Drugs Change The World.

Dwie najbliższe sobie przyjaciółki wiodą spokojne życie. Alice spokojna, miła, zakochana w swoim chłopaku, który wraz ze swoimi przyjaciółmi podbija listy przebojów na świecie. Cher miła dla ludzi, których zna, harda, pewna siebie, jednak zatracona w samotności. Ma dwie przyjaciółki. Tą dobrą i tą złą. Handluje narkotykami, aż poznaje przyjaciół swojego kuzyna. W jednym z nich się zakochuje... Zaczyna pisać piosenki i wschodzi na wyżyny kariery. Czy skończy z dobrze płatną pracą? Czy odważy się zakochać? Czy miłość Alice przetrwa próbę związku? Jak potoczy się ich życie, które z dnia na dzień zmienia się w pełne fotoreporterów, fanów i telewizji ??

czwartek, 11 lipca 2013

Fifty One

#Perspektywa Alice#
-Louis!- popatrzyłam na niego.
-No co?
-Widzę, że to nie ma sensu.- wstanął z kanapy i popatrzył na nas z góry.- Koncert, który miał być w sobotę jest przeniesiony na jutro. Od 16 jesteście na próbie. W niedzielę wszyscy, ale to wszyscy, cała wasza siódemka wsiada do samolotu i jedzie do Londynu.  W poniedziałek o 15 jest spotkanie z producentami i Simonem.- popatrzył na mnie.- Lepiej porozmawiaj z nim, żeby zmienił zdanie do poniedziałku, no będzie was to drogo kosztowało.- Paul wyszedł z domu.
-Louis! Pojebało cię.!-wydarłam się na chłopaka.
-O co ci chodzi?- Cher i Zayn weszli do środka z ogrodu.
-O co mi chodzi? Zrozum, że nie odpowiadasz już tylko za samego siebie, lecz za nas, dziecko i za cały zespół. Wkurwiłeś go i lepiej, żeby nie był taki na spotkaniu.
-A co on mi może zrobić.- wykrzyknął w moją stronę.
-Louis, uspokój się. Ona ma rację. On może nas wkopać i nie dostaniemy żadnych pieniędzy, a mało tego będziemy musieli jeszcze im zapłacić. – Liam podszedł do niego.
Brunet zlał go, oparł się o ścianę i powoli zjechał na dół, aż usiadł na podłodze z kolanami podniesionymi do brody. Schował głowę i usłyszałam delikatne chrypnięcie.
-Może…-pokazałam do nich.
Wszyscy zrozumieli i poszli na górę. Usiadłam obok mojego chłopaka. Przejechałam dłonią po jego włosach, a on obrócił się i położył głowę na moim ramieniu.
-Czasem chciałbym wrócić do tego co było kiedyś.
-A ja nie. Niby po co?
-Kiedyś nie byłem sławny, nie musiałem udawać kogoś innego.
-Kiedyś nie znałeś mnie.-uśmiechnęłam się.
-No fakt.
-Ja bym niczego nie cofnęła. Wszystko powoli się układa i człowiek nie ma najmniejszego wpływu na ten rozwój akcji.
-Ale ja jedno bym zostawił.
-Co?
-To, że poznałem ciebie, Cher i chłopaków.
-Pamiętaj, że każdy z nas będzie przy tobie, bo jesteśmy rodziną, a rodzina zawsze trzyma się razem.- delikatnie musnęłam jego wargi.
-Chodźmy na górę.- uśmiechnęłam się do niego.
Wstaliśmy z podłogi i zaczęliśmy iść po schodach. Brunet cały czas trzymał mnie za rękę, jakbym miała mu uciec.
-Myyy, to ten….-Nialler się zaciął.
-My jedziemy na zakupy.-wtrąciła jemu moja siostra.
-I do kina.- Liam dodał.
-Faktycznie, no, jest ten fajny film.- Zayn uśmiechnął się.
-Wataha, idziemy!- Hazza krzyknął i reszta zaczęła iść na dół.- Tylko cicho, bo ściany mają uszy.- zaśmiał się, a ja sprzedałam mu kopa w tyłek.- Dobra, dobra.- uciekł na dół i po chwili usłyszeliśmy trzask drzwi, a w całej posesji zrobiło się cicho.
-To co robimy?- Louis popatrzył na mnie z ukosa.
-Nie wiem.- przygryzłam dolną wargę, bo wiedziałam, że będzie wiedział o co chodzi.
-Lubię to.-zaśmiał się.
Podniósł mnie na wysokość swoich bioder, a moja nogi oplotły jego ciało. Nasze pocałunki z delikatnych i ostrożnych stawały się dzikie, pełne namiętności. Wpadliśmy do jego sypialni, bo była najbliżej. Oparliśmy nasze ciała o ścianę. W szale zaczęliśmy się rozbierać, co na pozór nie było takie łatwe. Niecałe pięć minut później byliśmy już w samej bieliźnie. Louis położył mnie delikatnie na łóżku. Jego pocałunki wędrowały po moim ciele w górę i w dół pomagając sobie dłońmi. Odpiął mi stanik, a ja rzuciłam go w kąt pokoju. Jego ręce momentalnie zatrzymały się na moich piersiach dając mi wielką euforię. Czułam jak moje ciało domaga się czegoś więcej. Nasze twarze znów były przy sobie. Złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Obróciliśmy się i teraz ja przejęłam inicjatywę. Schodziłam pocałunkami po jego ciele, aż natrafiłam na sutki. Lekko wykręciłam je i przygryzłam je po kolei. Usłyszałam jego westchnięcia. Moje usta podążyły na obojczyki. Zauważyłam jego tatuaże. Przy obojczyku zaczęłam ssać jego skórę. Kilka minut wystarczyło, aby pozostawić na niej różowawe znamię. Nasze usta ponownie się złączyły i zrobiliśmy obrót. Rozszerzyłam wargi, aby jego język mógł połączyć się z moim. Louis ściągnął moje majtki, a potem swoje. Zaczął czegoś szukać prawą ręką przy szafce nocnej.
-Nie.-popatrzyłam w jego oczy.- Chce cię poczuć.-przygryzłam wargę ponownie. Zgięłam kolana i rozszerzyłam je.
-Pragnę cię bardziej niż kiedykolwiek. –wyszeptał mi do ucha powoli wchodząc we mnie.
Wydałam z siebie małe stęknięcie, a on uśmiechnął się i pocałował mnie. Zaczął się poruszać szybko, lecz po chwili zwolnił. Dłońmi pieścił moje piersi. Wydawałam z siebie ciche jęki, a on lekko uśmiechał się widząc to. Moje dłonie powędrowały na jego plecy.
-Louis…
-Hmm?
-Szyyb-ciej.
Zachichotał pod nosem i spełnił moją prośbę. Moje odgłosy mimo chęci stawały się coraz głośniejsze. Louis również pojękiwał, lecz starał się to ukryć. Wbiłam moje ręce w pościel, a dłońmi ścisnęłam poszewkę, którą udało mi się złapać. Louis uśmiechnął się widząc to.
-Ko-cham-Cięęę!- wykrzyczał dochodząc, a ja stęknęłam przy tym. Gdy opadł już na moje ciało poczułam bicie, a raczej walenie jego serca.
-To bije tylko dla ciebie.-uśmiechnął się. Podniosłam delikatnie głowę i pocałowałam go.
-To najlepsze co mogłam od ciebie dostać.

_____________
Wiem, że krótki, ale nie wiedziałam dokładnie co w nim ująć, ale chyba mi się udało.

Tak jak już wcześniej pisałam, to końcówka tej historii, więc proszę osoby, które czytały to opowiadanie, ale nie zawsze komentowały, aby zostawiły po sobie komentarze pod tymi ostatnimi rozdziałam.
Od ich liczby zależy też kiedy będę wstawiała nowe notki.
+Do NN.;*

Natalie Malik.<3

piątek, 5 lipca 2013

Fifty

Mam dobry humor, bo dostałam się do szkoły, więc dodaję ten rozdział, ale z kolejnym nie będzie już tak łatwo. Czekam na min.4 komentarze.

OBOWIĄZKOWO PROSZĘ PRZECZYTAĆ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!

