kółka. Z daleka widziałam Big Ben. Kto by powiedział, że będę miała takie życie. Że zamiast tańczyć zacznę śpiewać i nagrywać. Nigdy nie pragnęłam tego tak bardzo. A w ręcz na odwrót. Wolałam zostawać w cieniu i małej popularności. Ostatni raz zaciągnęłam się i wypuściłam dym zduszając papierosa o ścianę. Wrzuciłam go do popielniczki, która stała na podłodze. Zeskoczyłam z zimnego siedzenia i weszłam do środka.
-Zła?-popatrzył na mnie czekoladowymi oczyma.
-Na ciebie nie idzie się gniewać.-posłałam mu uśmiech.
-Dzwoniła do ciebie ciocia Ann. Odebrałem, kazała ci przekazać, że znalazła jakieś pudełko twoich rodziców.
-Co? Jakie pudełko?
-Nie wiem, ale chciała ci to dać, a poza tym pytała się, czy ją odwiedzimy.
-Co robisz w sobotę?
-Na razie nic.
-To, czyli jutro nie idziemy do klubu, tylko się pakujemy do cioci.
-A potem wezmę cię na wycieczkę.-usiadłam na łóżko, odkryłam kołdrę.-Więc powiedz Simonowi, że bierzesz kilka dni wolnego.
-Nasze wakacje?
-Takie mini. Wakacje będziemy mieli raczej zimą.
-Czemu akurat wtedy?
-Nie wiesz?-pokręciłam przecząco głową.-Wyobraź sobie, że pewnego listopadowego wieczoru tak po prostu Harry Styles przedstawił mi swoją kuzynkę i jej przyjaciółkę.
-Serio?-udałam zdziwienie. Wgramoliłam się koło niego na środek łóżka, oparłam plecy o obicie łóżka.
-Jeszcze lepiej.-machnął ręką.-Oby dwie zmieniły nasze życie, dzięki nim pozostaliśmy sobą. A z jedną planuję nasze życie.-popatrzył mi w oczy.
-Kocham cię i nie chcę cię stracić.-położyłam moją słoń na jego piersi.
-A ja ciebie.
-Straciłam w życiu zbyt wiele.-pociągnęłam nosem i poczułam jak łzy spływają mina samo wspomnienie o rodzicach i nim....
-Będzie dobrze...-przytulił mnie. Poczułam w sobie tą miłość, to uczucie, że mam kogoś więcej na świecie niż przyjaciół i ciotki. Wtuliłam się w niego.-Masz mnie.
Oboje usnęliśmy. Jakoś o czwartej nad ranem obudziły mnie wibracje telefonu. Wzięłam i'Phona i wyszłam na balkonik. Ponownie usiadłam na poręczy. Spojrzałam na ekran.
Ciocia Ann. Wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Hej mała.
-Co jest ciociu?
-Przepraszam, że tak w nocy, ale musimy poważnie porozmawiać.
-O co chodzi?
-Jak przyjedziecie to ci wszystko powiem.
-Będziemy w sobotę. Zostaniemy na noc.
-Świetnie. To do zobaczenia.-rozłączyła się.
Wróciłam do łóżka ze złudną nadzieją, że zasnę.
-Kotek, bo zaraz się spóźnisz do studia..-Zayn potrząsnął lekko mną. Otworzyłam oczy.
-Która godzina?
-Jedenasta.
-Już?
-No...
-Nie mogłam nad ranem zasnąć, ale później....
-Wiem, znam to. Niall mówi, że musi jechać do sklepu muzycznego i może cię podwieźć do Simona.
-Nie musi. Pojadę audi.
-No dobra. Zrobię ci śniadanie.-wyszedł z pokoju.
Niechętnie, ale wstałam z łóżka. Szybko przypomniała mi się wczorajsza rozmowa cioci. Nie wiem, co ona mogła jeszcze znaleźć. O jakie pudełko jej chodziło?
Odłożyłam to na bok i poszłam do łazienki. Odbyłam poranną toaletę i wyszłam do sypialni. Z szafy wyciągnęłam ubrania, które wybrałam wczoraj. Ściągnęłam koszulkę. Powoli założyłam wybrane ciuchy. Z kąta pokoju wzięłam wytarty jeansowy plecak w którym miałam moją 'pracę domową', czyli nuty i teksty.
Wyszłam na korytarz. Wywieszone było tam wielkie lustro. Przed nim zauważyłam Alice. No po prostu jakbyśmy się zmówiły. Stanęłam obok niej i obie wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem. Ja założyłam koszulkę Nirvana, wzorzyste leginsy, takie same czarne buty jak przyjaciółka i beżową czapkę. Młoda wybrała siwą bluzę Jack Daniels i niebieskie leginsy galaxy. Pamiętam jak kiedyś razem układałyśmy te zestawy.
-Kocham cię.-objęłam ją ramieniem i obie poszłyśmy do kuchni.
-Jakie sisters.-Lou zaśmiał się jak weszłyśmy do pomieszczenia.
-Wal się.-wzięłam nałożyłam trochę jajecznicy Zayna i usiadłam na wielkim fotelu, który stał w kącie. Butem włączyłam telewizor. Nogi zwisały z jednej strony siedzenia, a opierałam się o bok fotela.
Gdy zjadłam moją porcję wstałam i zostawiłam naczynie w zlewie.
-To ja was zostawiam i lecę do roboty.-zaśmiałam się. Podeszłam do szafy na korytarzu. Stała oparta o nią moja gitara w futerale. Momentalnie przed drzwiami pojawił mi się Malik.
-A pożegnanie?-wskazał palcem usta.
-Przecież nie mogłabym zapomnieć.-zaśmiałam się i pocałowałam go. Wyszłam mówiąc wszystkim głośne 'Siemka.'
Na schodach spotkałam Nialla.
-Jak tam?-spytał.
-Lecę do Simona.
-Aaaa. Jak wrócisz pokażę ci coś.
-Ok.-spojrzałam na jego ekwipunek alkoholu.
-Po co tyle tego?
-Dzisiaj przychodzi kilku znajomych, nie mówili ci?-popatrzył na mnie.
-Nie.
-Ahh, to już wiesz.
-Dzięki ci Boże.-zaśmiałam się.
-Taka mała imprezka. A co do..-rozejrzał się.-co do imprezy Alice to klub zamówiony i wiedzą jak mają przystroić salę. Gadałem ostatnio z kilkoma znajomymi i załatwimy jakąś muzykę.
-Dzięki. Jakby coś to pisz.
-Ok.-zbiegłam na dół. Przed kamienicą stało moje i Alice audi. Plecak i gitarę położyłam z tyłu i wsiadłam za kierownicę. Poczułam wibracje telefonu.
Od nieznany
Oddasz mi Zayna? Pez.
Wystukałam kilka wyrazów
Nadal nie dajesz za wygraną?
W końcu musi przejrzeć na oczy.
Już to zrobił.
Położyłam i'Phona na desce rozdzielczej auta i włączyłam silnik. Ruszyłam do studia.
Gdy byłam już na miejscu złapałam telefon i wyszłam z samochodu. Wiadomość.
Od nieznany
A jak się czuje Danielle i Liam, myślę, że nic im nie zrobiliśmy.
_____
Jak się podoba?
Wiem, że może się nie wysilam, ale postaram się teraz pisać lepiej i sprawniej.
3 komentarze= NN w środę.
Natalie Malik.<3
czwartek, 28 lutego 2013
Twenty Three.
*Perspektywa Alice*
-Harry oddaj pilota!
-Dalej, bo zaraz zacznie się wywiad.-pospieszał nas Blondyn. W końcu z pomocą Louisa złapaliśmy lokowatego i odebraliśmy mu pilota. Szybko podałam go blondynowi, a ten włączył radio w telewizji. Każdy usiadł jak dla niego wygodnie i wsłuchiwaliśmy się w wywiad i piosenkę naszej przyjaciółki.
-Jestem z niej dumny.-oznajmił Niall gdy zasiadaliśmy do śniadania po wywiadzie.
-Jak każdy z nas.
-Ale ja najbardziej.-dopowiedział Louisowi Hazza.-Jest moją kuzynką i wiadomo po kim ma geny.
-Taaa.-każdy przekomarzał się z nim.
-Jedzcie bo wystygną tosty.-usiadłam przy stole i od razu nałożyłam sobie na talerz trzy tosty i posmarowałam je keczupem.
-Chyba ich nie zjesz.-powiedział do mnie Nialler kilka minut później. Faktycznie przesadziłam. Kończę drugiego i jestem całkowicie pełna.
-Masz.-włożyłam mu na talerz mój tost.
-Dzięki mała.-wstałz nim i poszedł do siebie.
-Louis i Harry posprzątajcie ten bajzel a ja jadę na kolokfium.
-Długo to potrwa?
-Nie wiem, ale ze dwie godzinki na pewno.
-A później.-wstał i położył dłonie na moich biodrach. Lekko wcisnął je pod koszulkę, którą miałam na sobie.
-A później idę do Nando's na obiad z koleżankami i na zakupy z Cher i Zaynem.
-Mogę też?-popatrzył na mnie błagalnie.
-No dobra.-wyjrzałam za plecy bruneta i zauważyłam jak Harry patrzy na nas kątem oka.- A ty wiesz czym masz się zająć?
-Tak, pojadę z Niallem i załatwimy co trzeba.
-Ok. To ja się zbieram.
Poszłam do sypialni, pozbierałam książki z podłogi i wrzuciłam je do torby. Obróciłam się i poprawiłam koszulkę. Na sobie miałam bordo rurki, a w nie włożoną czarno-białą koszulę w kratę.
-Już przestań się tak pindrzyć. Dla mnie zawsze jesteś ładna.
-Fajny tekst. Wziąłeś go z twittera?-zaśmiałam się, a brunet wziął mnie na ręce i rzucił na łóżko. Zaraz po tym położył się na mnie i zaczęliśmy się całować.
-Lou... zaraz się... spóźnię się.
-Oj tam...
-Dla mnie ważne jest żeby zakończyć ten rok.
-A później?
-A później ćpanie, chlanie i dawanie dupy.-odpowiedziałam mu całkiem poważnie.
Zepchnęłam go z siebie i wstałam. Rozplątałam włosy i jeszcze raz zrobiłam sobie luźnego koka.
-Podwieziesz mnie?
-Czyli taki jest twój plan nażycie. A ja?
-Debilu, przecież żartowałam.
-No ja myślę. Pamiętaj, że nie zrezygnuję s ciebie tak łatwo.-ostatnie słowa wyszeptał mi do ucha i pocałował w usta.-Chodźmy.
Wyszliśmy z mieszkania i szybko wsiedliśmy do wozu, który stał na parkingu.
-Nowy zakup?
-Tak jakby...-zaśmiał się.-Chyba, że wolisz jeździć tym spalonym?
-Nie, nie. Ten jest idealny.
-No ja myślę.-ruszył z parkingu. Niecałe piętnaście minut później stanęliśmy na światłach.
-A tak właściwie, to wiadomo już coś w sprawie tego ataku i podpalenia?
-Paul ma dzisiaj do nasz wieczorem przyjść z jakimś śledczym.
-Ale Liama nie ma.
-Wiemy, ale on i tak teraz lepiej niech odpoczywa. Za dwa tygodnie trasa.
-Biedny...-zielone. Jechaliśmy przez ulice Londynu zastanawiając się naszych głowach kto mógłby być tak okrutny?
-Czyli przyjedziesz do centrum z Zaynem i Cher?
-Postaram się.
-DO zobaczenia.-pocałowałam go delikatnie, a on przyciągnął mnie do siebie trzy razy mocniej.
-Leć, bo się spóźnisz.
Szybko pobiegłam do środka, choć i tak lekko zmokłam. Niby czerwiec, ale pogoda masakra po prostu. Na zajęciach oddawano wyniki z testów całorocznych i zdobyłam aż dziewięćdziesiąt dwa procenty i byłam trzecia najlepsza w naszym roczniku. Cały czas przygotowywaliśmy się do zakończenia rocznika. Gdy wyszliśmy zauważyłam, że dzwonią do mnie rodzice.
-Hey mamo.
-Witaj córciu.
-Jak Nowy York?
-Właśnie jestem na lotnisku w Heathrow.
-Serio?
-Tak. Odebrałabyś mnie?
-Wiesz teraz skończyłam zajęcia i idę z koleżankami do centrum,a le powiem Cher, to cię odbierze. Dobrze?