#Perspektywa Alice#
-Alice, czy to na pewno jego dziecko?- popatrzył na mnie tymi swoimi zielonymi paczadłami. Delikatnie pokiwałam głową, gdyż cała szyja jak i reszta ciała była obolała.
-Słyszałem, że biłaś się o mnie.-zaśmiał się delikatnie podnosząc górną wargę i pokazując rząd białych zębów.
-I jeszcze oberwałam.
-Przecież wiesz, że nie mógłbym cię zdradzić. Nawet gdybym był zalany w trzy dupy, to nigdy bym o tobie nie zapomniał.
-Wiem, po prostu… Po prostu poniosło mnie. Przepraszam.
-Nic nie szkodzi. Lekarze zrobili badania i na szczęście dziecku nic nie jest.
-Zostawisz mnie.-popatrzyłam na ścianę przede mną.
-Co?
-Zostawisz mnie. To nie twoje dziecko. Nikt nie chce samotnych matek.
-Ale ty nie będziesz samotna. Ja chcę być z tobą i zaadoptuję to dziecko jeżeli mi na to pozwolisz.- popatrzyłam na niego zaskoczona.- Nie patrz tak. Cały czas myślę o tym i chcę być z tobą już na zawsze, więc możemy zacząć zakładać już rodzinę.- uśmiechnął się delikatnie.
Pocałowałam jego dłoń, gdyż nie mogłam podnieść reszty ciała. On pochylił się nade mną i nasze wargi zetknęły się. Ułożył się obok mnie i objął wokół talii. Pocałował moje czoło.
-Dobranoc kochanie.

-Dzień dobry.- oboje drgnęliśmy i popatrzyliśmy na lekarza.
-Dzień dobry.
-Ponownie panią witamy.
-Niestety musimy wypełnić kartotekę pacjenta do końca i chciałbym poprosić o chwilę rozmowy.
-Mhm.- podniosłam się tak aby widzieć lepiej.
Louis stanął obok Cher z tyłu pod ścianą, a doktor przysiadł na krześle obok mnie.
-Więc, kiedy miała pani wizytę u ginekologa?
-Trzy miesiące temu…-odpowiedziałam zaciągając.
-Czy wie pani kto jest ojcem dziecka?- lekarz popatrzył na mnie.
Mój wzrok spotkał się z wzrokiem Louisa i Cher.
-Tak.
-Kto to?
-Louis Tomlinson.
Brunet uśmiechnął się, a przyjaciółka zacięła się nie wiedząc o co chodzi.
-Na 100%?
-Tak.-kiwnęłam głową.
-Dobrze, a kiedy pani piła ostatnio alkohol?
-Wczoraj wieczorem.
-W dużych ilościach?
-Tak.
-No cóż. W naszym kraju alkohol można pić od 21 roku życia.
-Naprawdę?- pokiwał głową.- Grozi mi coś?
-Nie. Ma pani szczęście, że tylko ja to wyczułem. Inaczej miałaby pani rozmowę z policją.
-Dziękuję panu bardzo.
-Nie ma za co. Wiem jak to było w wieku dziewiętnastu lat.- uśmiechnął się. Popatrzył na moich przyjaciół.
-Pan jest ojcem dziecka?
-yyyyy, Tak, to ja.- po chwili dopiero odzyskał język w gębie.
-Gratuluję i proszę, aby zajął się pan partnerką. Dzisiaj o 13 możesz już wyjść.-spojrzał na mnie.
-Dziękuję.
-Wypis proszę odebrać u mnie w gabinecie.
-Dobrze. A rozmowa z psychologiem?
-Biorę to na siebie.
-Dziękuję.-odpowiedziała mu Cher, bo ja z Louisem już cieszyliśmy się powrotem do domu.- Gołąbeczki nie chcę wam przeszkadzać i nie rozumiem o co chodziło z tym ojcem dziecka. Wytłumaczycie mi to?
-No więc Brad nie musi o niczym wiedzieć.- powiedziałam.
-A ja i tak chciałbym zaadoptować to dziecko.
-Dobra, nie wtrącam się w to, choć i tak Brad powinien o tym wiedzieć.- popatrzyła na nas.- I druga sprawa, to taka, że Paul przełożył spotkanie na dzisiaj.
-Musimy sobie z tym poradzić.
-Wszystko będzie dobrze.- Lou popatrzył na nas obie.
-Cher, przywieź mi jakieś ubrania, na spotkanie. Proszę.- popatrzyłam na moją siostrzyczkę.
-Dobra, tutaj masz telefon.- podała mi urządzenie.- Nie dzwoniłam do twojej mamy.-dodała.
-Dzięki.
-Dobra, ja jadę się ogarnąć i przebrać. Lou, jedziesz ze mną?
-Mhm. Do zobaczenia kotek.-pocałował mnie w Polik i wyszli razem z Cher.

Włączyłam mojego i’Phona i pod dłuższym namyśle wybrałam numer Brada. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć…
-Halo?
-Hej.
-Alice!
-Tak to ja.
-Jak tam w LA?
-Ciekawie.
-Czyli?
-Opowiem ci jak wrócę.
-Coś z Louisem?
-Może…-zaśmiałam się.
-U nas też nie jest nudno. Taylora złapali z narkotykami i będzie miał sprawę.
-Brad, ja…. Ja odchodzę.
-Czemu? Nie chcesz już tak zarabiać? Za mało kasy?
-Nie, pieniędzy dosyć, ale wróciłam do Louisa i nie mogę mu powiedzieć o tym. Proszę, nie powiesz nic jemu ani Cher? Nikomu, proszę.
-Jasne. Jesteś moją przyjaciółką.
-Dziękuję.
-Czyli powiadasz, że znów jesteś panią Tomlinson? Chyba nadal będziesz się ze mną przyjaźnić, co? Może nie jestem sławny i bogaty, ale jestem zabawny.
-Przestań. Nie zmienię się. A po drugie to on jest sławny, nie ja.
-Zdziwisz się jak bardzo staniesz się rozpoznawalna.
-Obiecaj mi, że jak przyjadę to pojedziemy na lody do Augusta.
-Okey. A co stęskniłaś się za lodami z Londynu?
-Trochę.
-A za pogodą?
-Nie.
-U nas pada.
-A u nas słońce.
-Głupia.! Ja już muszę kończyć.
-Pozdrów dziewczyny ode mnie.
-Jasne. Do usłyszenia.
Rozłączył się. Popatrzyłam na mój telefon. Na ekranie głównym widniało nasze zdjęcie. Z nudów zaczęłam robić sobie głupie zdjęcia i kilka wstawiłam na Instagrama. Wylogowałam się, a za chwilę przyszła do mnie pielęgniarka z obiadem. Zjadłam trochę posiłku, choć nie czułam głodu. Muszę się trzymać dla naszego dziecka.
Gdy skończyłam jeść i oglądać kreskówkę do mojego pokoju weszło całe One Direction oraz moja siostra.
-Hey…-każdy z nich po kolei podszedł i przywitał się ze mną.
-Cher myślę, że powinni się dowiedzieć.-popatrzyłam na nią, a ona zgodziła się ze mną kiwnięciem głowy.- Chłopacy odnalazłam moich biologicznych rodziców.
-Super, jacy są?
-Nie wiem dokładnie widziałam się z nimi kilka razy, ale…. Dowiedziałam się, że mieli jeszcze jedną córkę, która też została oddana do adopcji. Cher jest mój biologiczną siostrą.
-CO? Wytrzeszczyli na nas oczy.
Zapadła dziwna cisza, każdy z nich po kolei obejrzał nas. Czułam to napięcie pomiędzy nami.
-Przeszkadza to wam?
-Nie…-odpowiedzieli chórem.
-To nic nie zmienia, po prostu to…
-Szok.- Hazza dokończył wypowiedź Niallera.
-Cieszę się, że jesteście siostrami, ale za godzinę będzie już czternasta, a wtedy mamy mieć spotkanie z Paulem.-wtrącił Liam.
-Idę się przebrać.-wstałam powoli z łóżka. Cher podała mi torbę z ubraniami. W łazience ściągnęłam koszulę i założyłam na siebie bieliznę. Ciało popsikałam antyperspirantem i założyłam na siebie ciuchy (to). Włosy spięłam w wysokiego kucyka. Rzęsy podkręciłam delikatnie tuszem i wróciłam do sali.
-Gotowa.- powiedziałam i wszyscy zebraliśmy się.
Czekaliśmy na Cher z wypisem przy windach. Niecałe pięć minut później doszła do nas i zjechaliśmy na parter. Wypisano mnie i wyszłam tylnym wyjściem. Na parkingu wsiadłam do samochodu. Lou jak zawsze kierował, więc ja usiadłam z tyłu obok blondyna.
Zajechaliśmy pod dom i weszliśmy do środka. W salonie na kanapach zauważyłam menagera chłopaków.
-W końcu. Pozwoliłem sobie wejść, gdy was jeszcze nie było.-popatrzył na nas.- Siadajcie. Przecież nie gryzę. Cher i Alice zapraszam obok mnie.-poklepał miejsca po dwóch tronach sofy.
Usiadłyśmy obok niego, a chłopacy koło nas.
-O czym chciałeś porozmawiać?- Lou popatrzył na niego.
-Chciałem pogratulować wpadki Cher i Zayna.- uśmiechnął się.
-A skąd wiesz, że to była wpadka?- Zayn zaciął go.
-Jeżeli chcesz śpiewać w zespole wolę, abyśmy mówili, ze to wpadka.
-A może nie chcę już śpiewać w tym zespole? Nie przyszło ci to do głowy?
-Nie mówisz tego poważnie. Znam cię. To twoje marzenie.
-W dupie to mam. To moje dziecko i nie będę kłócił się z tobą co mi wolno, a czego nie. Dziecko jest ważniejsze.-zaczął krzyczeć.
-Pamiętaj, że podpisałeś umowę.
-Ale nie z tobą, tylko z wytwórnią.- Zayn wyszedł na ogród trzaskając drzwiami balkonowymi.
-A tobie co się stało Alice?
-Nic ważnego.
-Ona również jest w ciąży.-dodał mój chłopak. Od razu uderzyłam go w ramię.
-No proszę. Ty też chcesz odejść z zespołu?- Paul popatrzył na niego.
Lou podążył wzrokiem na mnie, a  potem znów na menagera.
-Jeżeli do tego dojdzie to tak.-powiedział z uśmiechem.

____________
No, napisałam kolejny rozdział.
Chciałaby wam powiedzieć, że kończę już to opowiadanie. Sądzę, że napiszę jeszcze około trzech rozdziałów i Epilog.
Wiem, że niektórzy są ze mną od początku lecz nie zawsze komentują, dlatego dziękuję im za to bardzo i chciałabym, aby wszystkie osoby, które to czytają komentowały chociaż te ostatnie notki. Bardzo, bardzo proszę.;* Dal was to tylko chwila, a dla mnie wiele satysfakcji.
+Do NN.;*

Natalie Malik.<3

poniedziałek, 1 lipca 2013

Fourty Nine

#Perspektywa Cher#
Zaparkowaliśmy samochód na parkingu jak najbliżej wejścia. Spojrzeliśmy na tłum fotoreporterów przed drzwiami. Pielęgniarki wprowadziły nas do środka i od razu zaprowadziły nas do jej pokoju. Szłam za nimi bez słowa, co chwilę będąc oślepioną przez lampy. Ze schodów weszliśmy na korytarz tak długi, że mieściło się na piętrze około siedemdziesięciu pokoi.
-Tutaj.-wskazała na drzwi.
Popatrzyłam na plakietkę obok.
Wyczytałam z niej: ‘Alice May’ nad jej nazwiskiem widniały trzy liczby. 427. Nacisnęłam na klamkę i delikatnie otworzyłam białe drzwi. Weszłam do środka. Po prawej stronie znajdowały się dwa łóżka. Jedno było puste, a na kolejnym leżała moja mała siostrzyczka. Gdy podeszłam bliżej miałam ochotę coś do niej powiedzieć, lecz zauważyłam, że ma oczy zamknięte.
-Lekarz zaraz do pani przyjdzie.-starsza pielęgniarka zostawiła nas samych z nią.
Może nie całkiem samych, bo na łóżku leżała torba. Mój wzrok ponownie podążył na twarz mojej siostry. Doszło do mnie jak bardzo ją kocham i jest dla mnie ważna. Nie mogłabym jej stracić. Jest częścią mojej rodziny. Teraz nie chodzi jedynie o to, że faktycznie jesteśmy spokrewnione, tylko jak bardzo stała mi się bliska w ciągu dwóch lat. Nie wyobrażam sobie życia bez niej i bez chłopaków. Nie mogę jej stracić.
Oparłam się o rurki łóżka. Pochyliłam głowę do przodu i zaczęłam cicho szlochać modląc się o jej życie. Poczułam jak podchodzi do mnie, obejmuje swoimi ramionami delikatnie obracając mnie do siebie. Zagłębiłam moją głowę pomiędzy jego szyją, a ramieniem. Przytulił mnie. Poczułam i usłyszałam bicie jego serca.
-Skarbie, zobaczysz. Wyjdziemy z tego. Poradzimy sobie.
-Jeżeli ona umrze….
-Nie umrze, zobaczysz.-pocałował mnie w czoło.
-Witam, jestem doktor Luke Williams.-młody lekarz podał mi dłoń, a następnie Zaynowi.
-Ja jestem jej siostrą. Panie doktorze, co jej jest. Wyjdzie z tego?
-Oczywiście, jednakże będzie musiała mieć ją pani na oku.
-A co się stało?
-Może chodźmy do mojego gabinetu. Tam na spokojnie porozmawiamy.
-Mhm. Zayn poczekasz tutaj?- pokiwał głową i usiadł na kanapie w kącie sali.
Wyszłam z pokoju za lekarzem. Kilka sal dalej po prawej stronie otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka.
-Proszę usiąść.-wskazał na krzesło, a sam usiadł naprzeciwko mnie za biurkiem. Otworzył kartę pacjenta. Zapewne mojej siostry.
-No więc wczoraj w nocy o 2:30 przyjęliśmy pańską siostrę. Była nieprzytomna i nie miała żadnych skaleczeń, dlatego od razu zaczęliśmy robić podstawowe badania. Po pierwsze wyszło, że jej organizm miał bardzo niski stan witamin. Podejrzewamy, że się głodziła, albo stosowała jakąś ostrą dietę. Po drugie jest w ciąży. Właśnie dlatego straciła przytomność. Dołączyło do tego mocne zdenerwowanie, które spowodowało ten stan. Teraz wszystko powoli się stabilizuje. Podajemy jej substancje odżywcze i witaminy przez kroplówki. Nadal nie wiemy dlaczego doszło do tego stanu. Nie obudziła się od wczoraj. Gdy już wybudzi się ze śpiączki musi porozmawiać z nią psycholog.
-Oczywiście. A od kiedy ona jest w ciąży?
-Czyli nie wiedziała pani o tym?
-Nie. Ona sama chyba o tym jeszcze nie wiedziała.
-To może być możliwe. Jest to piąty tydzień.
-A co z dzieckiem?
-Maluch jest zdrowy i silny. Nic mu nie będzie.
-A kiedy będzie mogła wyjść?
-Na razie musi się obudzić, wtedy zadecydujemy.
-Czy to wszystko?
-Tak.
-Dziękuję bardzo.-wstałam i podałam jemu rękę.
-Nie ma za co.
Wstałam z fotela i chwiejnym krokiem doszłam do drzwi. Powoli wróciłam do Sali z wielkim mętlikiem w głowie i masą pytań. Z kim jest w ciąży? Czy wiedziała o niej? Głodziła się? To mocno niepodobne do niej, lecz wszystko jest możliwe. Weszłam do jej Sali i zauważyłam Zayna stojącego przy oknie. Na kanapie siedział Liam z Harrym, na łóżku siedział Niall, a Louis siedział przy niej. Zauważyłam, że trzyma jej dłoń.
-I jak?- Niall spojrzał na mnie.
-Po pierwsze powiedzcie mi co się wczoraj działo.-usiadłam obok niego i popatrzyłam na każdego po kolei. Mulat odwrócił się do mnie i zrobił to samo.
Liam wstał i zaczął wszystko opowiadać. Jak to dom wyglądał, jak to Lou się najebał, a była Harrego Eleanor chciała uwieźć bruneta i Alice wdała się z nią w bójkę.
-Powiedzcie mi jedno, skąd wzięła się ta cała Eleanor. Hmmm?
-Justin ją zaprosił, a skąd oni się znają to nie mam pojęcia. Ona pracuje jako modelka, więc pewnie jakoś się spiknęli.- Hazza popatrzył mi w oczy.- Jesteś na mnie zła?
Popatrzyłam na każdego po kolei i wypuściłam powietrze, które narosło we mnie.
-Nie jestem zła na nikogo. Takie rzeczy się zdarzają. Każdy ma przeszłość, jednak tylko my umiemy tak pieprzyć sobie życie. Chodźcie tu.- zrobiliśmy Horan Huga. Gdy staliśmy tak wszyscy obok siebie przytuliłam Louisa, który miał łzy w oczach.
-Teraz powiem wam czego się dowiedziałam, tylko obiecujcie, że nikt na razie się o tym nie dowie do wyjaśnienia i Lou proszę poczekaj na to, aby Alice ci wszystko wytłumaczyła. Z resztą ona musi nam wszystkim to wytłumaczyć.
-Dobrze.
-Mam nadzieję, że to nie zmieni twoich uczuć do niej.
-O to się nie martw. Nic i nikt tego nie zmieni.
-No więc. Alice…-nabrałam powietrza w moje płuca. Złapałam się za mój wystający brzuch.- Alice jest w ciąży. Zasłabła ponieważ jak podejrzewają lekarze głodziła się na siłę lub miała ostrą dietę. Nerwy dodatkowo wpłynęły na jej zdrowie i straciła przytomność. Teraz wszystko wraca do normy i niedługo powinna się wybudzić.
Każdy zamknął się w sobie.
-Powiecie coś.?-popatrzyłam na nich.
-Louis, to twoje dziecko?- Liam popatrzył na bruneta.
-Ile ma dziecko?
-Pięć tygodni.
-To niemożliwe, bo to było po naszym rozstaniu, a my wtedy nie….
-Poczekajmy, aż się wybudzi.- Niall popatrzył na nas.
Lou usiadł na swoje krzesło, lecz teraz nie złapał ręki Alice.