-Jasne słońce. Niech do mnie zadzwoni.
-Ok.-rozłączyłam się i zadzwoniłam do przyjaciółki. Ta z wielką chęcią powiedziała, że podjedzie po nich i spotkamy się w Nando's.
-Idziesz?-spytała mnie jedna z koleżanek z zajęć.
-Nie mogę, rodzice przyjechali i pewnie chcą się ze mną zobaczyć. Innym razem.
-Ok, to do zobaczenia i jeszcze raz gratulacje.
-Dzięki.
Wyciągnęłam moje mp3 i włożyłam słuchawki do uszu. DO centrum miałam około kilometr drogi, ale postanowiłam się przejść, gdyż w końcu po deszczu wyszło słońce. Zatracona w muzyce szłam przez Londyn. Kilka fanek chłopaków poprosiło mnie o zdjęcia, więc się zgadzałam. To zadziwiające, że z tytułu zwykłej nastolatki stałam się kimś. Z resztą i tak ze względu na rodziców byłam rozpoznawalna, ale teraz jeszcze bardziej. Gdy zaszłam do naszego lokalu zajęłam największy stolik jaki był. Zamówiłam sobie colę i postanowiłam poczekać na resztę. Długo nie trwało jak się zjawili.
-Cześć mamo.-podeszłam do rodzicielki.
-Alice...-ten jej matczyny ton. W kącikach moich oczu zebrały się łzy.
Cher, Zayn i Lou usiedli. Przyjaciółka miała na sobie czarne rurki, białą koszulkę, na to skórzaną czarną kurtkę i beżowy kapelusz na głowie. Rękawy okrycia miała podciągnięte, dzięki czemu było widać wszystkie jej tatuaże. No nie powiem, ale ma ich dużo. Tak jak mi mówiła zaczęło się od małych w wieku siedemnastu lat a potem stopniowo coraz większe.
-Gdzie tata?-spojrzałam na nią.
-Musiał zostać, a ja postanowiłam cię odwiedzić i nie przegapić zakończenia roku.
-W zasadzie to zakończenia szkoły.
-Ale jak to?
-Po prostu kończę ten rok i koniec.
-A studia? Zawsze marzyłaś o tym.
-Tak, ale teraz mam wszystko co chcę. Jak będę potrzebowała pracy to po prostu ją znajdę.
-Jak chcesz, ale pamiętaj, że zawsze ci pomogę.
-Dzięki. Głodna?
-Jasne. Stęskniłam się za tutejszym jedzeniem.
-Poznałaś już moich przyjaciół?-wskazałam na grupkę.
-Cher i tego przystojniaka to znam z gazet i internetu, a tego też kojarzę.
-To Louis, mój chłopak.-powiedziałam lekko podnosząc kąciki ust.
-Ah to ty... Zupełnie cię nie poznałam. W internecie wyglądacie inaczej niż na żywo.
-Magia photo shopa.-zaśmiał się Zayn.
-Właśnie.
Usiedliśmy i w miłej atmosferze zjedliśmy obiad. Mimo to, że moja mama zachowywała się normalnie to i tak wiedziałam, że coś jest nie tak. Jej mina zmieniła się, gdy zapytałam o tatę.
Porozmawiam z nią jak będziemy miały trochę czasu.
-Gdzie się zatrzymasz?-Cher zwróciła się do mojej rodzicielki. Zawsze rozmawiała z nią jak z własną matką, a moja się nie sprzeciwiała, a wręcz lubiła to.
-Nie wiem słońce, ale chyba w jakimś hotelu.
-U nas jest dużo pokoi. Jeżeli nie przeszkadza pani bałagan to zapraszamy.
-Lepiej nie, bo straci o was dobrą opinię.-zaśmiała się Cher.
-Nie dziękuję. Jesteście młodzi, macie prawo się wyszaleć.
-Mamo...
-Na prawdę. Dobra, to ja idę zapłacić.-wstała od stołu i poszła do kelnerki uregulować rachunek. Po chwili wróciła.
-No to zbieramy się.-powiedział Lou.
-Podwieziecie mnie do Blakemore Hyde Park?
-Nie ma sprawy.
-Dzięki.-zebraliśmy się i poszliśmy do samochodu. Strasznie fajnie, że moja mama polubiła Louisa. Jest dla mnie ważny. I to bardzo. Ja chyba dla niego też. Stanęliśmy pod hotelem.
-Zapraszamy jutro na kolację.-powiedział Zayn.
-Chętnie. Zdzwonimy się kochanie?-popatrzyła na mnie.
-Jasne. Do jutra.-pokiwałam jej i zamknęłam drzwi auta.
-Na zakupy?
-Tak, muszę kupić sobie kilka ciuchów.
-Znowu?
-Tak.
-Masz ich tyle.
-Mam zrobić strajk i chodzić po ulicy na golasa?-Cher popatrzyła na swojego chłopaka, a ten zrezygnował z kłótni z brunetką.
-No dobrze.
-No. -odwróciła się do mnie i Louisa do tyłu.- Jak podobała się teściowa?
-Cher jesteś głupia i odwróć się.-popchnęłam ją w ramie.
-Dobra dobra... Tylko nie bij.-zaśmiała się.
W centrum rozdzieliliśmy się. Ja i Cher oraz Lou z Zaynem. Oni postanowili iść do sklepu płytowego i innych takich. My od razu weszłyśmy do sklepów z ubraniami. Szybko wybrałyśmy po kilka koszulek i trzy pary spodni. Ja wybrałam dwie torby i kilka dodatków. W sumie można powiedzieć, że normalne miesięczne zakupy. Cher zadzwoniła do Zayna, a ten powiedział, że są w salonie tatuażu na przeciwko centrum. Od razu tam pobiegłyśmy. Przed salonem stało kilka fanek, ale mulat bez problemu wpuścił nas do środka. Najpierw miałam jeden wielki dezorient, bo myślałam, że to on robi sobie kolejny tatuaż, a na fotelu siedział Louis.
-Co ty wyprawiasz?
-Tatuaż sobie zrobiłem.
-Że co?
-Twoje imię kotek.
-Louis...
-Zdecydowałem i już za późno.
-Gdzie?
-Na lewej piersi.
-Pokaż.-odsłonił kawałek piersi, tak żebym mogła zobaczyć tatuaż. Delikatnym i pochylonym pisemem miał wytatuowane 'Alice.xo'.
-Ja też chcę.
-Cher załatw mi...-popatrzyłam na nią.
-Na pewno? Wiesz, to już na całe życie.
-No i życie.
-Ok.-poszła do faceta i chwilę z nim pogadała, aż potem podeszli do mnie oboje.
-Alice, tak?-popatrzył na mnie.
-Mhm.
-Co chce i gdzie?
-Tak od dłoni do nadgrastka takie ptaki małe a pod dłonią, na nadgarstku napis Louis.
-Oo.. Widzę, że zakochana para.
-I to bardzo.-wtrącił się Lou.
Pięćdziesiąt minut bólu. Dokładnie tyle trwało całe tatuowanie. Ale wynik strasznie mi się spodobał. Tatuażysta nakleił mi opatrunek, po czym zapłaciłam za 'dziarę'.
Wpakowaliśmy się do auta. Ja usiadłam z tyłu na środku, a Lou za fotelem kierowcy. Wtuliłam się w niego,a głowę położyłam na jego piersi. Oboje patrzyliśmy an otaczające i oświetlone budynki Londynu. Niesamowite miasto. To na prawdę nieprawdopodobne, że Cher jest kuzynką tego Harrego i dziewczyną tego Zayna, a ja tego Louisa. Może to prawda, że sława nie przeszkadza w miłości i można ją pogodzić. Może mimo popularności można pozostać normalnym człowiekiem i radzić sobie z tym wszystkim? Nie wiem, być może. Ale ja wiem jedno.
-Kocham cię Louis.-szepnęłam do niego. On tylko pochylił się i mnie pocałował.
-Nie umiałbym żyć bez ciebie.-popatrzyłam w jego oczy. Wyrażały tyle emocji. Tyle smutku, ale zarazem miłości. Do mnie. Przymknął oczy, a potem je otworzył a by wypłynęła z nich łza.
_______
Nie wiem, czy podobają się wam moje rozdziały.
Ostatnio byłam strasznie i maksymalnie miło zaskoczona,
gdy pod rozdziałem znalazło się 7 komentarzy, potem 4.
Może czas podnieść poprzeczkę?
Chyba sobie poradzicie...
No więc zmieniam zasady.
5 komentarzy= NN szybciej.
+Mam pytania:
1.Nie nudzi was ten spokój u Louisa i Alice?
2.Cher powinna być z Zaynem na zawsze?
3. Czy Zayn powinien zrezygnować z kariery dla Cher?
Jakie są wasze opinie na ten temat?
Natalie Malik.<3
-Harry oddaj pilota!
-Dalej, bo zaraz zacznie się wywiad.-pospieszał nas Blondyn. W końcu z pomocą Louisa złapaliśmy lokowatego i odebraliśmy mu pilota. Szybko podałam go blondynowi, a ten włączył radio w telewizji. Każdy usiadł jak dla niego wygodnie i wsłuchiwaliśmy się w wywiad i piosenkę naszej przyjaciółki.
-Jestem z niej dumny.-oznajmił Niall gdy zasiadaliśmy do śniadania po wywiadzie.
-Jak każdy z nas.
-Ale ja najbardziej.-dopowiedział Louisowi Hazza.-Jest moją kuzynką i wiadomo po kim ma geny.
-Taaa.-każdy przekomarzał się z nim.
-Jedzcie bo wystygną tosty.-usiadłam przy stole i od razu nałożyłam sobie na talerz trzy tosty i posmarowałam je keczupem.
-Chyba ich nie zjesz.-powiedział do mnie Nialler kilka minut później. Faktycznie przesadziłam. Kończę drugiego i jestem całkowicie pełna.
-Masz.-włożyłam mu na talerz mój tost.
-Dzięki mała.-wstałz nim i poszedł do siebie.
-Louis i Harry posprzątajcie ten bajzel a ja jadę na kolokfium.
-Długo to potrwa?
-Nie wiem, ale ze dwie godzinki na pewno.
-A później.-wstał i położył dłonie na moich biodrach. Lekko wcisnął je pod koszulkę, którą miałam na sobie.
-A później idę do Nando's na obiad z koleżankami i na zakupy z Cher i Zaynem.
-Mogę też?-popatrzył na mnie błagalnie.
-No dobra.-wyjrzałam za plecy bruneta i zauważyłam jak Harry patrzy na nas kątem oka.- A ty wiesz czym masz się zająć?
-Tak, pojadę z Niallem i załatwimy co trzeba.
-Ok. To ja się zbieram.
Poszłam do sypialni, pozbierałam książki z podłogi i wrzuciłam je do torby. Obróciłam się i poprawiłam koszulkę. Na sobie miałam bordo rurki, a w nie włożoną czarno-białą koszulę w kratę.
-Już przestań się tak pindrzyć. Dla mnie zawsze jesteś ładna.
-Fajny tekst. Wziąłeś go z twittera?-zaśmiałam się, a brunet wziął mnie na ręce i rzucił na łóżko. Zaraz po tym położył się na mnie i zaczęliśmy się całować.
-Lou... zaraz się... spóźnię się.
-Oj tam...
-Dla mnie ważne jest żeby zakończyć ten rok.
-A później?
-A później ćpanie, chlanie i dawanie dupy.-odpowiedziałam mu całkiem poważnie.
Zepchnęłam go z siebie i wstałam. Rozplątałam włosy i jeszcze raz zrobiłam sobie luźnego koka.
-Podwieziesz mnie?
-Czyli taki jest twój plan nażycie. A ja?
-Debilu, przecież żartowałam.
-No ja myślę. Pamiętaj, że nie zrezygnuję s ciebie tak łatwo.-ostatnie słowa wyszeptał mi do ucha i pocałował w usta.-Chodźmy.
Wyszliśmy z mieszkania i szybko wsiedliśmy do wozu, który stał na parkingu.
-Nowy zakup?
-Tak jakby...-zaśmiał się.-Chyba, że wolisz jeździć tym spalonym?
-Nie, nie. Ten jest idealny.
-No ja myślę.-ruszył z parkingu. Niecałe piętnaście minut później stanęliśmy na światłach.
-A tak właściwie, to wiadomo już coś w sprawie tego ataku i podpalenia?
-Paul ma dzisiaj do nasz wieczorem przyjść z jakimś śledczym.