-Lou poszedł po kawę i wodę.
-Jakby się tylko obudziła to mi napisz. Obudzę chłopaków i przyjedziemy.
-ok. - zobaczyłam jak Louis wysiada z windy i idzie w moją stronę.- Pogadamy jutro, dobrze?
-Mhm. Pa.-Mulat się rozłączył.
-Zayn?
-A kto inny mógłby dzwonić.
-Tak pytam. Proszę.-podał mi plastikowy kubek z wodą.
-Dzięki.
-Kiedy masz poród?
-Wstępnie mam na siedemnastego lutego.
-Cher wiedziałaś o ciąży?
-Nie, byłam tak samo zdziwiona jak ty, gdy się o tym dowiedziałam.
-Podejrzewasz kogo to dziecko?- ominęłam pytanie.
-Cher…
-Ja nic nie będę spekulować, bo nie jestem na sto procent pewna. Alice jak się obudzi to sama ci powie.
-Tylko….- nagle rozległ się dzwonek i nad drzwiami naszej przyjaciółki zapaliła się lampka. Szybko weszliśmy do pokoju, a zaraz za nami byli lekarze i pielęgniarki.
-Cher. Louis.-Alice popatrzyła na nas. Brunet od razu do niej podbiegł i zaczęli się uśmiechać oraz witać pocałunkami.
-Witamy znów z nami panno May. Co pamięta pani ostatnie?
-Jak zasłabłam na imprezie.
-Mhm. Dobrze się pani czuje?
-Tak.
-Jutro będzie musiała pani porozmawiać z naszym psychologiem i wtedy dowiemy się kiedy nas pani opuści.
-A co mi jest?
-Ja jej powiem.-podeszłam do lekarza.
-Dobrze, ale proszę nie siedzieć zbyt długo. Dobranoc.- wyszedł z sali, a blondynka popatrzyła na mnie.
-Mów.-pośpieszyła mnie.- Chciałabym jak najszybciej stąd iść.
-Alice byłaś ostatnio na diecie?
-No, musiałam ograniczyć węglowodany bo przytyłam już trzy kilo. Wiesz, niby nie dużo, ale po prostu zaczęłam jeść mniej i ostro ćwiczyć.
-Tylko w twoim stanie to nie zdrowe.
-Jakim stanie? Przecież nic mi nie będzie jak trochę schudnę.
-Tobie może nie, ale dziecku tak.
-jakiemu dziecku, Cher pokręciło ci się w głowie.
-Nie. Alice lekarze zrobili badania i jesteś w ciąży. To piąty tydzień. Wychodzi na to, że zaszłaś w ciążę po rozstaniu z Louisem. Przypomnij sobie dokładnie tamten okres. Wiesz kto jest ojcem?
-Ale, przecież…. KURWA!- wydarła się i z jej oczu pociekły łzy.
-To Brad?- popatrzyła na mnie.
-Z nikim innym nie spałam.
Lou odsunął się trochę i usiadł na krześle.
-Louis…
-Cher, możesz zostawić nas samych?
Za prośbą Louisa wyszłam z pokoju i usiadłam na korytarzu. Wybrałam numer mulata. Odebrał po trzecim sygnale.
-Co jest?
-Alice się obudziła, ale nie przyjeżdżajcie teraz z chłopakami.
-Czemu?
-Właśnie dowiedział się, że jest w ciąży i rozmawiają z Louisem. Przyjedźcie jutro z samego rana.
-Dobrze.- nastąpiła chwila ciszy.- Cher?
-Tak?
-Kocham Cię, wiesz.
-A ja ciebie Kocham.-uśmiechnęłam się sama do siebie.- Dobranoc.- rozłączyłam połączenie.
Usiadłam na krzesłach przy oknie na końcu holu. Wyciągnęłam nogi i poczułam jak moje powieki stają się ciężkie, wręcz nie do zniesienia. W końcu oddałam się zmęczeniu.

____________
Nie wiem czemu, ale ostatnio jakoś nie miałam czasu na napisanie tego rozdziału, ale w końcu miałam czas i przysiadłam do niego. Myślę, że będziecie zadowoleni.

Mam takie pytanko: Jak sądzicie, czy Louis zostawi Alice? Czy Alice będzie z Bradem?

Czekam na wasze odpowiedzi.
Dziękuję, za to, że czytacie moje wypociny.
Do NN.
+Myślę, że nadal będziecie komentować.

Natalie Malik.<3


piątek, 21 czerwca 2013

Fourty Eight.

#Perspektywa Alice#
-Odbierz.- Niall szturchnął mnie.
-Nie… Słucham?- przyłożyłam urządzenie do ucha, gdyż nacisnęłam przypadkiem zieloną słuchawkę.
-Alice?
-Cześć.
-Dlaczego odbierasz telefon Harrego?
-yyy… jest pod prysznicem.
-Jutro widzimy się wszyscy, łącznie z tobą i Cher. Obowiązkowo. Przyjadę do was na 17.
-Ok.
-Przekaż chłopakom.-rozłączył się, a trójka par oczu patrzyła się na mnie z wyczekiwaniem.
-I?- Lou popatrzył na mnie.
-I przyjeżdża do nas jutro na 17, mamy być wszyscy obowiązkowo.
-Może zadzwońmy do Cher i Zayna…- Liam chyba jako jedyny zaczął racjonalnie myśleć.
-Na razie nie. Ostatnio dużo przeszli należy im się trochę samotności i spokoju.- Tomlinson popatrzył ponownie na mnie.
-Racja, weźmy Hazzę do środka i lepiej ogarnijmy dom.
-Wpadnijcie do mnie o siódmej. Ja już lecę, bo Selena mnie zabije.-zaśmiał się i wrócił do siebie.
-Lou połóż Hazzę, Niall zamów pizzę na obiad, Liam poszukaj środków czyszczących, a ja ogarnę kuchnię.-klasnęłam w dłonie i wszyscy zabrali się do roboty.
Na szafkach w kuchni był totalny burdel. Najpierw odszukałam worki na śmieci, wrzuciłam do nich wszystkie resztki jedzenia, napojów, butelki. Zebrałam z małej kuchni prawie dwa worki. Wystawiłam je na korytarz i zaczęłam wrzucać naczynia do zmywaki. Gdy upchnęłam w niej o wiele więcej niż można włączyłam program, a sama zaczęłam czyścić blaty. Powoli wracały do starego stanu. Znalazłam mopa z wiadrem i zaczęłam myć podłogę w kuchni. Gdy po pracy spojrzałam na zegar przy drzwiach wybiła już 16. Chłopcy przyszli do mnie, kazali mi iść się ogarniać na ognisko, a oni sami wzięli się za robotę. Niall uprzątnął pokoje na górze, Liam sprzątał salon, a Lou jadalnię oraz korytarz. Ja zaszłam do własnego pokoju. Wybrałam z walizek komplet ubrań oraz zabrałam ze sobą kosmetyki i podążyłam do łazienki. Weszłam pod prysznic. Gdy zakończyłam relaksującą chłodną kąpiel. Włosy zawinęłam z ręcznikiem w turban, a sama stanęłam goła pośrodku łazienki. Wyciągnęłam mój cytrusowo-melonowy balsam i zaczęłam wcierać go w moją skórę nóg, rąk, brzucha, bioder, a na końcu szyi.  Stanęłam chwilę przed lustrem i popatrzyłam na samą siebie. Dotknęłam opuszkami palców tatuaży, które niedawno sobie zrobiłam i naszła mnie chęć na kolejny. Jak wrócę. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Gdy w moją skórę wnikł balsam założyłam strój kąpielowy, który znalazłam niedawno na fajnej wyprzedaży z moją biologiczną mamą a na to założyłam wybrany komplet (to). Ściągnęłam ręcznik z głowy i zaczęłam rozczesywać włosy palcami. Wyciągnęłam suszarkę i lekko je potraktowałam ciepłym powietrzem. Gdy były lekko wilgotne spięłam je w luźnego koka i zaczęłam szczotkować zęby, gdy były  wystarczająco czyste umyłam twarz wodą. Eyelinerem zrobiłam delikatne kreski. Wzięłam swoje rzeczy i ubrania Harrego i wróciłam do mojego pokoju. Rozpuściłam włosy, a na nie nałożyłam okulary przeciwsłoneczne. Wyciągnęłam telefon i napisałam do Cher: ”Paul wie o ciąży. Media się dowiedziały.~ Al.” Usunęłam tą wiadomość z wysłanych. Zaczęłam dzwonić na własny telefon. Usłyszałam cichy dzwonek. Wyszłam na korytarz i słyszałam go mocniej niż przedtem. Otworzyłam drzwi od pokoju chłopaków i zobaczyłam go na komodzie. Wzięłam go w rękę, a telefon lokowatego zostawiłam na tym samym miejscu, na którym leżał mój. Wcisnęłam go do tylnej kieszeni. Zeszłam, a raczej zbiegłam na dół. W salonie leżała cała trójka. Gdy zobaczyłam obecny stan salonu to oniemiałam.
Zaczęłam klaskać, a oni spojrzeli na mnie.
-Brawo. Pierwszy raz widziałam, żebyście tak posprzątali.
-Dumna?- blondyn popatrzył na mnie.
-Jasne. – uśmiechnęłam się.
-Ty też nie marnowałaś czasu.- Lou podszedł do mnie i lekko pocałował w policzek.
-Idźcie się ogarnąć,  a ja zrobię coś do jedzenia.
-Ok., proszę pani.- Nialler wstał i pobiegł na górę, a za nim podążył Liam. Louis jak zwykle musiał być inny. Poszedł za mną do kuchni. Nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie w talii, obrócił mnie i wziął na ręce. Posadził na blacie i zaczął całować.
-Skarbie, ale może…. Może byś się streszczał na ognisko?
-Nie masz pojęcia jak bardzo cie pragnę.- uśmiechnął się szyderczo.
-Ja ciebie też, ale opanuj swoje emocje.- popatrzyłam na niego. –Idziemy na małą imprezkę i nie chcę być nieogarnięta, gdy już wyglądam tak.-uśmiechnęłam się.
-Dla mnie nawet nago jesteś piękna.
-Super, a teraz możesz.?- odsunęłam jego rękę z mojego uda.
-Okey.- odsunął się i oparł o blat naprzeciwko. Założył ręce i patrzył na mnie. Obserwował mnie i każdy mój ruch. Ja zeszłam z blatu, wyciągnęłam chleb i potrzebne produkty na kanapki. On odwrócił się w stronę wyjścia bez słowa. Gdy był już na korytarzu popatrzyłam na niego.
-Louis!
-Co?- odwrócił się lekko zdenerwowany.
-Zamów pokój w hotelu.- teraz ja uśmiechnęłam się szyderczo w jego stronę.
Momentalnie się uśmiechnął i uciekł na górę.
Jakąś godzinę później cała czwórka była już na dole. Harry nie mógł spać, więc ogarnął się i głodny zszedł na dół. Zasiedliśmy przy stole i każdy z nasz zaczął jeść.
-Napisałam do Cher o tym, że Paul wie i media o tym huczą.
-Może zadzwonimy do nich?- Liam popatrzył na nas.
Nikt nie zgłosił sprzeciwu, więc brunet wyciągnął swój telefon i wybrał numer Zayna. Włączył na głośnik i położył urządzenie na stole.
-Tak?
-Zayn to my, jak u was?
-Zajebiście.- usłyszeliśmy tylko tyle od niego i to z wielkim sarkazmem.
-Zayn, nie zachowuj się tak. Halo?- Cher złapała słuchawkę.
-Cher mamy na głośnomówiącym i siedzimy wszyscy przy stole.
-Odczytałam twoją wiadomość.
-I?
-I Zayn po prostu się załamał, boi się co może się stać z zespołem i waszą przyjaźnią.
-Nic się nie stanie.
-Skarbie, posłuchaj ich.
-Zayn, znamy się już od kilku lat i jesteśmy jak rodzina, a rodziny się nie zostawia, tym bardziej w takiej sytuacji.
-Ale ja wszystko spieprzyłem. Zostawię zespół i odsunę się od was. Tak będzie lepiej.
-Nie będzie.-odezwałam się, gdy mulat nie posłuchał Louisa.- Chcesz zostawić nas bez ciebie, bez naszego przyjaciela i brata. Chcesz odejść od Cher i dziecka? Przecież ona cię kocha i my cię kochamy. Nie pozwolimy, aby Paul i reszta wtrącała się w nasze życie.- cisza.- Zayn? Zayn?
-Poszedł do toalety.
-Ok., a wy gdzie jesteście?
-W jakimś małym miasteczku. Jesteśmy w hotelu, bo znaleźli nas paparazzi na plaży.
-Gonili was?
-Jasne, że tak.
-Dajcie znać jak jutro będziecie wracać.
-Ok.-rozłączyła się.


-Widziałeś może Louisa Tomlinsona?- zaczepiłam jakiegoś rapera.
-Ten z One Direction?
-Tak.
-Był gdzieś na ogrodzie.
-Dzięki.- wybiegłam z salonu willi Justina i popatrzyłam na ogród. W końcu odmazałam wzrokiem bruneta i kogoś przy nim.
-Yyy przepraszam, możesz już zostawić mojego chłopaka.-złapałam Lou za rękę chcąc go zabrać do domu, gdzie była już reszta przyjaciół.
-Chłopaka?
-Tak, chłopaka.
-Louis o czym ona mówi?
-Yyyy….-zaciął się. Zielonooki popatrzył na mnie. Widziałam jak bardzo jest pijany i nie ogarnia systemu.
Brunetka pochyliła się nad nim i zaczęła go całować.
-Teraz już przegięłaś!- wzięłam dziwkę za szmaty i rzuciłam nią w ziemię.
-Laski się biją!- ktoś zaczął krzyczeć.
-Alice, nie warto. On jest pijany.- Harry złapał mnie za nadgarstek. Wokół nas zebrała się widownia.
-Wiem, ale ta szmata nie.
-Nie szmata. Okey?- powiedziała to z takim akcentem, że zachciało mi się śmiać.
-Eleanor?
-Ooo, mały Styles.
-Daj spokój. Przegrałaś, więc spadaj.
-Nie. Jeszcze nie.
-No właśnie.- brunetka uśmiechnęła się i nagle dała mi z pięści w twarz. Poczułam krew na wardze.
-Przejebałaś sobie.- popatrzyłam na nią. Spięłam włosy gumką z nadgarstka.
-Dajesz skarbie. Jestem z lepszej dzielnicy mała.
-Ale ja mam lepszą motywację złotko.
Złapałam dziwkę za włosy i zanurzyłam jej łeb w basenie. Wyciągnęłam go, położyłam jej zwłoki i zaczęłam walić z pięści w jej twarz. Nic się nie liczyło. Nic. Byle by ona zrozumiała, że Louis jest tylko ze mną. Ze mną i z nikim więcej.
-Aliceee!- poczułam jak opadam z sił i upadam na trawę.

________
Szczerze, to nie miałam żadnego pomysłu na ten rozdział.
Wyczerpały mi się pomysły.
No i ….
I przepraszam, że tak długo to pisałam.  Nie mam weny a poza tym ostatni tydzień szkoły. W dodatku skupiałam się teraz na wyciąganiu ocen na świadectwo.
I wyszło dobrze.
+Dzisiaj dostałam wyniki z egzaminów i jestem z siebie zadowolona.
++ Może więcej komentarzy, będzie lepszą motywacją. ;)
Do NN.