-Ale Liama nie ma.
-Wiemy, ale on i tak teraz lepiej niech odpoczywa. Za dwa tygodnie trasa.
-Biedny...-zielone. Jechaliśmy przez ulice Londynu zastanawiając się naszych głowach kto mógłby być tak okrutny?
-Czyli przyjedziesz do centrum z Zaynem i Cher?
-Postaram się.
-DO zobaczenia.-pocałowałam go delikatnie, a on przyciągnął mnie do siebie trzy razy mocniej.
-Leć, bo się spóźnisz.
Szybko pobiegłam do środka, choć i tak lekko zmokłam. Niby czerwiec, ale pogoda masakra po prostu. Na zajęciach oddawano wyniki z testów całorocznych i zdobyłam aż dziewięćdziesiąt dwa procenty i byłam trzecia najlepsza w naszym roczniku. Cały czas przygotowywaliśmy się do zakończenia rocznika. Gdy wyszliśmy zauważyłam, że dzwonią do mnie rodzice.
-Hey mamo.
-Witaj córciu.
-Jak Nowy York?
-Właśnie jestem na lotnisku w Heathrow.
-Serio?
-Wiesz teraz skończyłam zajęcia i idę z koleżankami do centrum,a le powiem Cher, to cię odbierze. Dobrze?
-Jasne słońce. Niech do mnie zadzwoni.
-Ok.-rozłączyłam się i zadzwoniłam do przyjaciółki. Ta z wielką chęcią powiedziała, że podjedzie po nich i spotkamy się w Nando's.
-Idziesz?-spytała mnie jedna z koleżanek z zajęć.
-Nie mogę, rodzice przyjechali i pewnie chcą się ze mną zobaczyć. Innym razem.
-Ok, to do zobaczenia i jeszcze raz gratulacje.
-Dzięki.
Wyciągnęłam moje mp3 i włożyłam słuchawki do uszu. DO centrum miałam około kilometr drogi, ale postanowiłam się przejść, gdyż w końcu po deszczu wyszło słońce. Zatracona w muzyce szłam przez Londyn. Kilka fanek chłopaków poprosiło mnie o zdjęcia, więc się zgadzałam. To zadziwiające, że z tytułu zwykłej nastolatki stałam się kimś. Z resztą i tak ze względu na rodziców byłam rozpoznawalna, ale teraz jeszcze bardziej. Gdy zaszłam do naszego lokalu zajęłam największy stolik jaki był. Zamówiłam sobie colę i postanowiłam poczekać na resztę. Długo nie trwało jak się zjawili.
-Cześć mamo.-podeszłam do rodzicielki.
-Alice...-ten jej matczyny ton. W kącikach moich oczu zebrały się łzy.
Cher, Zayn i Lou usiedli. Przyjaciółka miała na sobie czarne rurki, białą koszulkę, na to skórzaną czarną kurtkę i beżowy kapelusz na głowie. Rękawy okrycia miała podciągnięte, dzięki czemu było widać wszystkie jej tatuaże. No nie powiem, ale ma ich dużo. Tak jak mi mówiła zaczęło się od małych w wieku siedemnastu lat a potem stopniowo coraz większe.
-Gdzie tata?-spojrzałam na nią.
-Musiał zostać, a ja postanowiłam cię odwiedzić i nie przegapić zakończenia roku.
-W zasadzie to zakończenia szkoły.
-Ale jak to?
-Po prostu kończę ten rok i koniec.
-A studia? Zawsze marzyłaś o tym.
-Tak, ale teraz mam wszystko co chcę. Jak będę potrzebowała pracy to po prostu ją znajdę.
-Jak chcesz, ale pamiętaj, że zawsze ci pomogę.
-Dzięki. Głodna?
-Jasne. Stęskniłam się za tutejszym jedzeniem.
-Poznałaś już moich przyjaciół?-wskazałam na grupkę.
-Cher i tego przystojniaka to znam z gazet i internetu, a tego też kojarzę.
-To Louis, mój chłopak.-powiedziałam lekko podnosząc kąciki ust.
-Ah to ty... Zupełnie cię nie poznałam. W internecie wyglądacie inaczej niż na żywo.
-Magia photo shopa.-zaśmiał się Zayn.
-Właśnie.
Usiedliśmy i w miłej atmosferze zjedliśmy obiad. Mimo to, że moja mama zachowywała się normalnie to i tak wiedziałam, że coś jest nie tak. Jej mina zmieniła się, gdy zapytałam o tatę.
Porozmawiam z nią jak będziemy miały trochę czasu.
-Gdzie się zatrzymasz?-Cher zwróciła się do mojej rodzicielki. Zawsze rozmawiała z nią jak z własną matką, a moja się nie sprzeciwiała, a wręcz lubiła to.
-Nie wiem słońce, ale chyba w jakimś hotelu.
-U nas jest dużo pokoi. Jeżeli nie przeszkadza pani bałagan to zapraszamy.
-Lepiej nie, bo straci o was dobrą opinię.-zaśmiała się Cher.
-Nie dziękuję. Jesteście młodzi, macie prawo się wyszaleć.
-Mamo...
-Na prawdę. Dobra, to ja idę zapłacić.-wstała od stołu i poszła do kelnerki uregulować rachunek. Po chwili wróciła.
-No to zbieramy się.-powiedział Lou.
-Podwieziecie mnie do Blakemore Hyde Park?
-Nie ma sprawy.
-Dzięki.-zebraliśmy się i poszliśmy do samochodu. Strasznie fajnie, że moja mama polubiła Louisa. Jest dla mnie ważny. I to bardzo. Ja chyba dla niego też. Stanęliśmy pod hotelem.
-Zapraszamy jutro na kolację.-powiedział Zayn.
-Chętnie. Zdzwonimy się kochanie?-popatrzyła na mnie.
-Jasne. Do jutra.-pokiwałam jej i zamknęłam drzwi auta.
-Na zakupy?
-Tak, muszę kupić sobie kilka ciuchów.
-Znowu?
-Tak.
-Masz ich tyle.
-Mam zrobić strajk i chodzić po ulicy na golasa?-Cher popatrzyła na swojego chłopaka, a ten zrezygnował z kłótni z brunetką.
-No dobrze.
-No. -odwróciła się do mnie i Louisa do tyłu.- Jak podobała się teściowa?
-Cher jesteś głupia i odwróć się.-popchnęłam ją w ramie.
-Dobra dobra... Tylko nie bij.-zaśmiała się.
W centrum rozdzieliliśmy się. Ja i Cher oraz Lou z Zaynem. Oni postanowili iść do sklepu płytowego i innych takich. My od razu weszłyśmy do sklepów z ubraniami. Szybko wybrałyśmy po kilka koszulek i trzy pary spodni. Ja wybrałam dwie torby i kilka dodatków. W sumie można powiedzieć, że normalne miesięczne zakupy. Cher zadzwoniła do Zayna, a ten powiedział, że są w salonie tatuażu na przeciwko centrum. Od razu tam pobiegłyśmy. Przed salonem stało kilka fanek, ale mulat bez problemu wpuścił nas do środka. Najpierw miałam jeden wielki dezorient, bo myślałam, że to on robi sobie kolejny tatuaż, a na fotelu siedział Louis.
-Co ty wyprawiasz?
-Tatuaż sobie zrobiłem.
-Że co?
-Twoje imię kotek.
-Louis...
-Zdecydowałem i już za późno.
-Gdzie?
-Na lewej piersi.
-Pokaż.-odsłonił kawałek piersi, tak żebym mogła zobaczyć tatuaż. Delikatnym i pochylonym pisemem miał wytatuowane 'Alice.xo'.
-Ja też chcę.
-Cher załatw mi...-popatrzyłam na nią.
-Na pewno? Wiesz, to już na całe życie.
-No i życie.
-Ok.-poszła do faceta i chwilę z nim pogadała, aż potem podeszli do mnie oboje.
-Alice, tak?-popatrzył na mnie.
-Mhm.
-Co chce i gdzie?
-Tak od dłoni do nadgrastka takie ptaki małe a pod dłonią, na nadgarstku napis Louis.
-Oo.. Widzę, że zakochana para.
-I to bardzo.-wtrącił się Lou.
Pięćdziesiąt minut bólu. Dokładnie tyle trwało całe tatuowanie. Ale wynik strasznie mi się spodobał. Tatuażysta nakleił mi opatrunek, po czym zapłaciłam za 'dziarę'.
Wpakowaliśmy się do auta. Ja usiadłam z tyłu na środku, a Lou za fotelem kierowcy. Wtuliłam się w niego,a głowę położyłam na jego piersi. Oboje patrzyliśmy an otaczające i oświetlone budynki Londynu. Niesamowite miasto. To na prawdę nieprawdopodobne, że Cher jest kuzynką tego Harrego i dziewczyną tego Zayna, a ja tego Louisa. Może to prawda, że sława nie przeszkadza w miłości i można ją pogodzić. Może mimo popularności można pozostać normalnym człowiekiem i radzić sobie z tym wszystkim? Nie wiem, być może. Ale ja wiem jedno.
-Kocham cię Louis.-szepnęłam do niego. On tylko pochylił się i mnie pocałował.
-Nie umiałbym żyć bez ciebie.-popatrzyłam w jego oczy. Wyrażały tyle emocji. Tyle smutku, ale zarazem miłości. Do mnie. Przymknął oczy, a potem je otworzył a by wypłynęła z nich łza.
_______
Nie wiem, czy podobają się wam moje rozdziały.
Ostatnio byłam strasznie i maksymalnie miło zaskoczona,
gdy pod rozdziałem znalazło się 7 komentarzy, potem 4.
Może czas podnieść poprzeczkę?
Chyba sobie poradzicie...
No więc zmieniam zasady.
5 komentarzy= NN szybciej.
+Mam pytania:
1.Nie nudzi was ten spokój u Louisa i Alice?
2.Cher powinna być z Zaynem na zawsze?
3. Czy Zayn powinien zrezygnować z kariery dla Cher?
Jakie są wasze opinie na ten temat?
Natalie Malik.<3
środa, 27 lutego 2013
Twenty Two.
*Perspektywa Cher*
-Już... Liam, zobaczysz wszystko jakoś się ułoży...-przytułam go , on lekko położył głowę na moim ramieniu jakby bał się, że może mnie zranić.-Jesteśmy przy tobie. Ja jestem.
-Dzwonił do mnie Paul. Na razie załatwił nam jakieś wielkie mieszkanie w kamienicy ale pracuje nad mieszkaniami w jakimś apartamentowcu.
-Fajnie.-dopowiedział Harold. Ja i Alice już wcześniej uzgodniłyśmy, że wrócimy do naszego mieszkania. Oni wyjeżdżają w trasę, a my? Nie zamierzam siedzieć całe dnie sama w czterech kątach. Liam wstał i poszedł do rodziny Dan która właśnie przyjechała.
-Mamy jechać do naszego spalonego domu po rzeczy, które ocalały.-powiedział blondyn, który przed chwilą poinformował nas wszystkich o nowym lokum chłopaków.
-To jedziemy po rzeczy i do nowego domu.-Zayn objął mnie i pocałował w polik.-Prawda skarbie?
-Yyyy.. Właśnie nie za bardzo.-cztery pary oczu spojrzały na mnie miną 'Że co?'.
-Co ty gadasz?-Harold popatrzył na mnie.
-Mówię prawdę. Wy niedługo wyjeżdżacie w trasę, ja muszę znaleźć pracę i zacząć jakoś żyć. Mam mieszkanie, ale nie może cały czas stać puste.
-Nie chcesz z nami mieszkać?
-Nie Niall, ja po prostu... Chcę zamieszkać sama, bo muszę sobie jakoś ułożyć życie bez was. Zaraz jedziecie w jedną trasę, potem w drugą.
-Nie wygramy?-mulat popatrzył w moje oczy.
-Nie. Już postanowiłam. Jesteśmy młodzi. Nie chcę od razu wspólnego mieszkania, potem małżeństwa i dziecka. Żyjmy tak jak nasi rówieśnicy.-pociągnęłam go za koszulkę i przyssałam się do jego ust. Jak zwykle nie obyło się bez cichego "uuuu".
-Ale wakacje aktualne?-popatrzył na mnie, odpowiedziałam tylko kiwnięciem głowy.
-Co powiedzie na wynajęcie domków na naszej plaży?-Lou popatrzył na każdego z zespołu.
Każdy z nich pokiwał głową.