Natalie Malik.<3

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Fourty Seven

#Perspektywa Cher#
-I jak u nich?
-Nie wiem, ale chyba dobrze.
-Jak ci się podoba?- objął mnie w talii i lekko ucałował w szyję.
-Jest cudownie.-popatrzyłam na widoki, jakie ukazał mi mulat.
Oboje usiedliśmy na kocu, który rozłożyliśmy na masce starego cabrioleta. Wtuliłam się w ramię narzeczonego. Boże, jak to dziwnie brzmi. ‘Narzeczony’.
-Co dla ciebie znaczy ślub?- popatrzyłam w jego czekoladowe oczy.
-Tak okazujemy sobie miłość i wiem, że jesteś gotowa być ze mną na zawsze. A dla ciebie?- zaczerpnęłam trochę powietrza.
-Dla mnie to głupi papier, przez który ludzie są podzieleni. Przecież skoro się kochamy i oboje o tym wiemy, to po co nam jakiś papierek do wspólnego życia. Jest dobrze, tak jak jest. Ludzie, którzy się żenią po jakimś czasie są znudzeni monotonią. Nie chcę, żeby tak było z nami.- mulat przyłożył dłoń do mojego polika. Przymknęłam oczy czując ciepło jego serca przy moim.
-Obiecuję, że nigdy tak nie będzie.
-Rozmawiałeś już z rodzicami?- popatrzyłam  na niego.
-Oni nie rozumieją, że się kochamy. Sądzą, że wszystko jest za szybko.
-Zobaczysz, że będzie dobrze.-uśmiechnęłam się i przytuliłam go. Wiem, jak ważne jest dla niego zdanie jego rodziny.
-Wiem, tylko po prostu chciałbym, żeby wspierali mnie w moich decyzjach.
-Ja chciałabym mieć przy sobie takie osoby. Uwierz mi, że bycie cały czas sam na sam i decydowanie o swoim życiu wcale nie jest fajne, gdy nie masz przy sobie podpory.- opuściłam głowę.
-Skarbie…. Wiem, że jest ci ciężko. Nie chciałabyś odnaleźć swoich biologicznych rodziców?
-Zayn, ja, ja… To znaczy, ja wiem kto to.
-Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś?
-No bo dowiedziałam się tego od Alice.
-A skąd ona to wie.
-Widzisz… - zaczerpnęłam morskiego powietrza.- Alice po prostu odnalazła swoich biologicznych rodziców i dowiedziała, się, że oni mieli jeszcze jedno dziecko, które również musieli oddać do adopcji. Nie wiem, czy to faktycznie oni ale wszystko się zgadza no i oni mają moje zdjęcie, gdy byłam mała.
Zayn przez kilka minut patrzył w moje oczy przetwarzając wszystko na swoją logikę.
-Czyli ty i ona… jesteście siostrami?
-Mhm.
-Chcesz ich odwiedzić jak wrócimy?
-Sama nie wiem. Dobrze pamiętam moich rodziców, ale…. Nie chcę ich odpychać.
-Oni na pewno chcieliby, żebyś ich poznała. Żebyś poznała ludzi, dzięki którym możemy być razem, możemy czekać na nasze dziecko. Dzięki którym możemy mieć wspaniałych przyjaciół. Jeżeli będziesz chciała pojadę z tobą.
-Ja, ja muszę się przygotować do tego spotkania.
-Jak tylko będziesz gotowa.- przytulił mnie. Poczułam bicie jego serca od tętnicy, która przechodziła obok mojego ucha.
-Co zrobimy jak Paul się dowie?
-Nie wiem.
-Jeżeli będziesz musiał zostawić zespół?
-Zostawię.
-Zayn, to twoje marzenia.
-Ale ja wybiorę moją przyszłość.-uśmiechnął się. Ja i tak zauważyłam jego obawy tłoczące się w głowie. Znam to. Sama przeżyłam to wiele razy.
-Jedziemy do miasteczka?- wskazał ręką małą mieścinę przy plaży za wzgórzami.
-Jasne.
Mulat pomógł mi zejść z samochodu. Usiadłam na fotel pasażera, Zayn schował koc i wsiadł za kierownicę. Odpalił silnik samochodu i ruszyliśmy boczną drogą dół. Włączyłam radio, a tam zaczęła się piosenka Sia-Breath Me. Poczułam jak z prawego oka uciekła pojedyńcza łza. Szybko ją otarłam. Wjechaliśmy do miasteczka. Malik założył swoje RayBany. Włożyłam pilotki, które zabrałam z domu. Zaparkowaliśmy przy plaży. Wzięliśmy ręczniki. Rozłożyliśmy je na piasku w miejscu praktycznie bez plażowiczów. Jak na razie nikt nas nie rozpoznał. Ściągnęliśmy ubrania.
-Do wody.- Zayn wskazał ręką i wziął mnie na ręce.
-Eeeeeyy, aj nie mogę zmoczyć włosów.
-Możesz. Ja też mogę.
-Wszedł ze mną dość głęboko. Położył mnie na wodzie lekko trzymając na swoich ramionach.
Stanęłam w pionie. Jego ręce powędrowały na moje biodra, a potem na pupę. Swoimi nogami oplątałam jego tłów.
-Kocham cię najmocniej na świecie i nic, ani nikt tego nie zmieni.- delikatnie przysunął swoją twarz do mojej. Nasze czoła stykały się. Po chwili stykały się też nasze nosy.
-Jesteś moim tlenem.- wydukałam. Mulat delikatnie musnął moje wargi, powtórzyłam tą czynność z większą pewnością. Jego pocałunki stawały się coraz dłuższe. Swoim językiem przejechał po moich wargach. Rozchyliłam je bardziej. Nasze języki układały tańce nieznane dotąd nikomu innemu. Moje dłonie targały jego grzywkę, która mimo artystycznego nieładu była w różnych kierunkach.
Opuszkami palców zjechałam na jego szyję, gdzie tworzyłam własne malunki na jego ciele.
Jego dłonie dotykały dolnej części mego ciała, przez co po mojej skórze przechodziły kolejne armie mrówek. Odchyliłam głowę do tyłu oglądając niebo, które rozlewało się błękit na całej przestrzeni. Jego wargi powoli zjeżdżały szyją na moje ramie. Na lewym obojczyku poczułam lekkie szczypanie mojej skóry. Chwilę później odsunął się ode mnie i spojrzał w moje oczy.
-Idziemy?- wskazał głową plażę.
-Opalać się?
-Nie, znaleźć nocleg.-uśmiechnął się.
-Jasne.
Gdy woda sięgała bioder Malik puścił mnie, bym mogła iść sama. Nagle usłyszeliśmy piski opon poprzez piski dziewcząt.
-Fani.-powiedziałam do mulata.
-I paparazzi.- wskazał dłonią na furgonetkę forum plotkarskiego.- Bierz swoje rzeczy.
Złapałam szybko torbę, a chłopak zgarnął ręczniki.
Pobiegliśmy do samochodu. Wsiedliśmy do auta i szybko ruszyliśmy. Zayn nie dbał o to, czy złamie przepisy drogowe, czy złapie go policja. Pędził bardzo szybko. Nagle zauważyliśmy jakiś hotel.
-Skręć tutaj.-pokazałam jemu ręką. Chłopak posłuchał mnie i zjechał na podjazd. Zatrzymaliśmy się przed wejściem do hotelu. W samochodzie założyłam japonki. Wysiadłam z samochodu.
-Witam.-młody pracownik podszedł do Zayna.
-Proszę zaparkować, zostajemy tutaj.
-Oto numer stanowiska.-chłopak podał numerek wygrawerowany na blaszce. Mulat dał jemu kluczyki, wyciągnął walizkę oraz nasze rzeczy.
Weszliśmy do środka pomieszczenia aby szybko zniknąć fotografom z widoku. W środku wiele osób popatrzyło na nas z zaskoczeniem.
Sczezrze? Sama im się nie dziwię. Też bym się patrzyła, gdyby do hotelu wpadła dziewczyna z chłopakiem, cali mokrzy i na dodatek z torbami. Momentalnie boi hotelowy zabrał nasze bagaże.
Podeszliśmy do recepcji.
-Witamy w Hotelu Golden. W czym mogę pomóc?
-Chcielibyśmy wynająć pokój.
-Na jaki okres?
-Na jedną noc.
-Dla dwóch osób z jednym łożem?
-Dokładnie tak.
-Mogę pana dokumenty?
-Proszę.- Zayn podał jej swój dowód.
-Płaci pan gotówką, czy kartą?
-Kartą. Proszę.
-Oczywiście, tutaj proszę podpisać, a tutaj ma pan klucz. Pokój 806, trzecie piętro. Życzę miłego pobytu i gdyby były jakieś problemy proszę dzwonić.
-Dziękujemy.-Malik wziął z powrotem kartę, podpisał się, a ja wzięłam kartę pokojową.
Podeszliśmy do windy i wcisnęliśmy guzik. Po chwili drzwi się otworzyły.
Weszliśmy do środka, a boi za nami. Wyciągnęłam i’Phona. Zobaczyłam wiadomość od Harrego.
„Paul wie o ciąży. Media się dowiedziały. ~Al.”
-Zayn…-pokazałam jemu wiadomość. Wyraz jego twarzy nie był zbyt miły, a raczej pełen obaw na to co się dalej stanie.

_________
Jak wam się podoba rozwój akcji?
Proszę o komentarze, bo inaczej znów nie będę dodawać tak często.

Odpowiadajcie w ankiecie, proszę.

Natalie Malik.<3

czwartek, 6 czerwca 2013

Fourty Six.