-To ustalone. Wyjeżdżamy po jutrze.
-Ok.-rozeszliśmy się do taksówek, co było jak mission impossible, bo przed szpitalem stało już pełno fanek.
-Liam jedzie do domu i wróci jak się ogarnie.-powiedziałam do Zayna w drodze, gdy odczytałam sms od Liama.
"Hey, nie chcę na razie z nikim rozmawiać ani przebywać. Mogę zatrzymać się u ciebie w mieszkaniu? Liam."
Szybko odpisałam:"Ok. Klucz zapasowy jest pod wycieraczką. Powiedziałam reszcie, że jedziesz do mamy."
Długo nie musiałam czekać aż odpowie.
"Dzięki, jesteś kochana.xoxoxo"
-Louis oddaj to!-głos Al a a zaraz po tym Lou wbiega do salonu, a przyjaciółka biegnie za nim.
Mieszkanie chłopaków, gdzie postanowiłyśmy przenocować do wyjazdu jest ogromne. Wchodzi się przez wielkie drzwi następnie jest duży salon z czterema kanapami, wielką plazmą, konsolą PS Movie oraz pięć drzwi do sypialni. Zaraz obok korytarza jest kuchnia z jadalnią. Duża wysepka, meble w kolorze jasnego beżu, wielki drewniany stół na dziesięć osób.
-Nie żartuję. Oddaj bo inaczej z nami koniec i możesz sobie jechać na wakacje sam.-Niall i Styles z ciekawością oglądali scenę pomiędzy naszymi gołąbeczkami.
-No dobrze.
-Wydoroślej.-Alice zabrała biustonosz i poszła do pokoju się pakować.
-Już to zrobiłem.-Lou wziął ją na ręce i pobiegli do pokoju.
-A wy sami zamierzacie jechać?-popatrzyłam na nich wychodząc z kuchni z kakaem.
-Tak. Od dzisiaj jesteśmy parą.-Horan się zaśmiał.
-Jesteś obrzydliwy.-Hazza przesiadł się na fotel, a Niall położył się na kanapie. Usiadłam Haroldowi na kolanach i wzięłam łyka czekoladowego napoju.
-Zmieniło się dużo od naszych imprez sylwestrowych?
-Niewiele. Okolica w zasadzie cały czas spokojna.
-Jak nas tam nie ma.-przybiliśmy piąteczkę.
-Czy ja jeszcze czegoś o was nie wiem?
-Tak, byliśmy grzecznym kuzynostwem.
-Bardzooo.-przyznał mi rację Harry.
-Nie mogę już z wami. Idę do siebie.-blondyn wstał i wyszedł z pokoju.
Położyłam się na kanapę, a Harry skakał po kanałach.
-To ty.-pokazał palcem na ekran telewizora, gdzie w wiadomościach było moje zdjęcie.
-Podgłoś.-krzyknęłam i szybko usiadłam.
-"Cher Lloyd rozbiła związek Perrie Edwards i Zayna Malika z One Direction. Ale czy wiedzą oni wszystko o swojej przyjaciółce? Nasze źródła podają, że Cher była uzależniona od narkotyków, handlowała nimi. Czy One Direction może brać narkotyki? A może zmusiła ich do tego Cher? O dalszym ciągu sprawy powiemy wam jak zawsze najwcześniej."
Nie, nie wytrzymam tego.! Wstałam i szybko odwróciłam się chcąc iść do sypialni, wypłakać się w poduszkę i ułożyć jakiś plan.
-Skarbie...-Zayn szybko mnie objął, a ja nie zważając na to czy reszta jest w pokoju zaczęłam płakać i tulić się w niego.
-Ja.. ja już... już nie wytrzymam.
-Będzie dobrze, zobaczysz.
-Nie, nie będzie. Nie chcę ci tego robić, ale....
-Ułoży się.-odepchnęłam go od siebie.
-Nie. Nie mów tak, bo... bo nie będzie dobrze. Ja muszę was zostawić... Nie umiem tak żyć. To mnie boli.-przecisnęłam się przez przyjaciół i zamknęłam się w pokoju blondyna, gdyż do niego miałam najbliżej.
Rozłożona walizka leżała na łóżku. Wzięłam gitarę, która stała przy komodzie. Usiadłam w kącie i gdy moje emocje opadły zaczęłam sobie brzdąkać jakąś melodię. Po chwili z łazienki w pokoju wyszedł Horan.
-Co jest mała?-podszedł do mnie i wytarł policzki od łez. Na twarzy poczułam dotyk jego ręki i przeszedł mnie dreszcz.
-Nic, mogę tutaj posiedzieć?
-Jasne. Co grasz?
-Nie wiem, ale chyba ułożyłam jakąś melodię.
-Zagraj.-założył koszulkę i usiadł obok mnie. Po chwili wziął drugą gitarę i zaczął mi pomagać.
-Zagraj mi coś.-popatrzył na mnie, a ja lekko pokiwałam głową.
-Ale to nie jest jeszcze dokończone..-powiedziałam .
-Graj.- aczęłam grać piosenkę, która ułożyłam jakiś czas temu.
'Phone rings / Telefon dzwoni
Don't wanna pick it up / Nie chcę go odebrać
I'm so scared / Jestem przerażona
I'm gonna say too much / Zamierzam powiedzieć za dużo
I tip toe around your questions / Chodzę na paluszkach wokół twoich pytań
Why you gotta dig so deep? / Czemu musiałeś kopać tak głęboko?
Tears fall / Łzy płyną
And the glasses break / A szklanki się tłuką
Inside these walls / Pośród tych ścian
The floor boards shake / Deski podłogowe się trzęsą
From outside / Z zewnątrz
It's alright / Jest wporządku
Long as you looking from fifty feet / Tak długo jak patrzysz z odległości pięćdziesięciu stóp '
-Powinnaś ją dokończyć i zaśpiewać... Gadałaś z Simonem?
-Nie, odkąd wyjechałam.
-Mówił, że chciałby z tobą pracować.
-Pojedziesz tam ze mną?
-Kiedy?
-Teraz.
-Dobrze. Idź się ubierz.-wskazał głową drzwi aja powoli wstałam i poszłam się ubrać.
*Perspektywa Zayna*
-Naszymi dzisiejszymi gwiazdami w radio jest Simon Cowell i młoda piosenkarka Cher LLoyd. Witajcie.
-Hej.-odpowiedzieli równo.
W mieszkaniu jak makiem zasiał. Wyjazd na wakacje odwołaliśmy. Cher siedziała w studiu trzy dni aż w końcu skończyła nagrywać swoją pierwszą piosenkę. Podpisała kontrakt i jedzie w trasę po Wielkiej Brytani.
Popatrzyłem na nią przed mikrofonem obok Simona. Nie wiem jak mógłbym ją teraz stracić...
-Pierwsze pytanie jest proste. Jesteś przyjaciółką chłopaków z One Direction. Nauczyłaś się żyć z tą całą sławą?
-Bylo trudno, ale gdy jest na prawdę źle zawsze śpiewam sobie piosenkę, lub ją układam, no i mam szczęście że mam niesamowitych przyjaciół.
-I chłopaka.
-Jego mam na pierwszym miejscu.
-Kiedy zaczęliście współpracować Simon?
-Jakieś siedem miesięcy temu na jednej z imprez chłopaków Cher zaśpiewała kilka piosenek. Nie było mnie tam, ale mój współpracownik był i ją nagrał. Mnie po protu zatkało, gdy słuchałem jej głosu. Czekałem cały czas, ale dopiero w zeszłym tygodniu podpisaliśmy kontrakt i nagraliśmy pierwszą piosenkę.
-Ciężko było?
-Bardzo.
-Jaki ma ona tytuł?
-'Love Me For Me'
-I dzisiaj weszła do sprzedaży na iTunes?
-Tak.
-Jeszcze jedno pytanie przed twoim występem.
-Hmm..
-Ten tekst jest bardzo... dołujący? smutny? melancholijny? Czemu? Masz przyjaciół, chłopaka i jesteś szczęśliwa, więc skąd się wziął taki tekst?
-Widzisz, kiedy po prostu byłam zwykłą nastolatką, ciężko było się dostosować. Marzyłam, żeby być sławną. Ale gdy zauważyłam całą tą nienawiść na twitterze i w telewizji, w gazetach czy radiu zapragnęłam starego życia.
-Więc czemu nie wróciłaś do niego?
-Bo kiedy kogoś się kocha nie chce się go zostawić nawet za największy skarb. A u mnie tym skarbem jest normalność.
-Dobrze, dzięki wam za tą krótką rozmowę, a teraz zapraszam do posłuchania nowego hitu ze studia Simona. Przed państwem Cher Lloyd i "Love Me For Me".
___________________
Nie wiem dokładnie jak napisać ten rozdział, ale wyszedł tak bardzooo...
uczuciowy?
Jeżeli się nie połapaliście to chodziło mi o to,
że Cher marzy aby znów być normalną dziewczyną,
ale nie chce rezygnować z miłości, dlatego godzi się na hejty, itp.
Podoba się?
Szczere opinie proszę.
3 komentarze = NN już niedługo.
+ wiem, że szybko, ale chyba muszę zakończyć tą historię.
Natalie Malik.<3
-Już... Liam, zobaczysz wszystko jakoś się ułoży...-przytułam go , on lekko położył głowę na moim ramieniu jakby bał się, że może mnie zranić.-Jesteśmy przy tobie. Ja jestem.
-Dzwonił do mnie Paul. Na razie załatwił nam jakieś wielkie mieszkanie w kamienicy ale pracuje nad mieszkaniami w jakimś apartamentowcu.
-Fajnie.-dopowiedział Harold. Ja i Alice już wcześniej uzgodniłyśmy, że wrócimy do naszego mieszkania. Oni wyjeżdżają w trasę, a my? Nie zamierzam siedzieć całe dnie sama w czterech kątach. Liam wstał i poszedł do rodziny Dan która właśnie przyjechała.
-Mamy jechać do naszego spalonego domu po rzeczy, które ocalały.-powiedział blondyn, który przed chwilą poinformował nas wszystkich o nowym lokum chłopaków.
-To jedziemy po rzeczy i do nowego domu.-Zayn objął mnie i pocałował w polik.-Prawda skarbie?
-Yyyy.. Właśnie nie za bardzo.-cztery pary oczu spojrzały na mnie miną 'Że co?'.
-Co ty gadasz?-Harold popatrzył na mnie.
-Mówię prawdę. Wy niedługo wyjeżdżacie w trasę, ja muszę znaleźć pracę i zacząć jakoś żyć. Mam mieszkanie, ale nie może cały czas stać puste.
-Nie chcesz z nami mieszkać?
-Nie Niall, ja po prostu... Chcę zamieszkać sama, bo muszę sobie jakoś ułożyć życie bez was. Zaraz jedziecie w jedną trasę, potem w drugą.
-Nie wygramy?-mulat popatrzył w moje oczy.
-Nie. Już postanowiłam. Jesteśmy młodzi. Nie chcę od razu wspólnego mieszkania, potem małżeństwa i dziecka. Żyjmy tak jak nasi rówieśnicy.-pociągnęłam go za koszulkę i przyssałam się do jego ust. Jak zwykle nie obyło się bez cichego "uuuu".
-Ale wakacje aktualne?-popatrzył na mnie, odpowiedziałam tylko kiwnięciem głowy.
-Co powiedzie na wynajęcie domków na naszej plaży?-Lou popatrzył na każdego z zespołu.
Każdy z nich pokiwał głową.
-To ustalone. Wyjeżdżamy po jutrze.
-Ok.-rozeszliśmy się do taksówek, co było jak mission impossible, bo przed szpitalem stało już pełno fanek.
-Liam jedzie do domu i wróci jak się ogarnie.-powiedziałam do Zayna w drodze, gdy odczytałam sms od Liama.
"Hey, nie chcę na razie z nikim rozmawiać ani przebywać. Mogę zatrzymać się u ciebie w mieszkaniu? Liam."
Szybko odpisałam:"Ok. Klucz zapasowy jest pod wycieraczką. Powiedziałam reszcie, że jedziesz do mamy."
Długo nie musiałam czekać aż odpowie.
"Dzięki, jesteś kochana.xoxoxo"
-Louis oddaj to!-głos Al a a zaraz po tym Lou wbiega do salonu, a przyjaciółka biegnie za nim.