#Perspektywa Alice#
-Idziesz pod scenę?- popatrzyłam w oczy bruneta.
-Jasne.-pociągnęłam go na dół.
Zaczęłam jak głupia śpiewać piosenkę ‘Six degrees of separation’. Louis położył ręce na moich ramionach. Przysunęłam się do niego. Wzięłam jego dłonie i położyłam na moim brzuchu. Swoją głowę oparł o moje ramię.
-Mieliśmy na razie się ukrywać.
-Wiem, ale za bardzo cię Kocham, żebym umiała to ukrywać. A szczególnie przed moją rodziną.
-Ja ciebie też skarbie.-pocałował mnie delikatnie w szyję.
-Wracajmy.-pociągnęłam go za dłoń i wróciliśmy na kanapy. Usiadłam na jego kolanach.
-Super, że w końcu wró…
-Cisza!- Cher stanęła przed stolikiem z napojem w ręku. Harry, który przed chwilą nam chciał pogratulować odwrócił się do swojej kuzynki.
- Chciałabym powiedzieć trzy rzeczy. Pierwsza, to, to, że cieszę się z waszego szczęścia.-popatrzyła na mnie i bruneta. Reszta pokiwała głowami, spojrzała na nas i powróciła wzrokiem do brunetki.- Druga, to, to, że jestem szczęśliwa, że mam takich przyjaciół z którymi jestem w Los Angeles.-każdy po kolei zawtórował podnosząc szklankę z napojami w jej kierunku.- A trzecie, to, to, że jestem w ciąży.
Ja pierdzielę.
-Co?- Liam jako pierwszy odzyskał głos po kilku minutach.
-To jest jakiś żart?- Harry spojrzał na mnie i na moją przyjaciółkę.
-Na mnie nie patrz. Cher, jesteś tego pewna. Jak media i inni się dowiedzą będzie afera. Nie lepiej poczekać.
-Alice zaraz będzie widać brzuch. Nie ma czasu na zwlekanie.- Zayn objął ją ramieniem.
-Chłopacy mam nadzieję, że przyjmiecie to dobrze.
-Czyli to prawda?- teraz Lou zabrał głos. Mulat z Cher pokiwali głowami.
Niall wstał z kanapy i popatrzył na nas, a potem na parę.
-Dla mnie nie robi to żadnego problemu. Przynajmniej będę wujkiem.- uśmiechnął się.
-Nam też.- Harry z Liamem też wstali.
-Mi w ogóle to nie przeszkadza.-wstałam z kolan chłopaka.
Zayn z Cher popatrzyli na Louisa. Ten miał kamienną twarz. Po chwili wstał, złapał szklankę do ręki.
-Wiem, że będzie niezła afera jak dowie się o tym Paul i producenci, a o fanach nie wspomnę. Ale możecie na mnie liczyć zawsze, bo w końcu jesteśmy rodziną.-zaśmiał się wypowiadając ostatnie zdanie.

Poczułam okropny ból głowy, który przeszywał mnie od środka. Po chwili otworzyłam delikatnie oczy i oślepiły mnie promienie słońca. Przewróciłam swoje zwłoki na prawy bok i momentalnie wylądowałam na ziemi. Podniosłam głowę i zauważyłam, że jestem w pokoju Hazzy, Payna i Niallera.
Tylko, że brakowało tutaj jedynie lokowatego. Pozostała dwójka grzecznie spała na swoich miejscach. Wstałam z podłogi. Zauważyłam, że mam na sobie ciuchy Harrego z wczorajszego wieczoru. Przejrzałam się w lustrze. Odchyliłam rąbek spodni i uff… Spojrzałam pod koszulkę. Na szczęście bieliznę mam moją. Wyszłam z pokoju. Na wielkim korytarzu na piętrze porozwalane były butelki po piwach i kilka po wódce. Zeszłam na dół domu, gdzie wcale nie było lepiej. W kuchni odnalazłam wodę. Jedną butelkę wypiłam na raz połykając przy tym tabletki na ból głowy. Wyjęłam drugą butelkę i wyszłam z nią do salonu. Na kanapach spał Lou. Postanowiłam go na razie nie budzić. Tak słodko spał. Na jego widok miałam ochotę podejść i zacząć go całować. Nie… Dam mu pospać. Dopiero, gdy obróciłam się do jadalni zauważyłam papier toaletowy porozwalany po całym pokoju, na meblach, kanapach,  wiatraku, stole, krzesłach. Dosłownie wszędzie, gdzie się dało. Zaśmiałam się na myśl co tutaj musiało się dziać. Weszłam na dole do toalety i wysiusiałam się po czym podreptałam ponownie na górę. Weszłam po cichu do pokoju Cher i Zayna. Na pościelonym łożku znalazłam kartkę.
Alice, zadzwoń do mnie jak tylko wstaniecie. ~ Cher
Zaczęłam przeszukiwać dłońmi spodnie. Znalazłam jakiś i’Phone. Zaważając na właściciela spodni, to pewnie jego sprzęt. Wybrałam numer przyjaciółki i usiadłam na podłodze po turecku. Na ściennym zegarze wskazówki pokazywały 14:30.
-O kurwa…
-Harry?
-Yyy, nie. To ja, Alice.
-Czemu dzwonisz do mnie z telefonu Hazzy?
-Długa historia.
-Dobra. Słuchaj, nie wiem czy cokolwiek pamiętasz, ale ja z Zaynem mówiliśmy wam, że jedziemy na wycieczkę.
-No.
-I macie ogarnąć dom do naszego przyjazdu. Wrócimy jutro około południa.
-Yhy…
-Alice, proszę, zajmij się tą bandą.
-Dobra.
-Ja już kończę. Pa.-rozłączyła się.
Ok, to teraz muszę ich powoli budzić i musimy w końcu znaleźć Harrego. Wyszłam z sypialni mulata i Cher. Weszłam do pokoju chłopców. Szturchnęłam Liama. Ten ocknął się i powoli zaczął wstawać. To samo chciałam zrobić z blondynem, ale nie. Każda próba kończyła się porażką. Odkręciłam wodę, którą nosiłam ze sobą. Oblałam nią jego twarz i włosy.
-Dobra, jużż idę.
-Pięć minut i jesteście na dole. JUŻ!- trzasnęłam drzwiami i weszłam do mnie. Tam wszystko tak jak było tak stało. Łóżko nawet nie ruszone.
Zbiegłam na dół domu.
Usiadłam obok bruneta. Szturchnęłam go delikatnie.
-Louis, Looouis. Lou. Skarbie, kochanie wstawaj już.-pocałowałam delikatnie jego wargi.
-Mmmm…
-No. Teraz wstajemy.-pociągnęłam go za rękę do pozycji siedzącej.
-Woody i taaableteeek.- wymamrotał ziewając.
-Chodź, to dostaniesz.
-Zaprowadź mnie, bo oczy mnie bolą.
-Śnisz. Albo sam wstajesz, albo pakuje się i jadę do Londynu.
-Już idę.-wstał i poszedł do kuchni. Szybko znalazł wodę i wziął tabletki.
-Jesteśmy.- Liam i Niall popatrzyli na mnie. Po chwili również Lou zawiesił na mnie wzrok.
-Dlaczego masz na sobie ubrania Harrego?- Payne podszedł do mnie.
-Nie wiem i musimy zrobić burzę mózgów, bo lokowatego nigdzie nie ma, a ja mam jego ubranie i telefon.
-W ogóle, co tutaj się działo?- wyskoczył Niall.
-Nie chcę wiedzieć.- Lou zaśmiał się i usiadł na blacie.
-Powaga chłopaki. Przeszukajcie wszystkie szafy, i inne rzeczy czy gdzieś nie śpi.
-Za piętnaście minut tutaj z powrotem.-Lou zeskoczył z blatu i wskazał blondyna.- Ty góra, ty dół.
-Ok.-potwierdziłam.
-Ja sprawdzę garaż.
-A ja gospodarczy i ogród.- wtrącił Payne.
-Do roboty.- Lou klasnął i każdy pobiegł w swoją stronę.
Wbiegłam do łazienki, sprawdziłam wannę, szafy. W jadalni sprawdziłam po stołem. W salonie pod kanapami i za nimi nikogo. Otworzyłam wielkie drzwi na ogród. W końcu dotrze tu trochę powietrza. Wbiegłam na korytarz, sprawdziłam mała garderobę. Wróciłam do kuchni. W lodówce znalazłam jogurt pitny i wypiłam go.
-Nie ma go w garażu.-wszedł do środka Louis, a za nim blondyn
-Na górze też nie.
-Na dworzu też go nie ma.- Liam wbiegł zdyszany.
-To co robimy?- popatrzyłam na nich.
-Nie wiem.-blondyn wyciągnął wodę i zaczął pić.
Nagle usłyszeliśmy jak ktoś dobija się do drzwi.
-Alice….-cała trójka się na mnie spojrzała.
-Ty idziesz ze mną.-pociągnęłam za sobą Louisa.
Otworzyłam wielkie dębowe drzwi. Nagle zobaczyliśmy Harrego w fatalnym stanie, do tego miał na sobie moją sukienkę, którą przywiozłam tutaj z Londynu.
-Może i myślicie, że jak macie kasę, to wszystko wam ujdzie płazem, ale razem z dziewczyną strasznie się przestraszyliśmy jak on pływał w naszym basenie.
-Strasznie przepraszamy.- wciągnęłam z chłopakiem lokowatego do środka.
-Żartowałem.- chłopak w czapce zaczął się śmiać, ściągnął czapkę i okulary.
-Justin!- Lou podszedł do niego i się przywitał.
-Alice, jak zawsze ślicznie, choć….-zmierzył mnie wzrokiem.- Chyba to nie twoje ciuchy.
-Nie, to jego.
-Ale zostaw mu tą sukienkę. Ma w niej boskie nogi.- Bieber zaśmiał się wskazując na Hazzę.
-Kanadyjczyk tu jest! Liam!- Niall wybiegł i przywitał się z nim. Po chwili doszedł też Payne.
-Odpoczywacie?
-Kiedyś trzeba.- Lou zaśmiał się.
-Wpadnijcie wieczorem do mnie. Robię małe ognisko, tylko małe grono.
-W sumie czemu nie, ale musimy chatę posprzątać.- przypomniałam chłopakom.
-A Zayn i Cher gdzie?
-Wyjechali na wycieczkę. Wrócą jutro.- odpowiedziałam mu.
-Powiedz, że mają ode mnie gratulacje.
-Co?- popatrzyliśmy na niego.
-To wy nie wiecie, że Cher jest w ciąży?
Wszyscy wytrzeszczyliśmy na niego oczy.
-Skąd ty to wiesz?-  zapytał go Niall.
-Ktoś się dowiedział, paparazzi już o tym wszędzie piszą.-popatrzył na nas.- Widzę, że pewnie nikt oprócz was o tym nie wiedział.
-Ja pierdzielę. Paul nas zabije.- Liam przyłożył głowę do ściany domu.
-Ey, Paul właśnie dzwoni do mnie, to znaczy do Harrego.- wskazałam im ekran i’Phona na którym widniał jeden duży napis: Paul.