Mieszkanie chłopaków, gdzie postanowiłyśmy przenocować do wyjazdu jest ogromne. Wchodzi się przez wielkie drzwi następnie jest duży salon z czterema kanapami, wielką plazmą, konsolą PS Movie oraz pięć drzwi do sypialni. Zaraz obok korytarza jest kuchnia z jadalnią. Duża wysepka, meble w kolorze jasnego beżu, wielki drewniany stół na dziesięć osób.
-Nie żartuję. Oddaj bo inaczej z nami koniec i możesz sobie jechać na wakacje sam.-Niall i Styles z ciekawością oglądali scenę pomiędzy naszymi gołąbeczkami.
-No dobrze.
-Wydoroślej.-Alice zabrała biustonosz i poszła do pokoju się pakować.
-Już to zrobiłem.-Lou wziął ją na ręce i pobiegli do pokoju.
-A wy sami zamierzacie jechać?-popatrzyłam na nich wychodząc z kuchni z kakaem.
-Tak. Od dzisiaj jesteśmy parą.-Horan się zaśmiał.
-Jesteś obrzydliwy.-Hazza przesiadł się na fotel, a Niall położył się na kanapie. Usiadłam Haroldowi na kolanach i wzięłam łyka czekoladowego napoju.
-Zmieniło się dużo od naszych imprez sylwestrowych?
-Niewiele. Okolica w zasadzie cały czas spokojna.
-Jak nas tam nie ma.-przybiliśmy piąteczkę.
-Czy ja jeszcze czegoś o was nie wiem?
-Tak, byliśmy grzecznym kuzynostwem.
-Bardzooo.-przyznał mi rację Harry.
-Nie mogę już z wami. Idę do siebie.-blondyn wstał i wyszedł z pokoju.
Położyłam się na kanapę, a Harry skakał po kanałach.
-To ty.-pokazał palcem na ekran telewizora, gdzie w wiadomościach było moje zdjęcie.
-Podgłoś.-krzyknęłam i szybko usiadłam.
-"Cher Lloyd rozbiła związek Perrie Edwards i Zayna Malika z One Direction. Ale czy wiedzą oni wszystko o swojej przyjaciółce? Nasze źródła podają, że Cher była uzależniona od narkotyków, handlowała nimi. Czy One Direction może brać narkotyki? A może zmusiła ich do tego Cher? O dalszym ciągu sprawy powiemy wam jak zawsze najwcześniej."
Nie, nie wytrzymam tego.! Wstałam i szybko odwróciłam się chcąc iść do sypialni, wypłakać się w poduszkę i ułożyć jakiś plan.
-Skarbie...-Zayn szybko mnie objął, a ja nie zważając na to czy reszta jest w pokoju zaczęłam płakać i tulić się w niego.
-Ja.. ja już... już nie wytrzymam.
-Będzie dobrze, zobaczysz.
-Nie, nie będzie. Nie chcę ci tego robić, ale....
-Ułoży się.-odepchnęłam go od siebie.
-Nie. Nie mów tak, bo... bo nie będzie dobrze. Ja muszę was zostawić... Nie umiem tak żyć. To mnie boli.-przecisnęłam się przez przyjaciół i zamknęłam się w pokoju blondyna, gdyż do niego miałam najbliżej.
Rozłożona walizka leżała na łóżku. Wzięłam gitarę, która stała przy komodzie. Usiadłam w kącie i gdy moje emocje opadły zaczęłam sobie brzdąkać jakąś melodię. Po chwili z łazienki w pokoju wyszedł Horan.
-Co jest mała?-podszedł do mnie i wytarł policzki od łez. Na twarzy poczułam dotyk jego ręki i przeszedł mnie dreszcz.
-Nic, mogę tutaj posiedzieć?
-Jasne. Co grasz?
-Nie wiem, ale chyba ułożyłam jakąś melodię.
-Zagraj.-założył koszulkę i usiadł obok mnie. Po chwili wziął drugą gitarę i zaczął mi pomagać.
-Zagraj mi coś.-popatrzył na mnie, a ja lekko pokiwałam głową.
-Ale to nie jest jeszcze dokończone..-powiedziałam .
-Graj.- aczęłam grać piosenkę, która ułożyłam jakiś czas temu.
'Phone rings / Telefon dzwoni
Don't wanna pick it up / Nie chcę go odebrać
I'm so scared / Jestem przerażona
I'm gonna say too much / Zamierzam powiedzieć za dużo
I tip toe around your questions / Chodzę na paluszkach wokół twoich pytań
Why you gotta dig so deep? / Czemu musiałeś kopać tak głęboko?
Tears fall / Łzy płyną
And the glasses break / A szklanki się tłuką
Inside these walls / Pośród tych ścian
The floor boards shake / Deski podłogowe się trzęsą
From outside / Z zewnątrz
It's alright / Jest wporządku
Long as you looking from fifty feet / Tak długo jak patrzysz z odległości pięćdziesięciu stóp '
-Powinnaś ją dokończyć i zaśpiewać... Gadałaś z Simonem?
-Nie, odkąd wyjechałam.
-Mówił, że chciałby z tobą pracować.
-Pojedziesz tam ze mną?
-Kiedy?
-Teraz.
-Dobrze. Idź się ubierz.-wskazał głową drzwi aja powoli wstałam i poszłam się ubrać.
*Perspektywa Zayna*
-Naszymi dzisiejszymi gwiazdami w radio jest Simon Cowell i młoda piosenkarka Cher LLoyd. Witajcie.
-Hej.-odpowiedzieli równo.
W mieszkaniu jak makiem zasiał. Wyjazd na wakacje odwołaliśmy. Cher siedziała w studiu trzy dni aż w końcu skończyła nagrywać swoją pierwszą piosenkę. Podpisała kontrakt i jedzie w trasę po Wielkiej Brytani.
Popatrzyłem na nią przed mikrofonem obok Simona. Nie wiem jak mógłbym ją teraz stracić...
-Pierwsze pytanie jest proste. Jesteś przyjaciółką chłopaków z One Direction. Nauczyłaś się żyć z tą całą sławą?
-Bylo trudno, ale gdy jest na prawdę źle zawsze śpiewam sobie piosenkę, lub ją układam, no i mam szczęście że mam niesamowitych przyjaciół.
-I chłopaka.
-Jego mam na pierwszym miejscu.
-Kiedy zaczęliście współpracować Simon?
-Jakieś siedem miesięcy temu na jednej z imprez chłopaków Cher zaśpiewała kilka piosenek. Nie było mnie tam, ale mój współpracownik był i ją nagrał. Mnie po protu zatkało, gdy słuchałem jej głosu. Czekałem cały czas, ale dopiero w zeszłym tygodniu podpisaliśmy kontrakt i nagraliśmy pierwszą piosenkę.
-Ciężko było?
-Bardzo.
-Jaki ma ona tytuł?
-'Love Me For Me'
-I dzisiaj weszła do sprzedaży na iTunes?
-Tak.
-Jeszcze jedno pytanie przed twoim występem.
-Hmm..
-Ten tekst jest bardzo... dołujący? smutny? melancholijny? Czemu? Masz przyjaciół, chłopaka i jesteś szczęśliwa, więc skąd się wziął taki tekst?
-Widzisz, kiedy po prostu byłam zwykłą nastolatką, ciężko było się dostosować. Marzyłam, żeby być sławną. Ale gdy zauważyłam całą tą nienawiść na twitterze i w telewizji, w gazetach czy radiu zapragnęłam starego życia.
-Więc czemu nie wróciłaś do niego?
-Bo kiedy kogoś się kocha nie chce się go zostawić nawet za największy skarb. A u mnie tym skarbem jest normalność.
-Dobrze, dzięki wam za tą krótką rozmowę, a teraz zapraszam do posłuchania nowego hitu ze studia Simona. Przed państwem Cher Lloyd i "Love Me For Me".
___________________
Nie wiem dokładnie jak napisać ten rozdział, ale wyszedł tak bardzooo...
uczuciowy?
Jeżeli się nie połapaliście to chodziło mi o to,
że Cher marzy aby znów być normalną dziewczyną,
ale nie chce rezygnować z miłości, dlatego godzi się na hejty, itp.
Podoba się?
Szczere opinie proszę.
3 komentarze = NN już niedługo.
+ wiem, że szybko, ale chyba muszę zakończyć tą historię.
Natalie Malik.<3
poniedziałek, 25 lutego 2013
Twenty One.
*Perspektywa Cher*
-Jak się czują?-oboje wpadliśmy pędem na korytarz ostrego dyżuru. Zauważyliśmy, że Liam siedzi na szpitalnym łóżku, a młody lekarz opatruje jego ramie.
-Liam.!-natychmiast podbiegłam do niego i przytuliłam, mulat zrobił to samo. Widziałam te łzy w oczach bruneta.
-Gdzie Dan?
-Wy jesteście z rodziny?
-To są moi przyjaciele.-wtrącił Payne.- Ona...-spuścił głowę na dół.
-Panna Danielle jest teraz operowana.
-Długo to potrwa?
-Raczej tak, z tego co widziałem stracił bardzo dużo krwi oraz lekarze muszą sprawdzić, czy żadne z narządów nie było uszkodzone.
-Wszystko będzie dobrze.-Zayn położył dłoń na jego plecach.
-Nie będzie.
-Dorwiemy tego kto to zrobił.
-A dom?-Liam spojrzał na mnie.
-Spalony.-odpowiedziałam cicho.
-To tyle. Nic więcej nie zrobię. Kula jest wyciągnięta. Zmieniaj opatrunek kilka razy dziennie, bierz leki przeciwbólowe. Masz wielkie szczęście, że możesz ruchać ręką.
-Dzięki.
-Tam niedaleko jest poczekalnia, możecie iść. Piętro wyżej jest kafeteria dla rodzin i chorych. Prawdopodobnie zaraz przyjedzie policja po zeznania.
-Ok, dziękujemy.
-Chodź Li.
*Perspektywa Alice*
-To... może zagramy w Twister...-ciągnął Nialler, gdy wlekliśmy się do domu. Wkroczyliśmy na naszą ulicę, a tam totalny chaos. Pełno fanek chłopaków, sąsiadów. Po chwili dopchaliśmy się do wozów strażackich i policyjnych.
-Nie możecie wejść.-stanął przed nami wysoki strażak i zasłonił ręką dostęp na podjazd domu.-Wejdźcie za taśmę.
-Ale...
-Za taśmę.-krzyknął przerywając mi.
-Może grzeczniej.-Lou stanął przed nim, a tłum fanek i ludzi z okolicy wpatrywał się w nas.-My tu mieszkamy i proszę nas przepuścić.-Lou wziął jego rękę i odepchnął przepuszczając naszą grupkę.
-Louis.-Paul podbiegł do nas ubrany w siwy dres.
-Paul, co to za kurwa cyrk?
-Wyjrzyjcie lepiej za samochody.
Złapałam Louisa za rękę, Harry z Niallem podeszli za nami. Wyszliśmy pomiędzy auta, a przed nami zauważyliśmy nasz dom, który w większości był już spalony, a strażacy gasili ostatnie płomienie.
-Coo...
-Kto to zrobił?-przerwał lokowatemu Niall.
-Ktoś po prostu chciał się na was zemścić. W domu znaleziono ślady podpalenia.
-Liam i Dan byli w domu.
-Tak, są w szpitalu.
-Co im?-dołączyłam się do nich.
-Liam dostał kulkę w ramie, a Danielle dźgnięto nożem.
-Alle kto to ...
-Jeszcze nie wiedzą, ale na pewno było to celowe. Gdyby nie to, że Liam wstał i zadzwonił na policję może spłonęliby w środku.
-Gdzie dokładnie są?
-W szpitalu st. George. Zawiozę was.
-Wsiadamy.-zarządził Lou i wszyscy poszliśmy w stronę wozu. Na szczęście Paul ma duże auto siedmioosobowe, więc bez trudu się zmieściliśmy.
-A Zayn i Cher?
-W dyskotece wyszli wcześniej i mówili, że idą do domu.
-Wzięli samochód, który wyprowadzili strażacy z podjazdu i pojechali do szpitala.
-Kiedy?
-Jakąś godzinę temu. Ja niedawno co zdążyłem przyjechać. Policja zawiadomiła mnie jako osobę wynajmującą dom.
-Jedź.-Niall z Harrym krzyknęli na menagera, a ten przydusił pedał gazu.
-Gdzie leży Danielle Peazer i Liam Payne.
-Kolejne fanki... Ochronaa!-krzyknęła starsza brunetka do ochroniarzy szpitala.