________________
No, chyba się streszczyłam.
Jak wam się podoba?
Proszę o szczere i wyczerpujące opinie.

Pod poprzednim tekstem, że rozdział 45 jest dedykowany Adzie-mojej wspaniałej czytelniczce.

Podejrzewam, że NN może w poniedziałek. Wszystko zależy od was.;*


Do zo miśki.
Natalie Malik.<3

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Fourty Five

#Perspektywa Cher#-Alice, o czym ty mówisz?
-Cher, moi biologiczni rodzice są też twoimi.
-Nie… Oni nazywali się inaczej.
-Wiem, ale oni chcą cię poznać i powiedzieć tobie osobiście co się stało.
-Alice, proszę nie wspominaj mi o tym. Na razie to…-zacięłam cię. Co ja mam powiedzieć? Skoro to są naprawdę moi rodzice, to, to co ja mam teraz zrobić?!- to dla mnie za wiele, bo jestem w ciąży.-wypuściłam powietrze z płuc. Jak wszystko to wszystko.
-Jasne, ale, co?- popatrzyła na mnie dziwnie.-Jesteś w ciąży?- pokiwałam głową.- Czemu mi o tym nic wcześniej nie mówiłaś?
-Nie wiem, ale chciałam to tobie powiedzieć tutaj. Wiesz, to, to Los Angeles.
-Wiem.-złapałam ją delikatnie za rękę. Jej oczy powędrowały na zachodzące słońce.- Nadal nie mogę uwierzyć, że jestem tutaj z wami wszystkimi.- po jej policzku spłynęła łza.
Przysunęłam się do niej i przytuliłam ją. Położyła głowę na moim ramieniu.
-Cher…
-Tak?
-Obiecaj, że zawsze będziemy razem, nie ważne co się stanie z naszymi rodzicami, czy związkami.
-Obiecuję siostrzyczko.-uśmiechnęłam się sama do siebie.- Teraz już nigdy nie będziemy same.
-Który to miesiąc?
-Już drugi się kończy. Zaraz będzie trzeci.
-Ale jak to się stało?
-Alice nie udawaj, że nie wiesz jak robi się dzieci.
-No, ale chyba zabezpieczaliście się.
-Jasne, ale no wiesz, akurat jestem w tym procencie, którym to nie wyszło.
-Przestań.-zaczęła chichotać, a po chwili dołączyłam do niej.
Siedziałyśmy przytulone oglądając zachód słońca.
-Teraz wszystko się zmieni.
-A co ma się zmienić?
-No bo ty z Zaynem będziesz miała dziecko, mało tego pewnie zamieszkacie razem na stałe.
-I?
-I zostanę sama.
-Ej, słonko. Masz mnie i Louisa oraz resztę przyjaciół. Masz też Taylor,  mamę i rodziców biologicznych. Nigdy nie będziesz sama.
-Dziękuję, że jesteś przy mnie.
-Always & Forever- przyłożyła mi dłoń z małym palcem, nasze malutkie palce złączyły się.
-Always & Forever- powtórzyłam.
-Alice…
-Tak?
-Chciałabyś zostać moją druhną i świadkiem?- pokazałam jej drugą dłoń na której miałam włożony pierścionek zaręczynowy.
-Bierzecie ślub?
-Mhm, ale oczywiście nie teraz.
-Super. W końcu się zeszliście.-pocałowała mnie w policzek i uścisnęła.
-Dzięki. A ty i Lou? Wiesz on za Toba bardzo tęskni. My też.
-Hahhaa…
-Z czego się śmiejesz?
-Nic, nic.
-Jak to nic?
-Powiem ci jak będę mogła.
-No dobra.
Poczułam wibracje mojego telefonu. Wyciągnęłam go i odebrałam.
-Stoimy już przed naleśnikarnią.
-Ok, zaraz tam będziemy.
-Gdzie?- Alice popatrzyła na mnie, a ja odłożyłam telefon do torebki.
-Na koncert z chłopakami.- wstałam z murka i wytarłam rękoma ubrania.
-Gdzie mamy iść?
-Do naleśnikarni.
-Tam?- blondynka wskazała ręką drogę na lewo.
-Tak.-złapałyśmy się za dłonie jak za dawnych czasów i ruszyłyśmy do naszego zespołu.
Piętnaście minut później już czekałyśmy za nimi, bo oczywiście musieli robić sobie zdjęcia z fanami i rozdawać autografy.
-Już po robocie.- Zayn podszedł do mnie, przytulił i pocałował na powitanie.
-Ok, to może…
-Przepraszam, czy możemy zrobić sobie z tobą zdjęcie.
-Ze mną?- popatrzyłam na nastolatki, które patrzyły na mnie. Wszystkie pokiwały głowami.
-Jasne, Zayn zrobisz?- popatrzyłam na mulata, który tylko się uśmiechał.
Narzeczony wziął telefon dziewczyny, koleżanki nastolatki objęły mnie. Flesz.
-Dzięki. Kochamy twoje piosenki. Są boskie.-brunetka popatrzyła na mnie.- Skąd bierzesz inspiracje?
-Naprawdę chcesz wiedzieć?
-Jasne.
-Stąd.- pokazałam palcem miejsce jej serca.- Komponujesz?
-Próbuję.
-To próbuj dalej. Jak czujesz, że chcesz o czymś opowiedzieć, siadasz grasz i piszesz. Wtedy wychodzą najlepsze teksty.- uśmiechnęłam się do niej.
-Dzięki. Czekamy na wasz koncert w weekend.
-My też.- uśmiechnęłam się do nich.- Przepraszam, ale muszę już lecieć. Paa.- pokiwałam im i podeszłam do Zayna. Ten objął mnie w talii i ruszyliśmy zwartą grupą na koncert.
Weszliśmy na małą salę, gdzie The Script dają dodatkowy koncert dla fanów.
Znaleźliśmy sobie kanapę. Wszyscy zajęliśmy miejsca. Zamówiliśmy napoje. To znaczy reszta zamówiła drinki, tylko ja napój. Chłopacy weszli na małą scenę i zaczęli grać. Każdy z nas dokładnie wsłuchiwał się w muzykę i tekst. Pięćdziesiąt minut później zaczęli ostatnią piosenkę ‘Six degrees of separation’. Zayn przytulił mnie.
-Kocham cię nad życie.-pocałował mnie delikatnie w szyję i po moim ciele przeszła armia mrówek.
Delikatnie musnęłam jego wargi. Na moją twarz uśmiech sam wkroczył.
-Uuuuu.-reszta naszej ekipy zaczęła buczeć. Popatrzyłam na nich nie wiedząc o co im chodzi. Po chwili dostrzegłam jak Lou z Alice na parkiecie stoją przytuleni, a brunet całuje ją w szyję. Zaczęłam klaskać.
-Jesteś szczęśliwa?- mulat popatrzył mi w oczy.
-Poczekaj.-odtrąciłam go delikatnie. Chłopak popatrzył na mnie z zaskoczeniem. Chwilę później Alice i Lou wrócili do nas.
-Cisza!- oczy wszystkich zwróciły się na nas.
-Chciałabym powiedzieć trzy rzeczy. Pierwsza, to, to, że cieszę się z waszego szczęścia.-popatrzyłam na siostrzyczkę i bruneta.- Druga, to, to, że jestem szczęśliwa, że mam takich przyjaciół z którymi jestem w Los Angeles. A trzecie, to, to, że jestem w ciąży. –popatrzyłam na nich, a oni na mnie spojrzeli ze zdziwieniem.

_______
Przepraszam, że tak późno, ale mam teraz dużo na głowie.
Postaram się dodawać minimalnie raz w tygodniu.

Czekam na wasze opinie i komentarze oraz mile widziane są pytania.

Natalie Malik.<3