-To nasi przyjaciele, gdzie oni są?
-Jestem menagerem zespołu, gdzie leżą?
-Panna Danielle jest operowana, a pan Liam siedział na poczekalni.
-Dziękujemy.-powiedział Paul.
-Tak trudno?-spojrzałam na kobietę, a ta tylko wykrzywiła brwi ze zdziwienia. Lou wziął mnie pod ramię i szybko poszliśmy za Paulem.
-Liam, jak dobrze cię widzieć całego..-wtuliłam się momentalnie w bruneta.
-Ciebie też.
-Jak tam mięśniaku?-blondyn podszedł do niego i przywitał się z daddym a za nim zrobiła to reszta.
-Rozmawiałeś już z policją?-zapytał się go Paul.
-Tak, byli tutaj i złożyłem już zeznania.
-Mówili coś?
-Nie...
-Paul możesz skontaktować się z agentką Dan. Musi wypełnić formularze.
-Jasne, coś jeszcze?
-Nie.-zakończyła Cher dziękując jemu uśmiechem.
-Chociaż, wiesz co zajmij się domem i jakimś lokum.
-Dobra, znajdę wam coś.
-A nie lepiej gdybyśmy w końcu kupili sobie jakieś mieszkania?-zapytał Liam.-Nie chodzi o to, że nie lubię z wami mieszkać, ale chciałbym zamieszkać z Danielle jak z tego wyjdzie.
-Chyba najwyższy czas zamieszkać samemu.-dodał mulat.
-Ok, popytam i zobaczę co da się zrobić.
-Dzięki.-Zayn pożegnał się z nim i wrócił na fotel, a Cher usiadła mu na kolanach.
Siedzieliśmy w ciszy co chwile sprawdzając na zegarku ile czasu minęło.
-Pan Payne?-lekarz ukazał się zza drzwi bloku operacyjnego.
-To ja.-Liam wstał, a reszta ustawiła się za nim. Lekarz popartrzył na nas.-To nasi przyjaciele.
-Panna Danielle...-nabrał powietrza.- Trudno jest nam to przekazywać, ale niestety obrażenia były zbyt rozległe. Straciła za dużo krwi i nie dało się jej odratować.
Liam z każdymi jego słowami zaczynał płakać. W końcu 'olał' lekarza, ominął nas wszystkich, podszedł do Cher i przytulił się po czym zaczął płakać.
__________________
Taki...
smutny ten rozdział.
Nie mam jakoś ochoty na radosne rozdziały.
Może przez to co wyczynia się w mojej klasie.
Doszłam do jednego wielkiego wniosku:
"Nawet bliscy mogą cię wydać".
3 komentarze= NN w szybkim czasie
+jeżeli macie twittery zostawcie mi nazwy to będę informować o rozdziałach.
mój tt: @NatalieMalik_Pl
Natalie Malik.<3
-Jak się czują?-oboje wpadliśmy pędem na korytarz ostrego dyżuru. Zauważyliśmy, że Liam siedzi na szpitalnym łóżku, a młody lekarz opatruje jego ramie.
-Liam.!-natychmiast podbiegłam do niego i przytuliłam, mulat zrobił to samo. Widziałam te łzy w oczach bruneta.
-Gdzie Dan?
-Wy jesteście z rodziny?
-To są moi przyjaciele.-wtrącił Payne.- Ona...-spuścił głowę na dół.
-Panna Danielle jest teraz operowana.
-Długo to potrwa?
-Raczej tak, z tego co widziałem stracił bardzo dużo krwi oraz lekarze muszą sprawdzić, czy żadne z narządów nie było uszkodzone.
-Wszystko będzie dobrze.-Zayn położył dłoń na jego plecach.
-Nie będzie.
-Dorwiemy tego kto to zrobił.
-A dom?-Liam spojrzał na mnie.
-Spalony.-odpowiedziałam cicho.
-To tyle. Nic więcej nie zrobię. Kula jest wyciągnięta. Zmieniaj opatrunek kilka razy dziennie, bierz leki przeciwbólowe. Masz wielkie szczęście, że możesz ruchać ręką.
-Dzięki.
-Tam niedaleko jest poczekalnia, możecie iść. Piętro wyżej jest kafeteria dla rodzin i chorych. Prawdopodobnie zaraz przyjedzie policja po zeznania.
-Ok, dziękujemy.
-Chodź Li.
*Perspektywa Alice*
-To... może zagramy w Twister...-ciągnął Nialler, gdy wlekliśmy się do domu. Wkroczyliśmy na naszą ulicę, a tam totalny chaos. Pełno fanek chłopaków, sąsiadów. Po chwili dopchaliśmy się do wozów strażackich i policyjnych.
-Nie możecie wejść.-stanął przed nami wysoki strażak i zasłonił ręką dostęp na podjazd domu.-Wejdźcie za taśmę.
-Ale...
-Za taśmę.-krzyknął przerywając mi.
-Może grzeczniej.-Lou stanął przed nim, a tłum fanek i ludzi z okolicy wpatrywał się w nas.-My tu mieszkamy i proszę nas przepuścić.-Lou wziął jego rękę i odepchnął przepuszczając naszą grupkę.
-Louis.-Paul podbiegł do nas ubrany w siwy dres.
-Paul, co to za kurwa cyrk?
-Wyjrzyjcie lepiej za samochody.
Złapałam Louisa za rękę, Harry z Niallem podeszli za nami. Wyszliśmy pomiędzy auta, a przed nami zauważyliśmy nasz dom, który w większości był już spalony, a strażacy gasili ostatnie płomienie.
-Coo...
-Kto to zrobił?-przerwał lokowatemu Niall.
-Ktoś po prostu chciał się na was zemścić. W domu znaleziono ślady podpalenia.
-Liam i Dan byli w domu.
-Tak, są w szpitalu.
-Co im?-dołączyłam się do nich.
-Liam dostał kulkę w ramie, a Danielle dźgnięto nożem.
-Alle kto to ...
-Jeszcze nie wiedzą, ale na pewno było to celowe. Gdyby nie to, że Liam wstał i zadzwonił na policję może spłonęliby w środku.
-Gdzie dokładnie są?
-W szpitalu st. George. Zawiozę was.
-Wsiadamy.-zarządził Lou i wszyscy poszliśmy w stronę wozu. Na szczęście Paul ma duże auto siedmioosobowe, więc bez trudu się zmieściliśmy.
-A Zayn i Cher?
-W dyskotece wyszli wcześniej i mówili, że idą do domu.
-Wzięli samochód, który wyprowadzili strażacy z podjazdu i pojechali do szpitala.
-Kiedy?
-Jakąś godzinę temu. Ja niedawno co zdążyłem przyjechać. Policja zawiadomiła mnie jako osobę wynajmującą dom.
-Jedź.-Niall z Harrym krzyknęli na menagera, a ten przydusił pedał gazu.
-Gdzie leży Danielle Peazer i Liam Payne.
-Kolejne fanki... Ochronaa!-krzyknęła starsza brunetka do ochroniarzy szpitala.
-To nasi przyjaciele, gdzie oni są?
-Jestem menagerem zespołu, gdzie leżą?
-Panna Danielle jest operowana, a pan Liam siedział na poczekalni.
-Dziękujemy.-powiedział Paul.
-Tak trudno?-spojrzałam na kobietę, a ta tylko wykrzywiła brwi ze zdziwienia. Lou wziął mnie pod ramię i szybko poszliśmy za Paulem.
-Liam, jak dobrze cię widzieć całego..-wtuliłam się momentalnie w bruneta.
-Ciebie też.
-Jak tam mięśniaku?-blondyn podszedł do niego i przywitał się z daddym a za nim zrobiła to reszta.
-Rozmawiałeś już z policją?-zapytał się go Paul.
-Tak, byli tutaj i złożyłem już zeznania.
-Mówili coś?
-Nie...
-Paul możesz skontaktować się z agentką Dan. Musi wypełnić formularze.
-Jasne, coś jeszcze?
-Nie.-zakończyła Cher dziękując jemu uśmiechem.
-Chociaż, wiesz co zajmij się domem i jakimś lokum.
-Dobra, znajdę wam coś.
-A nie lepiej gdybyśmy w końcu kupili sobie jakieś mieszkania?-zapytał Liam.-Nie chodzi o to, że nie lubię z wami mieszkać, ale chciałbym zamieszkać z Danielle jak z tego wyjdzie.
-Chyba najwyższy czas zamieszkać samemu.-dodał mulat.
-Ok, popytam i zobaczę co da się zrobić.
-Dzięki.-Zayn pożegnał się z nim i wrócił na fotel, a Cher usiadła mu na kolanach.
Siedzieliśmy w ciszy co chwile sprawdzając na zegarku ile czasu minęło.
-Pan Payne?-lekarz ukazał się zza drzwi bloku operacyjnego.
-To ja.-Liam wstał, a reszta ustawiła się za nim. Lekarz popartrzył na nas.-To nasi przyjaciele.
-Panna Danielle...-nabrał powietrza.- Trudno jest nam to przekazywać, ale niestety obrażenia były zbyt rozległe. Straciła za dużo krwi i nie dało się jej odratować.
Liam z każdymi jego słowami zaczynał płakać. W końcu 'olał' lekarza, ominął nas wszystkich, podszedł do Cher i przytulił się po czym zaczął płakać.
__________________
Taki...
smutny ten rozdział.
Nie mam jakoś ochoty na radosne rozdziały.
Może przez to co wyczynia się w mojej klasie.
Doszłam do jednego wielkiego wniosku:
"Nawet bliscy mogą cię wydać".
3 komentarze= NN w szybkim czasie
+jeżeli macie twittery zostawcie mi nazwy to będę informować o rozdziałach.
mój tt: @NatalieMalik_Pl
Natalie Malik.<3
czwartek, 21 lutego 2013
Twenty.
*Perspektywa Cher*
Mimo, że wszyscy odetchnęli z ulgą ja nadal czułam się źle, że przez mnie zespół stracił fanów. Usiadłam na łóżku i patrzyłam się w moje odbicie w lustrze.
-Skarbie, przestań już o tym myśleć. I tak miało się skończyć to udawanie. Dla mnie i reszty jest ważne szczęście każdego członka zespołu, a to właśnie z tobą tak się czuję...-zamilkł na chwilę, złapał oddech. Jego barki podniosły się, aby powrócić na wcześniejsze miejsce.- Dlatego wyjeżdżamy na wspólny i tylko nasz tydzień. Nasza dwójka, bez telefonów, paparazzi i reszty świata. Co ty na to?
-Na prawdę?
-Tak, w końcu musimy jakoś żyć normalnie. Dlatego jutro sprawdzimy domki w Newcastle.
-Kocham cię najbardziej na świecie.-pogładziłam jego twarz z lekkim zarostem. Nachyliłam się nad jego uchem.-Idź na dół, muszę się przyszykować do klubu.-posłałam mu uśmiech a on tylko pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju.
Momentalnie znalazłam się przy garderobie. Po kilkudziestu minutach poszukiwań znalazłam idealny zestaw. Poszłam szybko do toalety, wzięłam prysznic. Mokre włosy związałam w turban i zajęłam się makijażem. Najpierw podkład, potem puder, wszystko delikatnie rozmazała, aby wyglądało naturalnie. Na powiekach zrobiłam długie kreski. Usta potraktowałam delikatną różowo-fioletową szminką. Spojrzałam na mnie w lustrze. Już nie wyglądałam tak samo jak dzisiaj rano. Teraz jestem szczęśliwa jak nigdy wcześniej, bo wiem, że na prawdę chcę z nim spędzić przyszłość. W końcu założyłam wybrany strój. Kilka razy obróciłam się i patrzyłam jak wyglądam. "Ok." stwierdziłam, więc wyszłam z łazienki. W pokoju nadal nie było bruneta. Do torebki wrzuciłam telefon, chusteczki, portfel i szminkę.
W zasadzie to muszę powiedzieć Zaynowi, że wyrzucili mnie ze studia tańca i muszę szukać pracy, ale tym nie będę się teraz przejmować. Znam siostrę Alice i może ona jakoś mi pomoże.
Wyszłam z pokoju i skierowałam się na dół. W kuchni usłyszałam głosy chłopaków, pewnie już zaczęli pić. Kopertówkę zostawiłam na komodzie w przedpokoju i weszłam do pomieszczenia. Nie myliłam się. Harold, Nialler, Louis i Zayn stali przy wysepce i popijali shoty. Hazza miał na sobie czarne rurki, granatową bluzkę i czapę.
-Ooo.-jak tylko blondyn mnie zauważył, to cała czwórka spojrzała na mnie i powiedziała to samo co on.
-Dzięki.-lekko się pokłoniłam i podeszłam do żarłoka.
-Chcesz?
-Dajesz. Ile już wypiliście?-spojrzałam na ich uradowane mordki.
Razem z Niallerem wypiłam około piętnastu shotów, aż w końcu na dół zeszła Alice. Na sobie miała ten zestaw.
-Ładnie.
-I to bardzooo...-Lou od razu się do niej przyssał.
Dopiero teraz zobaczyłam jak się ubrał. Założył granatowe rurki, do tego ciemny T-shirt i szarą czapkę. Alice tylko się zarumieniła i nic nie powiedziała. Ja za to podeszłam do żarłoka i oboje zaczęliśmy szukać czegoś do jedzenia. Po dłuższym namyśle wyjęłam z lodówki nutellę i zaczęłam ją jeść łyżeczką.
Niall podszedł i dołączył się do mnie.
-Moglibyście jeść coś normalnego.-do kuchni wszedł Liam w dresach.
-A ty nie idziesz?-spojrzałam na niego.
-Nie, zostanę w domu.
-Danielle go odwiedza.-Lou poruszył zabawnie brwiami a reszta wybuchła nieopanowanym śmiechem.
-Jesteś głupi Lou i ty też żarłoku.-szturchnęłam Nialla, a ten zbył to ocierając oczy od łez śmiechu.
Nialler za to wybrał białą koszulkę, szary sweter, zwykłe jeansy i czarne pilotki. Nie powiem, bo jak zawsze był strasznie przystojny. Kiedyś myślałam, że gdyby Zayna nie było w zespole to może bym była właśnie z nim.. Nie będę gdybać , bo mam jego. I tylko on się liczy. Stał teraz oparty o blat. Założył białą koszulkę z napisem 'Cool kids don't dance' i czarne rurki. Zawsze ubierał się skromnie, ale wyglądał sexy. Jak dla mnie.
Po skończonym posiłku usiadłam na blacie kuchennym. Blondyn jeszcze szykował sobie kanapkę, a ja już miałam dosyć po tej czekoladzie.
Cała nasza ekipa zebrała się do taksówki. Niecałe dwadzieścia minut później wysiedliśmy pod klubem.
Party Hard, czyli nasze stałe miejsce jeżeli chodzi o kluby. Dobra muzyka, fajny wystrój klubu, zajebiści ludzie a przede wszystkim alkochol.
Ledwo wpadliśmy do środka wylądowaliśmy przed barem. Każdy zamówił trunek dla siebie. Ja i Zayn siedzieliśmy na kanapach dla vipów, popijaliśmy drinki i śmialiśmy się z naszych przyjaciół, którzy cały czas się wygłupiali.
-Idziemy stąd?-spojrzał na mnie.
-Mhm...-potwierdziłam i wstaliśmy.-Idziemy już do domu. Wracamy na pieszo. Powiedz reszcie.-zaczepiłam Nialla, który wyrywał jakąś laskę.
Jakieś piętnaście minut później wyszliśmy z klubu i szliśmy ulicą przystosowując nasze uszy do tejże ciszy. Objęłam jego ramie. Widziałam jak odpala papierosa.
-Chodź nad rzekę...-poprosiłam, a on się zgodził. Gdy tak szliśmy spojrzałam w niebo. Nic, aż nagle...
-Spadająca gwiazda...-pokazałam palcem w górę, a brunet podniósł głowę. Stanęliśmy przed sobą.-Pomyśl życzenie.-popatrzyłam w jego oczy, a on w moje.
'Chcę być z nim już na zawsze.'-pomyślałam.
-Powiesz mi co zażyczyłaś?
-Nie, bo inaczej się nie spełni.
-Mhm....-pokiwał zabawnie głową. Pochylił się i mnie pocałował. Podniósł mnie, nogi oplotły jego biodra. Posadził mnie na murku przy rzece. Cały czas obdarowując pocałunkami. Nie pozostawałam niewdzięczna i każdy pocałunek odwzajemniałam. Gdy musieliśmy zaczerpnąć powietrze oprał swoje czoło o moje. Popatrzył w moje oczy. W jego paczadłach widziałam to samo co pół roku temu. Miłość. Bezpieczeństwo. Nie wiem ile tak staliśmy, jak długo byłam zahipnotyzowana jego wzrokiem. W końcu ściągnął mnie z murka.
-Chodź.-pociągnął mnie za rękę ciągnąć ulicą. Kilka minut później byliśmy w jakiejś knajpce całodobowej. W środku usiedliśmy przy stoliku. Przysunął się do mnie krzesłem i objął. Cały czas moją szyję obdarowywał pocałunkami a wszystkie włoski na skórze stanęły.
-Głodna?-popatrzył na mnie tym swoim uwodzicielskim wzrokiem.
-Co proponujesz?-lekko przygryzłam dolną wargę.
-Może zapiekanka?-popatrzył na menu.
-Mogę przyjąć zamówienie?
-No więc poprosimy jedną najdłuższą zapiekankę jaką macie i dwie cole.-mulat wyciągnął pieniądze i podał niskiej kelnerce.-Proszę i reszta dla ciebie.
-Dzięki, zamówienie będzie za chwilę.-odeszła a ja spojrzałam na niego.
-A ty o tej godzinie będziesz jadł?
-A nie mogę?-oparł łokcie o blat stolika.
-Możesz, ja nic ci nie mogę zakazać.
-Cher... ja na prawdę nie myślałem o tobie tak jak myślisz, że było. Ja z nią pisałem, ale po prostu się zagubiłem. Poznałem ciebie i... i się zakochałem.-posłał mi uśmiech.
-Wiem. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo byłam głupia i wściekła na wszystkich zanim ciebie poznałam. Cały czas imprezowałam i nic innego się nie liczyło. Wyżywałam się na innych za to co mi się przytrafiło. Sądziłam, że skoro ja nie mogę być szczęśliwa to nikt na nie nie zasługuje.-przybliżył się do mnie i lekko musnął wargi.
-Kocham cię i nie pozwolę nikomu skrzywdzić. Dlatego...-zaczął przeszukiwać kieszenie. W końcu znalazł i wyciągnął granatowe pudełeczko.
-Zayn to chyba nie jest...
-Nie bój się. Jesteśmy jeszcze za młodzi na małżeństwo, ale na to chyba nie. Otwórz.-położył pudełeczko przede mną.
Czułam, że serce bije oszalałym rytmem, niecodziennym jakby miało wyskoczyć z mojej piersi. Lekko rozchyliłam pokrywkę podarunku. W środku zauważyłam srebrny pierścionek z małymi brlancikami na dwa palce. Pewnie grzebał w mojej szkatułce i widział, że mam takich pełno.
-Skąd wiedziałeś...
-Widzisz jakim jestem świetnym detektywem?-zaśmiał się.-Kupiłem go jesczez przed twoim wyjazdem, ale myślę, że teraz jest odpowiednia chwila, żebyś go dostała.
-Dziękuję, jest prześliczny.-pocałowałam go w usta, czułam jak się uśmiecha, ja również nie mogłam się go pozbyć z twarzy.-Wiesz co?
-Hmmm?
-Mam najlepszego i najprzystojniejszego faceta na ziemi. I dobrze mi z tym.
-Ahhh. A ja mam ciebie i to mi wystarcza.
-Ale poezja.-zaśmialiśmy się razem, a ja włożyłam pierścionek na rękę.
-Pasuje?
-Idealnie. Jeszcze raz dziękuję.-pocałował go ponownie.
-Mówiłem już, że cię kocham?
-Kilka razy, ale miło słyszeć.-znów uśmiech. Boże, zaraz stracę zęby od tego szczerzenia się.
-Oto zamówienie.-kelnerka postawiła przed nami długą zapiekankę i dwie cole.
-Dzięki.-Zayn podziękował, a ona odeszła.
-Myślisz, że jest waszą fanką?
-Wątpię, jakby była już by poprosiła o autograf albo zdjęcie.
-Mhm. Pewnie cyka nam fotki bez przyczyny.-oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Hej...-zawołał kelnerkę, która stała na drugim końcu knajpki.
-Słucham?-podeszła.
-Zrobiłabyś nam zdjęcie?-podał jej swój telefon, a wcześniej włączył aparat.
-Jasne, nie ma sprawy.-wzięła urządzenie i cyk.-Proszę.
-Dzięki. Lubisz One Direction?-popatrzył na brunetkę.
-Czyli wasz zespół?-uśmiechnęła się.-Zbyt długo tu mieszkam, żeby was nie znać, ale nie bój się nie dam waszych zdjęć lub coś innego do profili plotkarskich. Nie jestem jedną z tych psychofanek.
-Miło słyszeć.
-A mogłabym sobie zrobić z wami zdjęcie? Tak na pamiątkę.
-Jasne, chodź.-mulat wziął jej telefon i cyknął naszej trójce słit focię z rączki.
-Dzięki wielkie i smacznego.-Zayn odpowiedział tylko uśmiechem.
-Miła.-stwierdziłam jak odeszła.
-Jak widzisz, nie każda nasza fanka jest zwariowana.
-A ja tak kiedyś powiedziałam?
-Masz.-przytknął mi do ust zapiekankę oblaną ketchupem. Ugryzłam kanałek.
Jakieś pół godziny później byliśmy już na zakręcie do naszego domu. Nagle na ulicy zrobiło się jasno, pełno wozów strażackich, policyjnych i karetek.
-Co jest?-zapytałam mulata.
-Chodź.-zaczęliśmy biec nadal trzymał kurczowo moją dłoń.
Za zakrętem znaleźliśmy tylko jedno wielkie ognisko naszego mieszkania.
-Co jest?-nie zdołałam wydusić nic bardziej rozbudowanego.
-Liam...-szybko podbiegliśmy do taśmy chcąc dostać się do środka domu.
-Nie możecie wejść.
-To nasz dom, a w środku są nasi przyjaciele.
-Chłopak i dziewczyna?-policjant na nas popatrzył. My tylko pokiwaliśmy głowami.-Chodźcie.-przywołał nas ręką.
Poszliśmy za nim. Stanęliśmy koło radiowozu.
-Żyją?-w oczach mulata zauważyłam łzy.
-Przykro mi, ale.... Chłopak został postrzelony, a dziewczyna dźgnięta nożem.
-Żyją?-wykrzyczałam do policjanta.
-Tak są w szpitalu st.George.
-Jak możemy się do niech dostać?
-Jedno z aut stało na podjeździe, strażacy musieli je odholować na jezdnię, ale możecie je wziąć.
Szybko zaczęliśmy biec do coopera. Zayn wsiadł za kierownicę. Ja na fotel pasażera. Okno od strony kierowcy było wybite, więc bez problemu wsiedliśmy do środka. Mulat szybko skręcił dwa kabelki i samochód odpalił.
_____
Podoba się?
Proszę, o komentarze i odwiedziny.
Możecie do mnie pisać na tt.
@NatalieMalik_Pl
Jeżeli zależy wam, żebym pisała to opowiadanie to polecajcie bloga innym, aby wyniki były wyższe niż dotychczas.
Stała zasada.
3 komentarze=NN w ekspresowym czasie.
Pozdrawiam czytelniczki.
Natalie Malik.<3
Mimo, że wszyscy odetchnęli z ulgą ja nadal czułam się źle, że przez mnie zespół stracił fanów. Usiadłam na łóżku i patrzyłam się w moje odbicie w lustrze.
-Skarbie, przestań już o tym myśleć. I tak miało się skończyć to udawanie. Dla mnie i reszty jest ważne szczęście każdego członka zespołu, a to właśnie z tobą tak się czuję...-zamilkł na chwilę, złapał oddech. Jego barki podniosły się, aby powrócić na wcześniejsze miejsce.- Dlatego wyjeżdżamy na wspólny i tylko nasz tydzień. Nasza dwójka, bez telefonów, paparazzi i reszty świata. Co ty na to?
-Na prawdę?
-Tak, w końcu musimy jakoś żyć normalnie. Dlatego jutro sprawdzimy domki w Newcastle.
-Kocham cię najbardziej na świecie.-pogładziłam jego twarz z lekkim zarostem. Nachyliłam się nad jego uchem.-Idź na dół, muszę się przyszykować do klubu.-posłałam mu uśmiech a on tylko pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju.
Momentalnie znalazłam się przy garderobie. Po kilkudziestu minutach poszukiwań znalazłam idealny zestaw. Poszłam szybko do toalety, wzięłam prysznic. Mokre włosy związałam w turban i zajęłam się makijażem. Najpierw podkład, potem puder, wszystko delikatnie rozmazała, aby wyglądało naturalnie. Na powiekach zrobiłam długie kreski. Usta potraktowałam delikatną różowo-fioletową szminką. Spojrzałam na mnie w lustrze. Już nie wyglądałam tak samo jak dzisiaj rano. Teraz jestem szczęśliwa jak nigdy wcześniej, bo wiem, że na prawdę chcę z nim spędzić przyszłość. W końcu założyłam wybrany strój. Kilka razy obróciłam się i patrzyłam jak wyglądam. "Ok." stwierdziłam, więc wyszłam z łazienki. W pokoju nadal nie było bruneta. Do torebki wrzuciłam telefon, chusteczki, portfel i szminkę.
W zasadzie to muszę powiedzieć Zaynowi, że wyrzucili mnie ze studia tańca i muszę szukać pracy, ale tym nie będę się teraz przejmować. Znam siostrę Alice i może ona jakoś mi pomoże.
Wyszłam z pokoju i skierowałam się na dół. W kuchni usłyszałam głosy chłopaków, pewnie już zaczęli pić. Kopertówkę zostawiłam na komodzie w przedpokoju i weszłam do pomieszczenia. Nie myliłam się. Harold, Nialler, Louis i Zayn stali przy wysepce i popijali shoty. Hazza miał na sobie czarne rurki, granatową bluzkę i czapę.
-Ooo.-jak tylko blondyn mnie zauważył, to cała czwórka spojrzała na mnie i powiedziała to samo co on.
-Dzięki.-lekko się pokłoniłam i podeszłam do żarłoka.
-Chcesz?
-Dajesz. Ile już wypiliście?-spojrzałam na ich uradowane mordki.
Razem z Niallerem wypiłam około piętnastu shotów, aż w końcu na dół zeszła Alice. Na sobie miała ten zestaw.
-Ładnie.
-I to bardzooo...-Lou od razu się do niej przyssał.
Niall podszedł i dołączył się do mnie.
-Moglibyście jeść coś normalnego.-do kuchni wszedł Liam w dresach.
-A ty nie idziesz?-spojrzałam na niego.
-Nie, zostanę w domu.
-Danielle go odwiedza.-Lou poruszył zabawnie brwiami a reszta wybuchła nieopanowanym śmiechem.
-Jesteś głupi Lou i ty też żarłoku.-szturchnęłam Nialla, a ten zbył to ocierając oczy od łez śmiechu.
Nialler za to wybrał białą koszulkę, szary sweter, zwykłe jeansy i czarne pilotki. Nie powiem, bo jak zawsze był strasznie przystojny. Kiedyś myślałam, że gdyby Zayna nie było w zespole to może bym była właśnie z nim.. Nie będę gdybać , bo mam jego. I tylko on się liczy. Stał teraz oparty o blat. Założył białą koszulkę z napisem 'Cool kids don't dance' i czarne rurki. Zawsze ubierał się skromnie, ale wyglądał sexy. Jak dla mnie.Cała nasza ekipa zebrała się do taksówki. Niecałe dwadzieścia minut później wysiedliśmy pod klubem.
Party Hard, czyli nasze stałe miejsce jeżeli chodzi o kluby. Dobra muzyka, fajny wystrój klubu, zajebiści ludzie a przede wszystkim alkochol.
Ledwo wpadliśmy do środka wylądowaliśmy przed barem. Każdy zamówił trunek dla siebie. Ja i Zayn siedzieliśmy na kanapach dla vipów, popijaliśmy drinki i śmialiśmy się z naszych przyjaciół, którzy cały czas się wygłupiali.
-Idziemy stąd?-spojrzał na mnie.
-Mhm...-potwierdziłam i wstaliśmy.-Idziemy już do domu. Wracamy na pieszo. Powiedz reszcie.-zaczepiłam Nialla, który wyrywał jakąś laskę.
Jakieś piętnaście minut później wyszliśmy z klubu i szliśmy ulicą przystosowując nasze uszy do tejże ciszy. Objęłam jego ramie. Widziałam jak odpala papierosa.
-Chodź nad rzekę...-poprosiłam, a on się zgodził. Gdy tak szliśmy spojrzałam w niebo. Nic, aż nagle...
-Spadająca gwiazda...-pokazałam palcem w górę, a brunet podniósł głowę. Stanęliśmy przed sobą.-Pomyśl życzenie.-popatrzyłam w jego oczy, a on w moje.
'Chcę być z nim już na zawsze.'-pomyślałam.
-Powiesz mi co zażyczyłaś?
-Nie, bo inaczej się nie spełni.
-Mhm....-pokiwał zabawnie głową. Pochylił się i mnie pocałował. Podniósł mnie, nogi oplotły jego biodra. Posadził mnie na murku przy rzece. Cały czas obdarowując pocałunkami. Nie pozostawałam niewdzięczna i każdy pocałunek odwzajemniałam. Gdy musieliśmy zaczerpnąć powietrze oprał swoje czoło o moje. Popatrzył w moje oczy. W jego paczadłach widziałam to samo co pół roku temu. Miłość. Bezpieczeństwo. Nie wiem ile tak staliśmy, jak długo byłam zahipnotyzowana jego wzrokiem. W końcu ściągnął mnie z murka.
-Chodź.-pociągnął mnie za rękę ciągnąć ulicą. Kilka minut później byliśmy w jakiejś knajpce całodobowej. W środku usiedliśmy przy stoliku. Przysunął się do mnie krzesłem i objął. Cały czas moją szyję obdarowywał pocałunkami a wszystkie włoski na skórze stanęły.
-Głodna?-popatrzył na mnie tym swoim uwodzicielskim wzrokiem.
-Co proponujesz?-lekko przygryzłam dolną wargę.
-Może zapiekanka?-popatrzył na menu.
-Mogę przyjąć zamówienie?
-No więc poprosimy jedną najdłuższą zapiekankę jaką macie i dwie cole.-mulat wyciągnął pieniądze i podał niskiej kelnerce.-Proszę i reszta dla ciebie.
-Dzięki, zamówienie będzie za chwilę.-odeszła a ja spojrzałam na niego.
-A ty o tej godzinie będziesz jadł?
-A nie mogę?-oparł łokcie o blat stolika.
-Możesz, ja nic ci nie mogę zakazać.
-Cher... ja na prawdę nie myślałem o tobie tak jak myślisz, że było. Ja z nią pisałem, ale po prostu się zagubiłem. Poznałem ciebie i... i się zakochałem.-posłał mi uśmiech.
-Wiem. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo byłam głupia i wściekła na wszystkich zanim ciebie poznałam. Cały czas imprezowałam i nic innego się nie liczyło. Wyżywałam się na innych za to co mi się przytrafiło. Sądziłam, że skoro ja nie mogę być szczęśliwa to nikt na nie nie zasługuje.-przybliżył się do mnie i lekko musnął wargi.
-Kocham cię i nie pozwolę nikomu skrzywdzić. Dlatego...-zaczął przeszukiwać kieszenie. W końcu znalazł i wyciągnął granatowe pudełeczko.
-Zayn to chyba nie jest...
-Nie bój się. Jesteśmy jeszcze za młodzi na małżeństwo, ale na to chyba nie. Otwórz.-położył pudełeczko przede mną.
Czułam, że serce bije oszalałym rytmem, niecodziennym jakby miało wyskoczyć z mojej piersi. Lekko rozchyliłam pokrywkę podarunku. W środku zauważyłam srebrny pierścionek z małymi brlancikami na dwa palce. Pewnie grzebał w mojej szkatułce i widział, że mam takich pełno.
-Skąd wiedziałeś...
-Widzisz jakim jestem świetnym detektywem?-zaśmiał się.-Kupiłem go jesczez przed twoim wyjazdem, ale myślę, że teraz jest odpowiednia chwila, żebyś go dostała.
-Dziękuję, jest prześliczny.-pocałowałam go w usta, czułam jak się uśmiecha, ja również nie mogłam się go pozbyć z twarzy.-Wiesz co?
-Hmmm?
-Mam najlepszego i najprzystojniejszego faceta na ziemi. I dobrze mi z tym.
-Ahhh. A ja mam ciebie i to mi wystarcza.
-Ale poezja.-zaśmialiśmy się razem, a ja włożyłam pierścionek na rękę.
-Pasuje?
-Idealnie. Jeszcze raz dziękuję.-pocałował go ponownie.
-Mówiłem już, że cię kocham?
-Kilka razy, ale miło słyszeć.-znów uśmiech. Boże, zaraz stracę zęby od tego szczerzenia się.
-Oto zamówienie.-kelnerka postawiła przed nami długą zapiekankę i dwie cole.
-Dzięki.-Zayn podziękował, a ona odeszła.
-Myślisz, że jest waszą fanką?
-Wątpię, jakby była już by poprosiła o autograf albo zdjęcie.
-Mhm. Pewnie cyka nam fotki bez przyczyny.-oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Hej...-zawołał kelnerkę, która stała na drugim końcu knajpki.
-Słucham?-podeszła.
-Zrobiłabyś nam zdjęcie?-podał jej swój telefon, a wcześniej włączył aparat.
-Jasne, nie ma sprawy.-wzięła urządzenie i cyk.-Proszę.
-Dzięki. Lubisz One Direction?-popatrzył na brunetkę.
-Czyli wasz zespół?-uśmiechnęła się.-Zbyt długo tu mieszkam, żeby was nie znać, ale nie bój się nie dam waszych zdjęć lub coś innego do profili plotkarskich. Nie jestem jedną z tych psychofanek.
-Miło słyszeć.
-A mogłabym sobie zrobić z wami zdjęcie? Tak na pamiątkę.
-Jasne, chodź.-mulat wziął jej telefon i cyknął naszej trójce słit focię z rączki.
-Dzięki wielkie i smacznego.-Zayn odpowiedział tylko uśmiechem.
-Miła.-stwierdziłam jak odeszła.
-Jak widzisz, nie każda nasza fanka jest zwariowana.
-A ja tak kiedyś powiedziałam?
-Masz.-przytknął mi do ust zapiekankę oblaną ketchupem. Ugryzłam kanałek.
Jakieś pół godziny później byliśmy już na zakręcie do naszego domu. Nagle na ulicy zrobiło się jasno, pełno wozów strażackich, policyjnych i karetek.
-Co jest?-zapytałam mulata.
-Chodź.-zaczęliśmy biec nadal trzymał kurczowo moją dłoń.
Za zakrętem znaleźliśmy tylko jedno wielkie ognisko naszego mieszkania.
-Co jest?-nie zdołałam wydusić nic bardziej rozbudowanego.
-Liam...-szybko podbiegliśmy do taśmy chcąc dostać się do środka domu.
-Nie możecie wejść.
-To nasz dom, a w środku są nasi przyjaciele.
-Chłopak i dziewczyna?-policjant na nas popatrzył. My tylko pokiwaliśmy głowami.-Chodźcie.-przywołał nas ręką.
Poszliśmy za nim. Stanęliśmy koło radiowozu.
-Żyją?-w oczach mulata zauważyłam łzy.
-Przykro mi, ale.... Chłopak został postrzelony, a dziewczyna dźgnięta nożem.
-Żyją?-wykrzyczałam do policjanta.
-Tak są w szpitalu st.George.
-Jak możemy się do niech dostać?
-Jedno z aut stało na podjeździe, strażacy musieli je odholować na jezdnię, ale możecie je wziąć.
Szybko zaczęliśmy biec do coopera. Zayn wsiadł za kierownicę. Ja na fotel pasażera. Okno od strony kierowcy było wybite, więc bez problemu wsiedliśmy do środka. Mulat szybko skręcił dwa kabelki i samochód odpalił.
_____
Podoba się?
Proszę, o komentarze i odwiedziny.
Możecie do mnie pisać na tt.
@NatalieMalik_Pl
Jeżeli zależy wam, żebym pisała to opowiadanie to polecajcie bloga innym, aby wyniki były wyższe niż dotychczas.
Stała zasada.
3 komentarze=NN w ekspresowym czasie.
Pozdrawiam czytelniczki.
Natalie Malik.<3
Subskrybuj:
Posty (Atom)








